40. PZU Maraton Warszawski. "Stop maratonom. Biegajcie po lasach, dajcie nam żyć" [LIST]

W najbliższy weekend odbędzie się kolejny, 40. już, Maraton Warszawski. Nie każdy jest z tego powodu zadowolony. "Biegać powinno się w lesie - zdrowiej, przyjemniej i bez szkody dla funkcjonowania miasta" - napisał nasz czytelnik.

W niedzielę organizowany jest kolejny duży maraton, co oznacza spore utrudnienia obowiązujące w mieście już od soboty. Organizatorzy najwyraźniej wychodzą z założenia, że przecież w weekend nikt nie pracuje, więc zablokowanie tej lub innej ulicy nikomu nie sprawi problemu. Owszem, sprawi.

Jest spora grupa ludzi, która tego dnia nie tylko pracuje, ale musi z różnych przyczyn przemieścić się z jednego punktu do drugiego. A nawet jeśli ma wolny dzień, to chce swobodnie spędzić go z rodziną, nie zastanawiając się, czy spotkają na trasie niedzielnego spaceru spoconego biegacza i będzie musiała nadrobić parę kilometrów.

Biegać powinno się w lesie - zdrowiej, przyjemniej i bez szkody dla funkcjonowania miasta. Ale rozumiem, że to mało interesujące. Zrobienie sobie selfie na tle drzewa zamiast Pałacu Kultury i Nauki to nuda. A poza tym, eksponowanie loga sponsora w lesie nie miałoby sensu. Zablokujmy więc ulice, a logo będzie dobrze widoczne.

Nie trafia do mnie argument, że "przecież maratony organizowane są w miastach na całym świecie". Są. I co z tego? Mnie bardziej od Nowego Jorku interesuje to, jak dotrę w niedzielę do pracy lub na spotkanie z dziewczyną. W tym momencie wszystkie miasta świata mam w głębokim poważaniu. Argument "promocja Warszawy" również do mnie nie trafia. Promować miasto można na milion różnych sposobów, bez uginania się pod terrorem biegowego lobby.

"Przecież można się wcześniej przygotować i sprawdzić mapy utrudnień". Można. Często jednak dane są (niestety) mało czytelne, zwłaszcza te udostępniane przez ZTM. Sam spotkałem się też sytuacją, gdy dzwoniąc na infolinię miejską przy blokadzie ulicy z okazji jakiejś uroczystości, otrzymałem błędną informację o objeździe. Urzędnicy często sami nie wiedzą, jak w takich sytuacjach zorganizowane jest miasto. Skąd zatem mają to wiedzieć zwykli mieszkańcy?

Do samego biegania nie mam nic - przez lata biegałem, lubię sport i doceniam jego wartość. Nigdy jednak nie przyszłoby mi do głowy, żeby przez wzgląd na moją pasję zmuszać innych mieszkańców miasta do podporządkowania się mojemu "widzimisię".

Lans nie powinien nigdy przykrywać zdrowego rozsądku. Miasto jest dla wszystkich mieszkańców, nie dla grupki biegaczy.

- Kamil

Chcesz podzielić się swoją opinią? Masz inne zdanie? Napisz do nas na listy_do_metrowarszawa@agora.pl.

Jak jeżdżę po Warszawie, to...