Krwawy widok na środku sklepu Społem. "Wiadro z juchą i rybimi łbami. Dla dzieci frajda"

Pan Jan wszedł do sklepu na warszawskiej Woli. Zastał tam makabryczny widok - wiaderko pełne karpich łbów pływających we krwi. "Piękne te nasze święta" - pisze oburzony warszawiak. Zarząd wolskiej sieci zareagował natychmiast.
Zobacz wideo

W święta Bożego Narodzenia, jak co roku, wraca kwestia katuszy, które zgodnie z naszą tradycją przechodzą karpie. Trzymane w malutkich zbiornikach wodnych, zabijane w niehumanitarnych warunkach i przenoszone do domu bez wody. 

Czytaj także:  Weterynarz o żywych karpiach: Ludzie myślą, że takie mięso jest zdrowe. Nic bardziej mylnego

Wola. Wiadro krwawych łbów karpi na środku sklepu

Wyjątkiem nie jest oczywiście Warszawa. Choć wiele sieci sklepów zrezygnowało w tym roku ze sprzedaży żywych karpi, to są jeszcze miejsca, gdzie na widoku pozostają makabryczne sceny. 

Do jednej z nich bez wątpienia można zaliczyć to, co zobaczył pan Jan w sklepie "Społem" na warszawskiej Woli. W jednej z alejek zauważył maleńki zbiornik z żywymi jeszcze karpiami. Na nim stała tacka z martwymi już ciałami ryb, a obok... wiadro z odciętymi rybimi głowami pływającymi we krwi. 

Społem Wola - wierni tradycji, mistrzowie świątecznego klimatu

- pisze mężczyzna. 

Warszawiak nie może uwierzyć w to, że ktoś uznał, że to dobry pomysł. 

Dla dzieci frajda i walor edukacyjny nieoceniony. Już czekam na wielkanocne króliczki radośnie kicające z urżniętymi łebkami, bryzgające krwią po roześmianych buziach odświętnie ubranych klientów. Piękne te nasze święta

- dodaje z sarkazmem. 

Głowy odcięte na prośbę klienta

O komentarz ws. rybich łbów wystawionych w sklepie poprosiliśmy zarząd "Społem" na Woli. Prezes Janusz Szczękulski poinformował nas, że sam jest w szoku i natychmiast zajmie się sprawą. 

W późniejszej korespondencji poinformowano nas, że zdarzenie miało charakter incydentalny i absolutnie nie ma nic wspólnego z typowymi praktykami firmy. Dodano, że głowy zostały odcięte na prośbę jednego z klientów.

"Nowy pracownik, który nie miał zbyt dużego doświadczenia przez pomyłkę wyniósł wiaderko i postawił je przy basenie z karpiami zamiast przetrzymać je za ladą, czekając na odbiór przez klienta" - informuje Dariusz Sapela, kierownik działu handlu i marketingu "Społem" Wola. 

Zapewniono nas, że pracownicy zostali pouczeni o tym, że takie sytuacje są niedopuszczalne i nie mogą się powtarzać. Sieć przeprasza również, jeśli kogoś oburzył ten widok. 

Co myślicie o tradycji kupowania żywych karpi na święta Bożego Narodzenia? Piszcie do nas na listy_do_metrowarszawa@agora.pl. 

Gazeta.pl to nie tylko polityka i gospodarka, ale też tematy lokalne, poruszające problemy mniejszych społeczności, bliższe ludziom. Poświęć trzy minuty i pomóż nam lepiej zrozumieć, o czym chcesz czytać. Kliknij tutaj, żeby rozwiązać krótką ankietę.