Kontrola NFZ w WUM wyjaśni zasadność szczepień dla osób spoza ustalonych grup

Wyjaśnieniem zaszczepienia na COVID-19 osób spoza kolejki, a więc spoza "grupy zero" na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym zajmie się wewnętrzna komisja powołana przez rektora placówki. W poniedziałek rozpocznie się na WUM także kontrola NFZ zlecona przez ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego profesor Zbigniew Gaciong powiedział dziennikarzom, że nie wiedział, iż szczepionki mają zostać podane osobom do tego nieuprawionym, w tym celebrytom. "To, że taka sytuacja miała miejsce, to nie jest powód do zadowolenia" - mówił.

Profesor Zbigniew Gaciong wyjaśniał, że Uniwersytet nie uczestniczy w szczepieniach, jedynie - z jego inicjatywy - zaoferowano spółce Centrum Medyczne miejsce, gdzie można sprawnie zaszczepić dużą liczbę osób. Uniwersytet jest właścicielem spółki. Rektor podkreślał, że spółka ta ma bardzo duże doświadczenie w prowadzeniu masowych akcji szczepień, została wybrana przez Narodowy Fundusz Zdrowia do udziału w Narodowym Programie Szczepień. Poinformował, że zwrócił się także do Przewodniczącego rady nadzorczej spółki o wyjaśnienie sprawy.

Starosta opatowski Tomasz StaniekKrzysztof Sobolewski: Starosta usunięty z PiS za zaszczepienie się poza kolejnością

Profesor Zbigniew Gaciong powiedział też, że dawki podane osobom spoza obowiązującej kolejności, pochodziły z dodatkowej puli, a większość zaszczepionych na WUM to medycy. Z jego informacji wynika także, że żadna dawka nie została zmarnowana i nikt z medyków nie został odesłany z odmową zaszczepienia.

Rektor mówił, że komisja wyjaśni też, kto dobierał osoby spoza kolejki szczepień i kto się z nimi kontaktował. Zapewnił, że nie wiedział, iż szczepionki mają zostać podane osobom do tego nieuprawionym. 

Zobacz wideo Zapisy na szczepienia. Kto może dzwonić od 15 stycznia?

Europoseł SLD Leszek Miller zaszczepiony na WUM

Na WUM zaszczepieni zostali m.in. były premier, a obecnie europoseł SLD Leszek Miller, aktorka Krystyna Janda. Aktorka i polityk napisali o tym w mediach społecznościowych. Do przyjęcia pierwszej dawki szczepionki przyznała się też - w rozmowie z Polsat News - aktorka Maria Seweryn. "Moi rodzice (Krystyna Janda i Andrzej Seweryn - red.), będąc seniorami, byli na liście osób do zaszczepienia. Ponieważ mój ojciec porusza się o kulach, pojechałam z nim na szczepienie. Nie było nikogo poza nami, pani doktor mnie zaprosiła i powiedziała, że "skoro już pani jest, niech pani wejdzie, jest otwarta dawka. Ja z tego skorzystałam. Nie miałam poczucia, że to nieetyczne, ponieważ zrozumiałam to tak, że dawka się zmarnuje. Jadąc tam, nie myślałam, że mi się to przytrafi - podkreśliła w rozmowie z Polsat News.

Szczepionkę przeciwko COVID-19 otrzymał także aktor Wiktor Zborowski. Artysta powiedział Polsat News, że na szczepienie zaprosił go Warszawski Uniwersytet Medyczny. "Po prostu zostałem przez WUM zaproszony do pewnej akcji, nie zabiegałem o to. Uznałem, że akcja jest ważna, więc zrobiłem to, choć myślałem, że będę się szczepić w drugiej połowie stycznia. WUM wystosował zaproszenie do teatru, do Krystyny Jandy, teatr to koordynował" - powiedział.

Warszawski Uniwersytet Medyczny poinformował w czwartek, że z puli dodatkowych 450 dawek szczepionek, które niezależenie od etapu zerowego szczepień obejmującego personel medyczny otrzymał od Agencji Rezerw Materiałowych i które musiały być wykorzystane do końca roku, zaszczepił m.in. 300 pracowników szpitali WUM. Zaszczepiono też grupę 150 osób obejmującą rodziny pracowników, pacjentów będących pod opieką szpitali i placówek WUM, w tym osiemnaście znanych postaci kultury i sztuki, które "zgodziły się zostać ambasadorami powszechnej akcji szczepień". 

SzczepienieWUM już 30 grudnia pisał o dodatkowych szczepionkach z Agencji Rezerw Materiałowych

Profesor Piotr Religa z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego mówił w Polskim Radiu 24, że szczepienie osób znanych może być przykładem dla reszty społeczeństwa. "Może to posłużyć do przekonania koronasceptyków, że szczepić się warto i nie ma bezpośrednich działań niepożądanych" - dodał.

NFZ wyjaśnia i przypomina

Narodowy Fundusz Zdrowia w związku z doniesieniami medialnymi o szczepieniu osób spoza grupy "zero", wyjaśniał, że jest ono możliwe tylko w sytuacji dysponowania przez szpital wolnymi dawkami szczepionki, którymi nie uda się zaszczepić personelu szpitala, np. z powodu nieobecności w pracy w czasie świąteczno-noworocznym.

"Odpowiadając na apel Naczelnej Izby Lekarskiej o jak najefektywniejsze wykorzystanie szczepionek dostarczonych do szpitali w okresie świąteczno-noworocznym, do 6 stycznia, oprócz szczepienia pracowników szpitali, dopuszczalne jest także szczepienie członków ich rodzin oraz pacjentów, którzy w tym czasie przebywają w szpitalu, a których stan zdrowia na to pozwala. Dzięki tej możliwości szpitale węzłowe maksymalnie wykorzystają dawki szczepionki, które mogłyby nie być podane zgłoszonym do szczepień medykom i personelowi niemedycznemu, ze względu na nieobecność w czasie świąt i w okresie noworocznym"- informuje NFZ w komunikacie.

NFZ przypomina, że szczepionki trafiają do szpitali w partiach zawierających wielodawkowe fiolki. Fiolki muszą być użyte w krótkim czasie po ich dostarczeniu, dlatego podanie szczepionek rodzinom medyków i pacjentom pozwoli na ich maksymalne wykorzystanie.

Szczepienia przeciw COVID-19 są wykonywane dla osób z danego etapu. Aktualnie szczepione są osoby z grupy "zero", czyli m.in. personel medyczny. Inne osoby mogą być szczepione tylko i wyłącznie w przypadku ryzyka zmarnowania szczepionki poprzez brak stawienia się osób uprawnionych. Narodowy Fundusz Zdrowia - jak stwierdza komunikat - zażąda pilnych wyjaśnień od placówek, co do których pojawiły się uzasadnione wątpliwości w sprawie naruszenia tych zasad.

W Polsce w ciągu minionej doby zarejestrowano 6 945 nowych zakażeń koronawirusem - informuje Ministerstwo Zdrowia. Od wczoraj zmarły 102 zakażone osoby, a wyzdrowiało 9 155 osób. 

Jacek Kurski w 'Gościu Wiadomości'Kurski pytany o tancerzy udających publiczność: Ten hejt wynika z zawiści