Ogłoszenie: Młoda para szuka mieszkania na Pradze-Południe. "Śmierdzi na kilometr"

Mieszkańcy Pragi-Południe zauważyli, że w całej dzielnicy rozwieszone jest ogłoszenie. Uśmiecha się z niego atrakcyjna para, a napis głosi "Pilnie kupimy mieszkanie na Pradze-Południe". Warszawiacy od razu nabrali podejrzeń.

Zdjęcie ogłoszenia umieścił w grupie sąsiedzkiej na Facebooku pan Andrzej. Pod postem pojawiły się dziesiątki komentarzy oburzonych mieszkańców. 

"Pilnie kupimy mieszkanie"

Pomożecie? "Młoda" "para" szuka naiwnych ludzi, by zrobić wałek. W dobie internetowych i darmowych portali mieszkaniowych, ktoś "szuka" mieszkania. Śmierdzi na kilometr. Kreatywne jak "pisane odręcznie" ogłoszenia wrzucane do skrzynek - napisał pan Andrzej, mieszkaniec Grochowa.

Na ogłoszeniu widnieje informacja o tym, że ktoś pilnie poszukuje mieszkania na Pradze-Południe oraz numer telefonu, na który można dzwonić. Obok umieszczono zdjęcie pary nowożeńców. Pomimo iż nie napisano wprost, że to właśnie owa młoda para szuka mieszkania, można wyciągnąć taki wniosek. 

Pani Joanna zauważa, że cała okolica została obklejona tym ogłoszeniem. "Gdzie nie spojrzę, tam oni" - pisze. Dodaje, że na trasie między ul. Kordeckiego do placu Szembeka naliczyła ich aż 17.

Mieszkańcy, którzy zauważyli ogłoszenie, od razu wyczuli w nim podstęp. Wielu z nich uważa, że to po prostu agencja nieruchomości, która chce w ten sposób stworzyć bazę. O procederze tym pisaliśmy już wcześniej w Metrowarszawa.pl

"Wymyśliliśmy taki nietypowy sposób"

Zadzwoniliśmy pod numer telefonu dwukrotnie z dwoma różnymi ofertami mieszkania. Za każdym razem odebrała młoda kobieta, która zapewniła nas, że nie współpracuje z żadną agencją nieruchomości. Dodała, że razem z mężem "wymyślili taki nietypowy sposób" szukania mieszkania, aby nie płacić pośrednikom. Podczas rozmowy zostaliśmy dokładnie wypytani o wszystkie szczegóły mieszkań: metraż, lokalizację, liczbę pokoi, rodzaj i rok budowy budynku.

Pani była zainteresowana zarówno 38-metrowym mieszkaniem, jak i 80-metrowym lokalem, które zaoferowaliśmy. Nie przeszkadzało również to, że jedno z "naszych mieszkań" znajdowało się na innej dzielnicy niż na Pradze-Południe. 

To może budzić pewne wątpliwości. Biorąc pod uwagę, że są to młodzi ludzie, którzy szukają mieszkania, można zakładać, że mają określony budżet i szukają określonego metrażu. W tym wypadku nie miało to jednak znaczenia. 

Po jakimś czasie zadzwonił do nas również "mąż", bo jak się okazuje państwo nie są jeszcze po ślubie, a zdjęcie, które widnieje na ogłoszeniu nie jest autentyczne. Poinformował, że są bardzo zainteresowani obejrzeniem obu mieszkań. 

To zazwyczaj agencje nieruchomości

Marcin Krasoń, analityk rynku nieruchomości z firmy Home Broker mówi, że trudno z całą pewnością stwierdzić jakie są intencje osób, które umieszczają takie ogłoszenia. Mówi, że osoby prywatne często szukają mieszkań w danych okolicach, ale nigdy nie robią tego za pośrednictwem takich podejrzanych ogłoszeń. 

Maciej Górka, ekspert nieruchomości w Domiporta.pl, mówi z kolei, że anonse tego typu nie są niczym nadzwyczajnym. Przekonuje także, że zazwyczaj kryją się za nimi agencje nieruchomości. Mówi, że w ten sposób agencje budują bazę kontaktów.

- Nie oni przeszukują rynek, tylko rynek odzywa się do nich. Nie jest to nieuczciwa praktyka, to zwykły marketing - tłumaczy.

Często osoby zainteresowane sprzedażą dzwonią pod podany numer i opisują mieszkanie: metraż, na którym jest piętrze, ile ma pokoi itd. Na podstawie tych informacji agent tworzy ofertę, dodaje do niej jakiekolwiek zdjęcie i wystawia ogłoszenie informujące, że ma do sprzedania takie mieszkanie. Dzięki temu w jego bazie znajduje się nie tylko kontakt do właściciela mieszkania, ale i gotową ofertę. 

- Jeśli do agenta zgłosi się potem ktoś zainteresowany kupnem naszego mieszkania, zadzwoni do nas i powie, że on sam go nie kupi, ale ma innego klienta - tłumaczy Górka.

Ekspert zdradza, jak szczęśliwie wynająć mieszkanie [WIDEO]

Więcej o: