Kaznowska o sytuacji w Warszawie: Sytuacja jest dramatyczna, zabrakło respiratorów. Mamy zero zapasu

- Sytuacja jest naprawdę dramatyczna. (...) Dzisiaj mieliśmy zajętych 70 łóżek respiratorowych na 70, jakimi dysponujemy - powiedziała w rozmowie z Onetem wiceprezydentka Warszawy, Renata Kaznowska. Jak dodała, we wszystkich sześciu stołecznych szpitalach z oddziałami covidowymi brakuje 50 łóżek. - Tylu mamy pacjentów więcej, niż łóżek do tego przeznaczonych - wyjaśniła.

- Mamy zero zapasu. (...) Nawet gdybyśmy dostali po sto do każdego szpitala, nie będzie miał kto ich obsłużyć - tak wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska określiła w poniedziałek 29 marca sytuację epidemiczną w stolicy. Tego dnia w całym kraju odnotowano 16 965 nowych przypadków koronawirusa, z czego 2834 dotyczy województwa mazowieckiego. I choć jest to wynik lepszy niż w piątek (35 tysięcy nowych przypadków i aż 5 tys. na Mazowszu) nie można mówić o przełomie, bo dane pochodzą z niedzieli, gdy wykonywanych jest znacznie mniej testów.

Zobacz wideo Dr Zaczyński: Każdy powinien spędzić ten lockdown odpowiedzialnie, jak w ubiegłym roku

Kaznowska: Sytuacja jest dramatyczna. Skończyły się respiratory

Jak przekazała Kaznowska, stołeczne szpitale pękają w szwach, a wolnych respiratorów w poniedziałek już w stolicy nie było. - Sytuacja jest naprawdę dramatyczna, skończyły się respiratory - powiedziała, cytowana przez Onet.

W naszych 6 miejskich szpitalach z oddziałami covidowymi na dzisiaj brakuje nam 50 łóżek. Tylu mamy pacjentów więcej, niż łóżek do tego przeznaczonych. Wczoraj rozmawiałam z szefem Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. Dojeżdżają respiratory do Szpitala Praskiego, mam nadzieję, że to się stanie dzisiaj. Na ten moment wygląda to źle

- dodała, wskazując: "nawet gdybyśmy dostali po sto do każdego szpitala, nie będzie miał kto ich obsłużyć".

Kaznowska odniosła się też do decyzji ministra zdrowia i wojewody mazowieckiego, którzy pod koniec ubiegłego tygodnia wprowadzili do warszawskiego Szpitala Południowego rządowego komisarza (będzie nim dr Ewa Więckowska, była prezeska Szpitala na Solcu). Argumentowali, że otwarta przed pięcioma tygodniami placówka nie radzi sobie z pandemią - wskazywano, że na 300 łóżek przeznaczonych dla pacjentów covidowych w użyciu jest tylko 60. Według ratusza, który wcześniej ujawnił korespondencję z wojewodą, była to decyzja polityczna. Służby wojewody miały być poinformowane, że szpital robi co może, by pozyskać kolejnych medyków do pracy.

Mamy olbrzymie braki kadrowe. Pan wojewoda, który miał uczestniczyć w procedurze rekrutacji, przysłał nam listę 300 nazwisk. Na tej liście było wiele zdublowanych numerów, kontakty do ludzi niezainteresowanych pracą, pracujących gdzie indziej, lekarzy bez nostryfikacji dyplomów
Polecenia pracy, które może wydawać wojewoda, są wydawane na chybił trafił. Dostał je np. pan okulista, który nigdy nie praktykował w szpitalu, bo po skończeniu studiów od razu zaczął praktykę w poradni okulistycznej. Dostała polecenie pracy niepełnosprawna pani doktor, która nie kwalifikuje się. Zostały 22 osoby na pokładzie

- powiedziała Kaznowska.

Rozdźwięk między stanowiskiem rządu a informacjami spływającymi z ratusza daje się odczuć także w temacie wolnych łóżek. W niedzielę wieczorem doktor Artur Zaczyński, dyrektor Szpitala Narodowego, poinformował: - Mamy cały czas wolne łóżka i czekamy na wezwania. Mamy 550 gotowych, pod tlenem.

Z jego wypowiedzią w rozmowie z "Wyborczą Warszawa" nie zgadzają się jednak ratownicy medyczni i lekarze, którzy wskazują, że łóżek w stolicy dla pacjentów w ciężkim stanie już po prostu nie ma.

- To jakaś bzdura. W weekend próbowaliśmy przekazać pacjentów do Narodowego, ale nam odmówili - powiedział w rozmowie z "GW" dyrektor jednego ze stołecznych szpitali. Dyrektor innej placówki dodaje, że w zapewnieniach Zaczyńskiego nie chodzi o miejsca respiratorowe. - Nam się udało przekazać [do Szpitala Narodowego - red.] dziewięciu. Takich, którzy nie wymagają leczenia respiratorowego - powiedział.