"Sąsiad się na nas uwziął, zrobił z nas patologię. Zaczęły się wizyty urzędników, administracji, policji" [LIST]

Po tekście o sąsiedzie, któremu przeszkadza szczekający w bloku pies, napisała do nas pani Ewa. Ona również ma problem z sąsiadem. Jej sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana i ciężka. "Czasem żałuję, że tu zamieszkałam" - pisze.

Przypadek z moim sąsiadem jest trochę bardziej skomplikowany... Mieszkam w bloku z wielkiej płyty, więc wiadomo, że w takich budynkach wszystko się niesie. No i właśnie z tym związany jest poniekąd problem. Mój drogi sąsiad z dołu ma inny gust muzyczny niż ja i moja rodzina. On słucha rocka, my - popu.

Jakiś czas temu mój mąż włączył muzykę z głośników komputerowych. Nie było głośno (15 w 30-stopniowej skali), ani późno, bo było to popołudniu. O godzinie 16, a później o 19 sąsiad wali w drzwi. Krzyczał, że mamy wyłączyć muzykę. Próbowałam tłumaczyć mu przez drzwi, że przecież muzyka nie gra aż tak głośno skoro słyszy, gdy do niego mówię. Niestety nie chciał mnie słuchać. Zaczął krzyczeć tak, że aż inni sąsiedzi powychodzili na klatkę schodową. 

W końcu postanowiłam zgłosić sprawę do dzielnicowego. Plusem było to, że sąsiad z dołu przestał nas nachodzić. Minusem, że postanowił się na nas zemścić. 

Mieszkamy w mieszkaniu komunalnym, więc sąsiad zrobił z nas patologię. Napisał skargę do gminy, w której powypisywał same bzdury. Oskarżył nas o to, że cały czas robimy libacje, że są awantury... Zaczęły się wizyty urzędników, administracji bloku, policji. Oczywiście niczego nie wykryli, bo żyjemy spokojnie - mamy małe dzieci, ja w ogóle nie piję alkoholu. Żaden inny sąsiad w bloku nie ma z nami problemu. Każdy uznał że jesteśmy normalną rodziną i mamy prawo spędzać czas tak jak chcemy.

Podobna sytuacja zdarzyła się, gdy któregoś dnia włączyliśmy muzykę koło godz. 20. Do drzwi zapukała policja, powiedzieli, że dostali zgłoszenie o imprezie i awanturze. Faktycznie podniosłam tego dnia głos na męża, ale to nie była żadna awantura. Kto w małżeństwie się czasem nie kłóci? 

Policjant kazał mi dmuchać w alkomat. To było naprawdę poniżające. 

Wiem, że dużo słyszy się o takich rodzinach, ale u nas jest spokojnie. Krzesła i talerze nie latają, ale sąsiad się uwziął i oczernia nas przed innymi. Pamiętam, że raz krzyczał przez drzwi, że jesteśmy "patologią i tylko żerujemy na państwie". Mówił też, że nas eksmituje. Czasami żałuję, że tu zamieszkałam...

- Ewa

Pani Ewa napisała w późniejszej wiadomości, że sąsiad jest teraz na wakacjach i przez cały ten czas nie było żadnej skargi na zachowanie jej rodziny. 

Dodaje, że nie zamierza się poddawać. Liczy na to, że jeśli sąsiad jeszcze raz bezpodstawnie wezwie policję, dostanie mandat. 

Masz problem ze swoim sąsiadem? Chcesz nam o tym opowiedzieć? Napisz do nas na listy_do_metrowarszawa@agora.pl.