Strajk Kobiet wraca z protestami, najbliższy w środę. "Funkcjonariusze PiS wychodzą na głupków"

"Był kaganiec na sędziów, teraz chcą wprowadzić kaganiec na obywateli? No chyba im nie pozwolimy, nie?" - wskazują liderki Strajku Kobiet, zapowiadając wznowienie protestów. Pierwszy z nich planowany jest na środę 20 stycznia w Warszawie - ma być wyrazem sprzeciwu wobec planów wprowadzenia w Polsce ustawy zmieniającej prawo ws. karania mandatami. Strajk Kobiet sprzeciwia się też m.in. represjom wobec sędziów.

Strajk Kobiet zapowiada "rozpoczęcie sezonu" i kolejne protesty na ulicach - najbliższy planowany jest na środę 20 stycznia na godzinę 18 przy rondzie de Gaulle'a. "Partia wystraszona protestami postanowiła wyjść naprzeciw obywatelkom i… zamierza wprowadzić ustawę o zakazie odmowy przyjęcia mandatu. A najbliższe posiedzenie Sejmu 20 stycznia. Był kaganiec na sędziów, teraz chcą wprowadzić kaganiec na obywateli? No chyba im nie pozwolimy, nie? (...) Chyba czas na ponowne spotkanie na ulicy. Tęskniliście za tym, prawda?" - zapowiadają organizatorki na stronie wydarzenia na Facebooku.

Zobacz wideo Strajk Kobiet. Kordony policji chroniły willę Kaczyńskiego

Strajk Kobiet zapowiada wznowienie protestów. Najbliższy w środę o 18. "Funkcjonariusze PiS wychodzą na głupków"

Liderki Strajku Kobiet wskazują, że oprócz zapowiadanej przez posłów Solidarnej Polski ustawy "mandatowej" (projekt zakłada, że przyznany mandat trzeba będzie przyjąć, a następnie dopiero zaocznie się od niego odwoływać) zamierzają też protestować przeciwko represjom wobec sędziów.

20 stycznia w Prokuraturze Krajowej ma być przesłuchiwany sędzia Igor Tuleya, którego pozbawiono immunitetu, by ukarać za to, że pozwolił mediom uczestniczyć w odczytaniu wyroku w sprawie nielegalnych obrad PiS w Sali Kolumnowej sejmu w grudniu 2016. Pamiętacie ten grudzień? Koczowaliśmy przy koksownikach w śniegu, wielu z nas się wtedy poznało

- wskazują, zapowiadając też wsparcie dla protestujących przedsiębiorców i taksówkarzy.

Co poza tym w państwie PiS? Terlecki zapowiada druk "wyroku" w TK. Ciągle majstrują przy konwencji anty-przemocowej

- wskazują.

Pełna trasa przemarszu nie została podana, by uniknąć zablokowania przez policję. Zgodnie z wytycznymi rządu w związku z obowiązującymi w Polsce obostrzeniami epidemiologicznymi zgromadzenia powyżej 5 osób uznawane są za nielegalne.

Jak opisuje Onet, dołączenie do środowej demonstracji Strajku Kobiet zapowiadają też m.in. Koalicja Antyfaszystowska, Federacja Anarchistyczna czy Koalicja Wolnościowa. - Wracamy. Ćwiczymy się w oporze, tak jak ćwiczymy się w wolności - mówi w rozmowie z portalem Marta Lempart, jedna z liderek Strajku. - Przegrali opcję zastraszania ludzi mandatami - ludzie nie przyjmują mandatów, idą do sądu i wygrywają, a funkcjonariusze PiS-owskiego państwa wychodzą na głupków. Myślą, że znaleźli na to sposób, geniusze: zmienią prawo, napiszą jakiś #LexStrajkKobiet na polityczne zamówienie i skompromitują się, jak zawsze - dodaje.

Demonstracje Strajku Kobiet po decyzji TK ws. aborcji. Brutalne działania policji, w tłumie interweniowali "tajniacy"

Zeszłoroczne demonstracje Strajku Kobiet rozpoczęły się w połowie października, po tym, jak Trybunał Konstytucyjny orzekł, że aborcja ze względu na ciężkie bądź śmiertelne wady płodu jest niezgodna z konstytucją. Demonstracje odbywały się w całym kraju i - jak informowały polskie i światowe media - były największymi protestami odbywającymi się w naszym kraju od 1989 roku. W odpowiedzi prezes PiS Jarosław Kaczyński wygłosił orędzie, w którym nawoływał do "obrony kościołów" - środowiska narodowe powołały tzw. Straż Narodową, która miała bronić świątyń (w ramach strajków niektóre z protestujących wchodziły do kościołów z transparentami, doszło też do pomazania elewacji). W połowie listopada protesty zaczęły być brutalnie tłumione przez policję.

18 listopada do eskalacji przemocy doszło przy Placu Powstańców w Warszawie, gdzie interweniowali funkcjonariusze policji w cywilu - media obiegły nagrania, na których było widać, jak grupa ubranych na czarno policyjnych "tajniaków" atakuje mężczyznę w tłumie. Mieli przy sobie pałki teleskopowe, a wśród pozostałych uczestników marszu wybuchła panika. Komenda Stołeczna Policji zabrała głos, tłumacząc, że zatrzymany był "agresorem". "Nastąpiła próba odbicia mężczyzny. Policjanci użyli siły fizycznej" - wskazano. W sprawie wyjaśnień domagało się biuro Rzecznika Praw Obywatelskich. "Najbardziej niepokoi brutalność policji w czasie interwencji, nieuzasadnione stosowanie gazu, kajdanek, bicie pałkami i obelgi. (...) Osoby zatrzymywane nie były odpowiednio informowane o przysługujących im prawach (a było wśród nich wielu młodych, których zatrzymanie spotkało pierwszy raz w życiu), nie miały często dostępu do lekarza. Niepokojące jest rutynowe stosowanie kontroli osobistych a także to, że policjanci nie korzystali ze środków ochrony przed COVID" - można było przeczytać w sporządzonym przez biuro Adama Bodnara raporcie.

Dotychczas wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie został opublikowany, a więc formalnie nie wszedł w życie. W ostatnich dniach polityk PiS Ryszard Terlecki wskazywał, że jego zdaniem do publikacji dojdzie jeszcze w styczniu. Jak dowiedział się dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek, powodem zwłoki ma być brak zgody wszystkich sędziów TK co do treści uzasadnienia wyroku.

Czytaj więcej: Spór w TK o uzasadnienie wyroku ws. aborcji. A to kluczowa rzecz dla PiS 

Więcej o: