Sprawa studentki z antysemickim hasłem. Rektor WUM: Bardzo szkodliwe kłamstwa dla nas wszystkich

Ciąg dalszy sprawy Norweżki z antysemickim plakatem na propalestyńskiej pikiecie. Po liście zastępcy RPO głos zabrał rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. "Stanowczo zaprzeczam, żeby ktokolwiek z pracowników Uczelni dał studentom z Izraela do zrozumienia, że: 'jak wam się tu nie podoba, to możecie zrezygnować ze studiów'. Takie słowa nie padły" - zapewnia prof. Zbigniew Gaciong.

W piątek zastępca rzecznika praw obywatelskich Stanisław Trociuk wystosował do rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego pismo w sprawie studentki WUM z Norwegii, która pojawiła się na marszu poparcia dla Palestyny, i przyniosła antysemicki transparent. Trociuk zwrócił się do rektora, prof. Zbigniewa Gacionga, z prośbą o wyjaśnienia - "w szczególności wskazanie, jakie działanie zostały podjęte w związku z opisanym wyżej zachowaniem studentki WUM, w tym też o podanie, czy wszczęte zostało postępowanie wyjaśniające". 

Zobacz wideo Europejska Emerytura jest już dostępna w Polsce. Będzie zwolniona z podatku Belki

Sprawa studentki z antysemickim hasłem. Fogelman krytykuje rektora WUM

"Ponadto, mając na uwadze doniesienia medialne, zgodnie z którymi 'władze WUM zostały powiadomione przez studentów żydowskich o ich zaniepokojeniu i poczuciu zagrożenia w związku z istniejącymi nastrojami antysemickimi na Uczelni, jednak zawiadomienie to nie spotkało się z należytą reakcją, będę wdzięczy za przedstawienie przez Pana Rektora stanowiska także w tym zakresie" - czytamy w liście. 

Wcześniej list otwarty do rektora wystosował prawnik Lejb Fogelman. Treść opublikował m.in. Onet. "Niezależnie dowiaduję się, że władze WUM zostały powiadomione przez studentów żydowskich o ich zaniepokojeniu i poczuciu zagrożenia w związku z istniejącymi nastrojami antysemickimi na Uczelni. Ci studenci poprosili o spotkanie z Panem - rzecz oczywista w każdej społeczności akademickiej. Pan odmówił ich przyjęcia, zaś osoba przez Pana delegowana dała im wyraźnie do zrozumienia, że ujmę rzecz kolokwialnie - 'jak wam się tu nie podoba, to możecie zrezygnować ze studiów'" - pisał Fogelman. Prawnik dalej oskarżył władze uczelni o "tolerowanie nielegalnych, nieetycznych i haniebnych zachowań wśród swoich studentów i niepodejmowanie działań stanowiących właściwą na nie odpowiedź".

"Szkodliwe kłamstwa"

"Ubolewam nad tym, że podano w wątpliwość naczelne wartości Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego - Uczelni z ponad 200-letnią tradycją nauczania medycyny, nieprzerwanej nawet w czasie okupacji niemieckiej" - pisze w liście przesłanym m.in. naszej redakcji prof. Gaciong. Rektor wylicza, że na WUM studiuje obecnie ponad 10 tys. studentów i pracuje ponad 1,8 nauczycielki akademickich. "Dzisiaj tym wszystkim osobom, które na co dzień leczą chorych i niosą pomoc, zarzuca się antysemityzm, propagowanie nazizmu, faszyzmu czy nawoływanie do mowy nienawiści. To bardzo szkodliwe kłamstwa dla nas wszystkich" - napisał.

Rektor przekonuje, że "do naczelnych wartości wyznawanych przez Uniwersytet należy: przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, nieść pomoc chorym bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i szacunek". "Oskarżono mnie publicznie o lekceważenie sytuacji, bierność i postępowanie na szkodę Uniwersytetu w związku z demonstracją z dnia 21.10.2023 roku. Wzięła w niej udział studentka V roku Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Studentka przygotowała transparent, na którym widniała flaga Izraela wrzucona do kosza i napis 'czyńmy świat czystym'" - czytamy w liście. Prof. Gaciong podkreśla, że zdarzenie miało miejsce w dzień wolny od zajęć, poza murami WUM. Jak relacjonuje, kilka godzin później uczelnia powiadomiła policję o możliwości popełnienia przestępstwa. W pierwszy dzień roboczy, jak czytamy, studentka została wezwana do złożenia wyjaśnień. Następnie rektor skierował sprawę do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Studentów i Doktorantów WUM. Ponadto studentka została zawieszona. 

Prof. Gaciong: Takie słowa nie padły

Rektor zapewnia, że "wszyscy studenci WUM, którzy poczuli się dotknięci kryzysem na Bliskim Wschodzie, otrzymali informację o pomocy psychologicznej w ramach Uniwersyteckiej Poradni Psychologicznej". "Osoby potrzebujące takiej pomocy zostały poproszone o kontakt z dziekanatami. Co więcej, staramy się zapewnić studentom elastyczność. Ci, którzy proszą o możliwość zmian w planie zajęć i zaliczeń w innym terminie, otrzymają taką możliwość. Także studenci, którzy zostaną wezwani by służyć w izraelskich szpitalach, wojsku czy w służbach ratowniczych będą mogli wystąpić o urlop dziekański" - czytamy. Prof. Gaciong podkreśla, że uczelnia nie kontroluje i nie monitoruje prywatnych kont studentów. 

"Spotkałem się osobiście ze studentami z Izraela, którzy o takie spotkanie poprosili. Nie delegowałem nikogo do rozmów z nimi. Stanowczo zaprzeczam, żeby ktokolwiek z pracowników Uczelni dał studentom z Izraela do zrozumienia, że: 'jak wam się tu nie podoba, to możecie zrezygnować ze studiów'. Takie słowa nie padły" - czytamy.

Antysemicki plakat na manifestacji i zaproszenie do Oslo

21 października ulicami Warszawy przeszedł propalestyński marsz. Jego uczestnicy sprzeciwiali się zabijaniu cywilów przez Izraelczyków i nieśli ze sobą flagi Palestyny oraz transparenty z hasłami: "Wolna Palestyna", "To, co dzieje się w Palestynie, to jest ludobójstwo i masowe zniszczenie, i jesteśmy tego naocznymi świadkami na żywo". Jedna z manifestujących kobiet, Norweżka studiująca w Warszawie, niosła transparent z napisem "Keep the world clean" ("Utrzymuj świat w czystości") - oprócz napisu na kartonie widać było flagę Izraela w koszu na śmieci.

Autor bloga Z Drugiej Strony Fjordu Mieszko Czarnecki poinformował, że zaprosił studentkę z Norwegii na spacer po Oslo śladami pomordowanych norweskich Żydów. "Mój pomysł był prosty. Zaproponowałem, by Muzeum Żydowskie zorganizowało dla mnie i dla pani Andersen spacer tropem snublesteiner [tabliczki - pomniki osadzone w bruku z danymi żydowskich ofiar Holokaustu - red.] wraz z opowiedzeniem historii tych rodzin, na których ślady trafimy. Historie będą różne, ale jednocześnie zmierzać będą do jednego punktu - najpierw ładowni statku 'Donau', a potem do wagonów do Auschwitz. Podobno kwestia żydowska w Norwegii została rozwiązana w ciągu jednego popołudnia. Muzeum bardzo ciepło i z wielką otwartością przyjęło mój pomysł" - napisał. Jak dodał, zaproszenie przekazał za pośrednictwem Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Więcej o: