Warszawa. Słomiane kukły nie miały wstępu na demonstrację, policja tłumaczy: Mogło dojść do samozapłonu

Obawą o bezpieczeństwo policja tłumaczy zakaz wstępu dla słomianych misów na poniedziałkowej demonstracji przed siedzibą spółki Centralny Port Komunikacyjny. Kukły miały symbolizować prezesa spółki i pełnomocnika rządu ds. CPK.

W poniedziałek przed siedzibą spółki Centralny Port Komunikacyjny przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie zgromadziło się kilkaset osób.

To m.in. mieszkańcy domów, które mają być przejęte przez państwo w związku z budową szybkiej kolei prowadzącej do CPK. Uczestnicy skarżyli się na brak konsultacji, obawiają się też, że przekazane przez państwo odszkodowania nie oddadzą realnie poniesionych przez nich strat.

Więcej treści znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl >>>

Na demonstrację przywieziono dwa słomiane misie, które miały symbolizować prezesa spółki CPK Mikołaja Wilda i pełnomocnika rządu ds. CPK Marcina Horałę.

Zobacz wideo Zobacz także: Wodzisław Śląski. 51-latek utknął między rogatkami. Grozi mu nawet 30 tys. zł grzywny

Protest przeciwko CPK. Misie bez wstępu na demonstrację

- Policja nie pozwoliła ich wnieść na demonstrację, musieli je trzymać daleko, bo misie miały stanowić zagrożenie pożarowe. Pan policjant pilnuje, żeby misiów się szybko pozbyć  - relacjonował w mediach społecznościowych dziennikarz Krzysztof Boczek.

Jak tłumaczył w rozmowie z tvnwarszawa.pl Karol Cebula z Komendy Rejonowej Policji Warszawa III na Ochocie, ze względu na upał i fakt, że misie zostały zrobione ze słomy, "zachodziła obawa o bezpieczeństwo". - Mogło dojść do samozapłonu. Wyłącznie z uwagi na dobro i bezpieczeństwo uczestników nie dopuściliśmy ich na miejsce zgromadzenia - podkreślił funkcjonariusz.

Policjant zaznaczył, że misie nie zostały skonfiskowane, a leżały nieopodal miejsca zbiórki.

Więcej o: