Białe miasteczko w żałobie po śmierci 94-latka. "Ten pan do nas przychodził, czekoladki przyniósł"

Białe miasteczko jest wstrząśnięte śmiercią 94-letniego mężczyzny, który podczas sobotniej konferencji prasowej przed KPRM targnął się na swoje życie. - Mówił, że bardzo nasz protest popiera, pytał, jak może nas wesprzeć, gdzie dokonać wpłaty - mówią przedstawiciele organizacji strajkujących w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Białe miasteczko wstrząśnięte po śmierci 94-latka. "Ten pan tu przychodził, mówił, że choruje, skarżył się na system" - pełny tekst przeczytasz w stołecznej "Gazecie Wyborczej" pod TYM linkiem.

W sobotę 18 września rano w białym miasteczku przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów doszło do tragicznego zdarzenia - 94-letni mężczyzna dokonał samookaleczenia podczas konferencji prasowej. Po przewiezieniu do szpitala zmarł. "W obliczu tragedii, która wydarzyła się naprzeciwko Kancelarii Premiera, podjęliśmy decyzję o zmianie formuły działalności białego miasteczka na'"cichy dyżur'" - przekazali później medycy. Wcześniej organizowano tam panele edukacyjne, badania i warsztaty dot. działalności ochrony zdrowia. Przy jednym ze stolików nadal będzie udostępniona księga poparcia, w której można solidaryzować się z medykami. 

Zobacz wideo Co Platforma ma do zaproponowania medykom?

Żałoba w białym miasteczku. "Ten pan do nas przychodził, czekoladki przyniósł"

Jak informuje stołeczna "Gazeta Wyborcza", 94-letni mężczyzna, który w sobotę targnął się na swoje życie, wcześniej pojawiał się w białym miasteczku regularnie. Jego zachowanie nie wskazywało jednak na to, że był przeciwnikiem protestu. Wcześniej taką informację podało radio RMF FM, powołując się na nieoficjalne ustalenia dot. treści pozostawionego przez niego listu. 

- Ten pan do nas, do miasteczka, przychodził, widzieliśmy go kilka razy. Starszy pan, chodził o laseczce. Mówił, że bardzo nasz protest popiera, pytał, jak może nas wesprzeć, gdzie dokonać wpłaty - powiedziała w rozmowie z "GW" Beata Kalicka, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników MSWiAP. Przekazała też, że nikt z białego miasteczka nie widział listu pozostawionego przez mężczyznę. Do informacji o nim nie odnosi się też prokuratura. 

- Ja sama go nie poznałam, ale ludzie go znali, mówili o tym. Że wspierał, rozmawiał, komuś czekoladki przyniósł. Podobno był prawie codziennie - dodała w rozmowie z "GW"  Longina Kaczmarska, wiceprzewodnicząca OZZ Pielęgniarek i Położnych.

Białe Miasteczko 2.0 przed Kancelarią Premiera

Białe miasteczko działające pod oficjalną nazwą Białe Miasteczko 2.0 zostało otwarte 11 września w ramach protestu pracowników medycznych. Jego uczestnicy domagają się wyższych wynagrodzeń i polepszenia warunków pracy (medycy często są zmuszeni do pracy na kilku kontraktach jednocześnie, problemem są także umowy śmieciowe). Chcą też spotkania z premierem Mateuszem Morawieckim. 

Białe miasteczko wstrząśnięte po śmierci 94-latka. "Ten pan tu przychodził, mówił, że choruje, skarżył się na system" - pełny tekst przeczytasz w stołecznej "Gazecie Wyborczej" pod TYM linkiem.

Więcej o: