"Hitler nie zamknął, ale koronawirus to zrobi". Sklep "U Jadzi" był o krok od upadłości, klienci rzucili się na pomoc

Właściciele sklepu ogrodniczego "U Jadzi" byli pewni, że czeka ich upadłość. Sklep o stuletniej historii miał nie przetrwać pandemii koronawirusa. Jedna z klientek sprawiła jednak, że warszawiacy rzucili się na pomoc.
Zobacz wideo

Zamrożenie gospodarki spowodowane pandemią koronawirusa sprawia, że wiele firm musi wymyślać swoje strategie biznesowe na nowo. Jedne stają przed widmem upadłości, inne znalazły niszę na rynku. W cyklu #BiznesWalczy pokazujemy, jak polski i światowy biznes odnajduje się w nowej rzeczywistości. Jeśli chcesz się z nami skontaktować i opowiedzieć swoją historię, napisz na adres next.redakcja@agora.pl.

O sklepie "U Jadzi" zrobiło się głośno za sprawą użytkowniczki Facebooka, która robiła w nim zakupy. Pani Anna tak opisała wizytę w sklepie przy ulicy Bagatela:

Właściciele są zrozpaczeni. Sklep niestety może nie przetrwać następnego miesiąca. Działa w tym miejscu ponad 100 lat i jak powiedział współwłaściciel - "Hitler nie zamknął sklepu, ale koronawirus to zrobi".

We wpisie zaapelowała, by - jeśli ktoś planuje kupić kwiaty, doniczki czy ziemię - nie kupować ich w sieciówkach, a wybrać właśnie sklep "U Jadzi". Dodała, że w sklepie jest specjalna szyba oddzielająca klientów od sprzedawcy. 

Post w ciągu doby został udostępniony ponad 10 tysięcy razy. Pani Anna po jakimś czasie edytowała wpis i dodała prośbę, by zachować rozsądek, nie wychodzić z domu, jeśli jest się przeziębionym, nie dotykać towaru, którego nie chce się kupić, a także zakładać rękawiczki i zasłaniać twarze. 

Sklep "U Jadzi" dzięki wpisowi pani Anny przeżywał w piątek oblężenie. Długą kolejkę pokazał na zdjęciu Przemek Barankiewicz, komentator ekonomiczny. 

Sami właściciele dziękowali wszystkim nowym klientom na stronie facebookowej sklepu. "Wszystkim którzy nas wspierają serdecznie dziękuje. Daliście mi wiarę że razem można wiele osiągnąć. Wielkie dzięki za wsparcie" - napisano. 

Więcej o: