Coraz gorsza sytuacja w warszawskim pogotowiu. Kolejne wyłączone zespoły, ratownicy sami wypracowali procedury

Jak ustalił portal tvnwarszawa.pl, w minioną niedzielę na terenie stolicy zawieszonych mogło być aż 10 zespołów pogotowia. - System ratownictwa już przed epidemią był niewydolny. Obecnie nie zaszła w nim żadna znacząca zmiana. Pogotowie otrzymuje coraz więcej zgłoszeń, tymczasem liczba zespołów pozostaje ta sama lub wręcz bywa okrojona - relacjonuje jeden z warszawskich ratowników.

O sytuacji warszawskiego pogotowia w czasie epidemii koronawirusa opowiedzieli w rozmowie z portalem tvnwarszawa.pl sami ratownicy. Jak podkreślili, problemy narastały już od jakiegoś czasu, jednak to minionej niedzieli z funkcjonowania zostały wyłączone karetki z kilku stacji na terenie stolicy. Mowa tu o stacjach: Ursynów, Puławska, Bemowo i Marywilska, a także o stacji w podwarszawskich Otrębusach. Oznacza to, że w pewnym momencie zawieszonych było ponad 10 zespołów pogotowia. Do pacjentów musiały dojeżdżać więc karetki z pozostałych rejonów miasta, co często zabierało zdecydowanie więcej czasu. 

Zobacz wideo Czy testy wśród medyków mają sens?

Ratownicy sugerują, że powodem tak trudnej sytuacji w stołecznym pogotowiu jest koronawirusa, którego potwierdzono już u kilku pracowników. Z pytaniem o liczbę zakażonych pracowników reporter tvnwarszawa.pl zwrócił się do Joanny Narożniak, rzeczniczki Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie.

"Potwierdzam trzy przypadki dodatnich wyników w kierunku koronawirusa: dwie osoby ze stacji pogotowia na Mokotowie (jedną z nich jest kierowca, który zajmował się również zapleczem technicznym, wydawaniem sprzętu). COVID-19 wykryto również u jednego z kierowców stacji pogotowania na Bemowie (...). Ogółem na kwarantannie przebywa już 45 osób ze stacji na Mokotowie i 13 osób z Ursynowa. Powiatowe służby sanitarne są natomiast w trakcie zbierania wywiadów epidemiologicznych dotyczących 23 osób zgłoszonych ze stacji na Bemowie" - powiedziała Narożniak. 

Oczekiwanie na decyzje sanepidu i wielogodzinna dezynfekcja karetki

- System ratownictwa już przed epidemią był niewydolny. Obecnie nie zaszła w nim żadna znacząca zmiana. Pogotowie otrzymuje coraz więcej zgłoszeń, tymczasem liczba zespołów pozostaje ta sama lub wręcz bywa okrojona ze względu na kwarantannę lub oczekiwanie w izolacji na wyniki testów - relacjonuje jeden z ratowników. Dodał, że jedyną wytyczną, jaką otrzymali ratownicy był obowiązek mierzenia temperatury przed rozpoczęciem zmiany. Zaznaczył też, że w karetkach specjalistycznych często brakowało lekarzy, a poszczególne zespoły ratownictwa nie są od siebie izolowane i "każdy pracował z każdym". 

Ratownicy mają też zastrzeżenia do pracy sanepidu, który często zwlekał z wydaniem decyzji o zarządzeniu kwarantanny. Opieszale podchodzono też do kwestii dezynfekowania karetek. Do niedawna stacja Woronicza, pełniąca rolę zaplecza technicznego, dysponowała jednym urządzeniem do dezynfekcji 70 karetek. Pracownicy pogotowia musieli na własną opracować też procedury w celu ochrony przed zakażeniem. "Podczas wezwań, które nie wymagają pilnej interwencji (...), a wstępny wywiad nie wskazuje na dodatni wynik testu na koronawirusa, do mieszkania wchodzi tylko jeden zabezpieczony ratownik" - opisuje jeden z rozmówców TVN Warszawa. 

Więcej o: