Wynajmował mieszkanie. Twierdzi, że został pobity przez właściciela. "Na klatce były ślady krwi"

Na profilu Komuny mieszkaniowej "Syrena" pojawił się post z wstrząsającą historią pana Stefana, który miał zostać pobity i wyrzucony z mieszkania przez właściciela.

- To nie pierwszy raz, kiedy słyszymy taką historię, więc wierzymy, że pan Stefan mówi prawdę - przekonuje Antoni Wiesztort z komuny mieszkaniowej "Syrena".

Na profilu na Facebooku przedstawiciele komuny opisali historię mężczyzny, który twierdzi, że został bezprawnie wyrzucony z wynajmowanego mieszkania oraz pobity przez właściciela.

W rozmowie z metrowarszawa.pl Wiesztort opowiada, że o sprawie dowiedział się dzisiaj. - Pan Stefan przyszedł do mnie razem ze swoim znajomym, panem Romanem i opowiedzieli, co się stało. Pan Stefan był w fatalnym stanie - źle się czuł, wymiotował. Podejrzewaliśmy wstrząs mózgu. Zawieźliśmy go do szpitala - informuje Wiesztort.

Pan Roman potwierdza wszystkie informacje. - Stefan przyszedł do mnie rano. Był cały pobity. Wszystko wskazywało na to, że właściciel z całej siły, z premedytacją uderzył w niego drzwiami - dodaje.

Policja zlekceważyła przestępstwo?

Staraliśmy się ustalić przebieg zdarzeń. Zdaniem pana Romana, pan Stefan w czwartek zgłosił na policję próbę wyrzucenia go z mieszkania przez właściciela.

- Stefan mówił, że właściciel wymienił zamki i kazał mu się natychmiast wyprowadzić mimo trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Nie mam pewności, czy Stefan opłacał czynsz regularnie, ale mieszkał tam od lat i nigdy nie miał takich problemów. Wierzę mu, że uiszczał wszystkie opłaty - twierdzi w rozmowie z metrowarszawa.pl.

Pan Stefan miał zgłosić wtargnięcie właściciela na policję w czwartek wieczorem. Antoni Wiesztort twierdzi, że policja nie zainterweniowała tak jak powinna.

- Policja zlekceważyła przestępstwo pobicia i powiedziała lokatorowi, że "powinien dać właścicielowi czas na ochłonięcie i po kilku dniach spróbować się dogadać". W ten sposób, broniąc de facto sprawcę przemocy i sprawcę przestępstwa funkcjonariusze policji stali się wtórnymi sprawcami przemocy wobec lokatora. W dodatku nie udzielili lokatorowi pomocy, musiał on sam udać się do szpitala z pomocą swojego kolegi - czytamy w opisie na Facebooku.

Nie zgłosił pobicia

Skontaktowaliśmy się z oficerem prasowym policji na Wilczej. Robert Szumiata potwierdził, że w czwartek wieczorem policja interweniowała w mieszkaniu pana Stefana w związku ze zgłoszeniem o zmianie zamku w drzwiach.

- Policjanci zostali wezwani na miejsce. Nie było jednak wzmianki o żadnym pobiciu. Policjanci na pewno pouczyli pana Stefana, co powinien zrobić - gdyby uznali, że doszło do popełnienia przestępstwa, na pewno przyjęliby zawiadomienie. Jeśli nie doszło do popełnienia przestępstwa, to prawdopodobnie poinformowali pana Stefana, że w związku z problemami, jakie ma z właścicielem, powinien wystąpić na drodze cywilno-prawnej - informuje Szumiata. 

Policjanci nie odnotowali żadnego zgłoszenia od pana Stefana w piątek rano, po tym, jak został pobity. Na komisariat z kolei przyszedł właściciel mieszkania, który poinformował policjantów, że zmienił zamki w swoim mieszkaniu w związku z nieopłacaniem czynszu przez lokatora.

Na klatce były ślady krwi

Post z wizerunkiem pana Stefana wzbudził poruszenie. Wiele jednak pytań wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Jak wyglądały relacje między panem Stefanem a właścicielem mieszkania? Czy rzeczywiście pan Stefan regularnie uiszczał opłatę za czynsz? 

W sprawę bardzo zaangażowała się komuna "Syrena". O 19 jej przedstawiciele zapowiadają protest pod komisariatem na Wilczej. My pozostajemy w kontakcie z panem Romanem, który wraz z Wiesztortem poszli do mieszkania przy Marszałkowskiej, które wynajmował pan Stefan, by zabrać stamtąd jego dokumenty i umowę najmu.

W rozmowie z metrowarszawa.pl twierdzi, że właściciel obecny był w mieszkaniu, gdy panowie przyjechali na miejsce (około godz. 16:30). Doszło do konfrontacji między panami. Pan Roman twierdzi, że właściciel mieszkania rzucił w niego telefonem komórkowym.

- Na klatce były ślady krwi, prawdopodobnie pana Stefana. Policja jest na miejscu, zbiera zeznania. Właściciel się rzucał, ale po przyjeździe policji się uspokoił. Udało nam się zdobyć dowód osobisty, potrzebny do zrobienia obdukcji - informuje Antoni Wiesztort. 

Poważne skutki pobicia

Po badaniach w szpitalu, okazało się, że skutki pobicia są bardzo poważne. Na profilu komuny "Syrena" pojawił się wpis z wynikami.

Czytamy w nim, że pan Stefan m.in. złamał łuk jarzmowy, doznał również wieloodłamowego  złamania dolnej, bocznej i przedniej ściany oczodołu, tylnej ściany zatoki szczękowej.

Wiesztort podkreśla w rozmowie z metrowarszawa.pl, że piątkowa interwencja policji - gdy Wiesztort razem z panem Romanem przyszli po dokumenty pana Stefana - dawała wiele do życzenia. "Policja nie przyjęła zgłoszeń o naruszenie miru domowego przez czyściciela mimo śladów użycia młotka (i samego młotka na podłodze), zbitych szyb, wspomnianej krwi. Przeciwnie, policjanci rozsiedli się na kanapie razem z czyścicielem - byłym mundurowym. Tym samym, uczestniczyli w naruszeniu miru" - czytamy w poście.

Właściciel nie może wyrzucić lokatora

Według prawa, właściciel, choćby chciał, nie może siłą wyrzucić lokatora z mieszkania nawet w sytuacji, w której już wypowie mu umowę. Właściciel, żeby pozbyć się lokatora z mieszkania, musi złożyć pozew do sądu przeciwko takiej osobie. Niestety zanim zostanie wydany wyrok eksmisyjny, może minąć wiele miesięcy. 

Stres i problemy z koncentracją? Nie pij energetyków. Lepiej idź pobiegać

Więcej o: