Gryzł i drapał sprzedawcę. Wykrzykiwał, że nazywa się Grzegorz Brzęczyszczykiewicz

Mokotowscy policjanci poinformowali w piątek (9 kwietnia) o zatrzymaniu 30-latka podejrzanego o kradzież rozbójniczą w sklepie przy ul. Sikorskiego w Warszawie. Nietrzeźwy mężczyzna chciał kupić alkohol i papierosy, ale okazało się, że nie ma pieniędzy. Wpadł w szał.

Mężczyzna pod wpływem alkoholu przyszedł do jednego z warszawskich sklepów przy ul. Sikorskiego. Problem pojawił się, gdy pracownik sklepu odmówił mu sprzedaży.

Zobacz wideo Podejrzany o „kłucie” osób w Zielonce zatrzymany

Pijany 30-latek chciał kupić alkohol w osiedlowym sklepie. Pech chciał, że rozładował mu się telefon

Mężczyzna pod wyraźnym wpływem alkoholu przyszedł do osiedlowego sklepu po butelkę wódki. Sprzedawca odmówił mu sprzedaży, więc ten zażądał sprzedaży paczki papierosów. Okazało się jednak, że mężczyzna nie ma czym zapłacić. Tłumaczył, że to wina rozładowanego telefonu.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski o systemie opieki zdrowotnej i epidemii koronawirusaDworczyk odpowiedział Trzaskowskiemu: Wszyscy gramy do jednej bramki

- Po dwóch nieudanych próbach zakupowych zgarnął pudełka stojące na ladzie, w których znajdowało się 10 batonów i wybiegł ze sklepu - relacjonuje policjant Robert Koniuszy. Pracownik sklepu chciał zapobiec kradzieży, więc wybiegł za pijanym klientem. Doszło między nimi do szarpaniny, w której poszkodowany został kasjer. 30-latek gryzł i drapał go po twarzy.

Walczył o batony. Nadeszły posiłki

Widząc zaistniałą sytuację, z pomocą kasjerowi przyszli pracownicy ochrony sąsiedniego budynku. Udało im się obezwładnić agresywnego 30-latka. Gdy na miejsce dotarli policjanci, pijany utrzymywał, że nazywa się Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, a policjanci nie mają prawa go zatrzymać.

Warszawa. Zmiany w komunikacji miejskiejWarszawa. ZTM wprowadził zmianę dotyczącą biletów, pasażerowie: "Totalny absurd", "Straciłem kasę"

- Mimo protestów został przewieziony do policyjnego aresztu - poinformował policjant. Funkcjonariusze ustalili prawdziwe, a nie zmyślone dane agresywnego 30-latka. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.