Siostrzeniec Morawieckiego zatrzymany. Rzecznik: Nie było informacji o pobiciu

W odpowiedzi na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który uznał prawo polskie za nadrzędne wobec prawa europejskiego, w niedzielę 10 października Polacy w całym kraju wyszli na ulice, by zaprotestować. Stołeczna policja odniosła się do wydarzeń w stolicy. Franek Broda, siostrzeniec premiera, mówił o pobiciu przez policję. Rzecznik zaprzecza jednak, by posiadał na ten temat jakiekolwiek informacje.

Przeczytaj więcej podobnych informacji na stronie głównej Gazeta.pl.

W niedzielę 10 października w całym kraju odbyły się manifestacje ws. wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który uznał prawo polskie za ważniejsze od prawa europejskiego. Podczas protestu w Warszawie do zgromadzonych przemawiał między innymi Donald Tusk, który niedawno apelował do Polaków, by ci wyszli protestować na ulice. - Chcemy Polski niepodległej, chcemy Polski europejskiej, chcemy Polski demokratycznej, chcemy Polski praworządnej i chcemy Polski uczciwej - mówił Donald Tusk, dziękując za obecność na protestach.

Zobacz wideo Wanda Traczyk-Stawska do Bąkiewicza: Milcz, głupi chłopie, chamie skończony! Europa to moja matka

Franek Broda zatrzymany przez policję. Policjanci mieli "kopać go" i na nim "stanąć"

Franek Broda, aktywista na rzecz praw osób LGBT i siostrzeniec premiera Mateusza Morawieckiego, był jednym z uczestników przemarszu z placu Zamkowego przed siedzibę Prawa i Sprawiedliwości na ulicy Nowogrodzkiej. Jak poinformował przed godz. 22 na Twitterze Ogólnopolski Strajk Kobiet, policja miała brutalnie zareagować wobec niektórych uczestników marszu. Dotyczyło to m.in. użycia gazu wobec uczestników oraz ostrej reakcji wobec Franka Brody, którego mieli "kopać" i "stanąć" na nim. - Policja się na mnie rzuciła, wywaliła mnie na ziemię, zgarnęli mnie na bok. Skuli, zaczęli mnie kopać, stanęli na mnie - relacjonował Franek Broda w rozmowie z dziennikarzem Krzysztofem Boczkiem.

- Środki przymusu bezpośredniego będą używane, gdy łamane jest prawo i nie ma innego wyjścia. Jeżeli mamy do czynienia z osobą, która używa racy, a policjanci podejmują interwencję i są atakowani przez tłum, może dojść do niebezpiecznych sytuacji. Obejrzałem kilka nagrań z czynnościami dotyczącymi pana Brody i nie widziałem momentu, by był kopany. Policjanci używali kajdanek. Doszło do zatrzymania, nie mam informacji, że miało dojść do pobicia - powiedział Onetowi rzecznik nadkom. Sylwester Marczak.

Manifestacje 'My zostajeMY'. Tak protestują PolacyManifestacje "My zostajeMY". Tak protestują Polacy [GALERIA]

Warszawa. Stołeczna policja o bezpieczeństwie podczas manifestacji "My zostajeMY"

Stołeczna policja ocenia jako bezpieczne wczorajsze zgromadzenia w Warszawie. - Wieczorem na Placu Zamkowym pod hasłami prounijnymi zgromadzili się przeciwnicy rządu. Doszło też do kontrmanifestacji. Podczas zabezpieczenia tych wydarzeń trzy osoby zostały zatrzymane, a podczas całego dnia wylegitymowano 71 osób - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji nadkomisarz Sylwester Marczak.

Na Placu Zamkowym zatrzymano jedną osobę za naruszenie nietykalności i znieważenie policjantów, a dziś tej osobie ma zostać jeszcze postawiony zarzut zaatakowania innego uczestnika zgromadzenia. Kolejne zatrzymania dotyczą wydarzeń na trasie przemarszu manifestacji. Chodzi o znieważenie policjantów i naruszenie nietykalności policjanta, który został kopnięty w kolano.

'My zostajeMY'. Protestujący kierują się w stronę siedziby PiSGrupa osób przeszła z placu Zamkowego przed siedzibę PiS. Policja o interwencjach

Po zakończeniu manifestacji Komenda Stołeczna Policji poinformowała, że na uczestników, którzy utrudniali ruch, nakładano mandaty karne, a w przypadku odmowy ich przyjęcia, kierowane do sądu będą wnioski o ukaranie.

Więcej o: