Dzwony miały upamiętniać ofiary Smoleńska. Teraz są obklejone plakatami z portretem ich fundatora

Dzwony smoleńskie pojawiły się w Warszawie na początku tego roku. Na początku na Krakowskim Przedmieściu, potem na Ursynowie. Teraz oprócz upamiętniania ofiar, służą także jako miejsce reklamowe.

Pierwszy "dzwon smoleński" stanął na Krakowskim Przedmieściu na początku stycznia. "Dzwon Wacław IV. W hołdzie poległym za Ojczyznę 10 kwietnia 2010 r. pod Smoleńskiem" - głosił wygrawerowany na nim napis. Kilka dni później do Wacława dołączyła Maria - dzwon upamiętniający ofiary zbrodni katyńskiej. 

Oba dzwony nie pozostały na Krakowskim Przedmieściu długo. Zarządu Dróg Miejskich usunął je ponieważ znajdowały się tam nielegalnie. 

Kto ufundował dzwony smoleńskie?

ZDM usunął dzwony smoleńskie z Krakowskiego Przedmieścia, ponieważ nie udało się ustalić ich właściciela. Jak podawał serwis tvnwarszawa.pl, po Wacława zgłosił się Ruch Obrony Praworządności tuż po 8. rocznicy katastrofy smoleńskiej. 

Przez jakiś czas nie było wiadomo, kto był inicjatorem i fundatorem pomysłu. Dopiero po jakimś czasie udało się ustalić, że dzwony należą do Wacława Demeckiego. Obecnie jest kandydatem na radnego Ursynowa z ramienia KW Wolni i Solidarni. Swoich sił w polityce próbował już jednak wcześniej - kilka lat temu kandydował do Sejmu RP, a później do Senatu. Dwukrotnie z listy PSL. Wacław Demecki był także założycielem nieistniejącej już Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Legnicy.

Wacław Demecki podkreślał w rozmowie z Onet.pl, że ufundował dzwony, aby upamiętnić ofiary katastrofy smoleńskiej. Dodawał również, że ma nadzieję, że ich obecność pozwoli w końcu wyjaśnić jej okoliczności.

- Jeszcze wszystko nie zostało wyjaśnione. Samolot sam z siebie się nie rozleciał na tyle kawałków, to nie był przypadek. Liczę na to, że im więcej będziemy o tym mówić, tym jest większa szansa na wyjaśnienie sprawy smoleńskiej, tak, jak było ze zbrodnią katyńską. Ten dzwon to tylko jeden z mikroelementów, które mogą w tym pomóc - mówił na początku tego roku.

Dzwony smoleńskie to część kampanii wyborczej?

Dzwony Wacław i Maria zniknęły z Warszawy na kilka miesięcy. Ponownie objawiły się dopiero we wrześniu. Kilka dni temu zauważyli je mieszkańcy Ursynowa.

W zeszłym tygodniu czytelnicy poinformowali nas, że widzieli dzwony w kilku miejscach Ursynowa - w okolicach stacji metra Stokłosy, przed kościołem Wniebowstąpienia Pańskiego, na parkingu przy ulicy Dunikowskiego... Pisali, że to dzwony "obwoźne". 

Początkowo wokół dzwonów były tylko biało-czerwone flagi, ulotki i płyty CD z podpisem "Katyń". W tym tygodniu sytuacja się zmieniła. Na stelażach, na których umieszczone są dzwony smoleńskie, pojawiły się plakaty z twarzą ich fundatora - Wacława Demeckiego. "Mgr. inż. Budownictwa Lądowego, Menadżer, dr. Honoris Causa, Budowniczy Warszawy" - czytamy obok zdjęcia portretu mężczyzny.

Na plakacie nigdzie nie widnieje informacja o wyborach samorządowych ani o tym, że Wacław Demecki planuje w nich kandydować. Mieszkańcy Ursynowa uważają jednak, że to jednoznaczne. 

Dzwony niby miały upamiętniać ofiary katastrofy, a teraz co? Tanie miejsce reklamowe na kampanię?" - mówi w rozmowie z Metrowarszawa.pl Sandra, mieszkanka Ursynowa, która zauważyła dzwon na parkingu przy ul. Romera.

Dodaje, że dla niej całe to przedsięwzięcie jest w złym guście. Jej sąsiedzi również nie są zadowoleni. Od samego początku nie podobały im się dzwony. Teraz, po zawieszeniu plakatu, są jeszcze bardziej niezwdowoleni.

"To jest jakaś granda, totalny maszkaron. Nie wiem co to w ogóle ma być... obklejone jakimś badziewiem, nawet tego dzwonu nie widać..." - pisze Aneta.

"Masakra. I fatalna estetyka. Zaśmiecanie Ursynowa" - dodaje Mirek.

Próbowaliśmy skontaktować się z Wacławem Demeckim z prośbą o komentarz, nadal czekamy na odpowiedź. 

Antoni Macierewicz zaprezentował długo oczekiwany raport o katastrofie smoleńskiej