Najlepszy ośrodek hipoterapii w Polsce po 29 latach traci swoją siedzibę. Bo budują drogę

Fundacja Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym Hipoterapia nie będzie mogła już pomagać chorym. Budowa Południowej Obwodnicy Warszawy wymusza wyburzenie budynków, w którym się znajduje.

W połowie października jeden z najlepszych ośrodków hipoterapii w Polsce zniknie z terenów Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gdzie mieściła się jego siedziba. Szkoła złożyła wymówienie umowy najmu - do połowy października muszą zniknąć pracownicy, ale i konie.

Wszystko przez budowę Południowej Obwodnicy Warszawy, której trasa przechodzi właśnie przez tereny SGGW.

- Za nami pozostają tysiące pacjentów, tysiące godzin pracy terapeutycznej, tysiące godzin szkoleń kolejnych pokoleń hipoterapeutów, dziesiątki publikacji krajowych i zagranicznych, dziesiątki prac magisterskich i licencjackich, tysiące godzin pracy wolontariuszy i tysiące złotówek prywatnych i publicznych osób i instytucji, które wspomagały naszą działalność przez te wszystkie lata – mówiła w rozmowie z serwisem haloursynow.org prezes fundacji Anna Strumińska.

Serwisowi udało się również porozmawiać z pacjentami fundacji. Wśród nich była Ola, która w wieku trzech lat ucierpiała w wypadku wskutek którego miała niedowład lewej strony ciała. Przez jedenaście lat korzystała z pomocy fundacji, a jeździectwo stało się częścią jej życia.

Pacjenci stracą wiele

Udało nam się skontaktować z weterynarzem, zaprzyjaźnionym z fundacją. Jerzy Kemilew mówi, że to wielka tragedia dla fundacji, która od lat funkcjonowała w tym miejscu. - W związku z likwidacją wielu pacjentów nie będzie mogło korzystać z terapii. SGGW zaproponowała fundacji inną lokalizację, bardzo oddaloną od obecnego miejsca. Dawni pacjenci nie będą w stanie tam dojeżdżać - tłumaczy weterynarz.

Lekarz twierdzi, że SGGW wykazuje złą wolę. Jego zdaniem na terenie szkoły jest miejsce na hipoterapię. - Funkcjonuje tam klinika, w której z tego, co wiem, nie ma zwierząt. Są tam boksy, w których można by trzymać kucyki fundacji. Nie rozumiem, dlaczego szkoła nie chce wyjść naprzeciw tak ważnemu dla wielu dzieci ośrodkowi - dodaje.

Nie ma miejsca dla fundacji 

Jak informuje rzecznik Szkoły Wyższej Gospodarstwa Wiejskiego, dr inż. Krzysztof Szwejk, gdyby było miejsce na terenie szkoły, to ta chętnie by je udostępniła fundacji. - Fundacja wynajmowała od nas przestrzeń na zasadzie umowy użyczenia, czyli za darmo. Studenci współpracowali z fundacją na zasadach wolontariatu, bardzo ceniliśmy tę współpracę. Ale droga, która ma przebiegać w tamtym miejscu, wymusza wyburzenie budynku, w którym przebywały konie fundacji. I nie tylko tego. Musieliśmy wypowiedzieć również umowę firmie, która płaci nam za wynajem, a która również ze względu na likwidację m.in. padoku, musi opuścić ten teren - wyjaśnia Szwejk.

Rzecznik przekonuje, że klinika, o której wspomina weterynarz Kemilew, cały czas funkcjonuje. - Są tam przetrzymywane konie, które należą do wydziału medycyny weterynaryjnej. Ponadto mieści się tam szpital dla koni z zewnątrz. Nie mogą stać tam konie należące do innych instytucji. Tak jak muszą być wolne łózka w szpitalu, tak muszą być dostępne boksy dla chorych koni - dodaje.

Rzecznik ubolewa nad sytuacją ośrodka. Dlatego szkoła zaproponowała fundacji lokalizację w Oborach. - Wypowiedzenie tych umów też nie jest nam na rękę, zarówno pod względem finansowym - dla jednej z firm, jak i pod względem praktycznym - studenci nie będą mogli korzystać z możliwości odbycia wolontariatu. Nie możemy jednak negocjować innego przebiegu trasy. Tak jest w ustawie i wiadomo o tym od dawna - podkreśla.

Fundacja się nie poddaje

Obecnie fundacja przenosi się z terapią gabinetową na ul. Na Uboczu 18. Jak informuje zarząd, w tej chwili trwają poszukiwania dogodniejszej lokalizacji, dobrze skomunikowanej z Ursynowem. Zbierane są również podpisy pod petycją, fundacja szuka poparcia w kolejnych instytucjach, dobrze skomunikowanego z Ursynowem. Do tej pory na odzew odpowiedziały Lasy Miejskie, które nie mają jednak możliwości wydzierżawienia terenu w Lesie Kabackim ze względu na brak miejsca na wybudowanie stajni czy magazynu na paszę. 

Nie ma tam również wyznaczonych szklaków konnych, a dojazd przez rezerwat mógłby być utrudniony dla osób niepełnosprawnych.

Fundacja nie zamierza rezygnować i deklaruje, że podejmie wszelkie działania, żeby znaleźć jak najlepsze miejsce dla swoich podopiecznych.

embed
Więcej o: