Państwo wyrzuca 91-letnią kobietę z jej domu. Chcą budować drogę, a odszkodowania nie ma

Na Trakcie Brzeskim stoi dom 91-letniej pani Marii. W jego miejscu niedługo ma pojawić się nowa droga. Państwo przejęło już działkę, ale nadal nie wypłaciło odszkodowania. Pani Maria boi się, że straci dach nad głową.

Na wjeździe do Warszawy w miejscowości Zakręt niedługo znajdzie się ogromny trzypoziomowy węzeł, który połączy drogę krajową nr 2 do Siedlec i nr 17 do Lublina. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad podpisała już kontrakt na 225 mln złotych, a prace mają ruszyć wiosną 2019 roku. 

Jest tylko jeden problem. Nadal mieszka tam 91-letnia kobieta, pani Maria. 

Drogowcy wyrzucają 91-latkę z domu

Jak pisze "Stołeczna", w marcu tego roku wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera wydał decyzję o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej. Oznacza to, że działka, na której znajduje się teraz dom pani Marii, automatycznie przeszła w posiadanie państwa, a kobieta powinna otrzymać odszkodowanie. 

Informacja o tym, ile ono wyniesie długo jednak nie nadchodziła. Dopiero 16 dni przed wyznaczonym przejęciem nieruchomości (29 października) GDDKiA poinformowało, że za działkę, której pani Maria jest współwłaścicielką, oraz dom 91-latka dostanie 174 tys. złotych.

W środę do domu pani Marii weszło dwóch urzędników Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Chcieli, aby 91-latka natychmiast opuściła nieruchomość, bo teren jest pilnie potrzebny pod budowę. Pani Maria nie może tego jednak zrobić, bo odszkodowanie nadal nie zostało wypłacone. 

Urzędnicy chcą wypłacić odszkodowanie tylko za kawałek działki, dotąd nie wpłynęła ani jedna złotówka, a już wyrzucają człowieka na bruk

- mówi syn pani Marii, pan Zbigniew w rozmowie ze "Stołeczną".

Decyzja jest, odszkodowania nie ma

Rzeczniczka warszawskiego oddziału GDDKiA Małgorzata Tarnowska tłumaczy, że wyznaczenie wysokości odszkodowania trwało tak długo, ponieważ pełnomocnik właścicielki nieruchomości zgłaszał uwagi. Dodaje, że nie wie, kiedy zostanie ono wypłacone. 

Pani Maria jest schorowana, przy chodzeniu wspiera się na chodziku, ma niewładną rękę i zaledwie 1 100 złotych emerytury. Jej syn nie ma możliwości przyjęcia jej do własnego mieszkania, bo mieszka na piątym piętrze. Dom opieki społecznej też nie wchodzi w grę, bo pani Maria do miejskiego się nie kwalifikuje, a na prywatny jej ani jej rodziny nie stać.

91-latka nie ma gdzie się udać, a urzędnicy GDDKiA odgrażają się, że zwrócą się do wojewody o wyznaczenie terminu egzekucji komorniczej. Wtedy rzeczy kobiety zostaną wyniesione na ulice, a dom zostanie zburzony.

W czwartek szef GDDKiA, Jan Krynicki, zadeklarował w rozmowie z se.pl, że zajmie się sprawą pani Marii. Sprawdzi, czy wszystkie formalności zostały dopilnowane i poinformuję kobietę, że ma prawo do ubiegania się o 70-procentową zaliczkę. 

Pani Lucyna ma 79 lat i właśnie założyła lodziarnię. 'To nie kapuśniak w lecie, żebyście się tak dziwili'