Niewidomy mężczyzna zatrzymany podczas protestu. "Zerwali mi plecak, wyrwali laskę". Policja odpowiada

Podczas protestu przedsiębiorców policja zatrzymała i przewiozła na komisariat w Grodzisku Mazowieckim niewidomego mężczyznę. - Zerwali mi plecak i saszetkę z najważniejszymi rzeczami, wyrwali laskę i wepchnęli do policyjnej suki. Nie skuli mnie jednak kajdankami, bo - jak powiedzieli - "ślepy nie ucieknie" - powiedział w rozmowie z TVN Warszawa. Wszystko zostało nagrane. Policja tłumaczy, że mężczyzna stwarzał zagrożenie, bo uczestniczył w zgromadzeniu publicznym.

W mediach społecznościowych krąży nagranie z ubiegłotygodniowego protestu przedsiębiorców w Warszawie. Widać na nim, jak policja prowadzi do samochodu niewidomego mężczyznę o lasce. Osoby obserwujące sytuację dopytują funkcjonariuszy, co się stało, a on sam krzyczy "jakim prawem? jakim prawem?". Wkrótce potem zostaje zamknięty w policyjnym radiowozie.

Niewidomy mężczyzna zatrzymany podczas strajku przedsiębiorców. "Wyrwali laskę i wepchnęli do policyjnej suki"

Jak się okazuje, zatrzymany mężczyzna to niewidomy muzyk Damian Zieliński, który opowiedział o okolicznościach zdarzenia w rozmowie z tvnwarszawa.pl. Jak wskazuje, na placu Zamkowym zjawił się nieprzypadkowo. - O godzinie 17 miałem się stawić w studio i realizować koncert online. Po drodze jednak wraz z moją opiekunką i jej znajomym poszliśmy na plac Zamkowy, bo to mój obywatelski obowiązek. Nie chodzi o politykę. Solidaryzuję się z protestującymi - podkreślił.

Jak dodał, w pewnym momencie manifestacja przestała mieć spokojny przebieg, a krąg wokół niego zaczął się coraz bardziej zacieśniać. Ze względu na cukrzycę, na którą choruje, poczuł się słabo. Sam poprosił jednego z policjantów o pomoc i o wyprowadzenie go poza okrąg manifestantów.

- Kazał mi siąść na chodniku i powiedział, że skoro jestem chory na cukrzycę, to na pewno mam przy sobie insulinę i glukometr. Mam taki specjalny zestaw do mierzenia cukru dla osób niewidomych. Wynik był niedobry. 260 miligramów glukozy, czyli hiperglikemia. W tej chwili padły głupie komentarze policjantów - mówi w rozmowie z tvnwarszawa.pl. Do mężczyzny wezwano sanitariusza, który ponownie zmierzył mu cukier i zarekomendował, że ma on sobie zrobić zastrzyk, a następnie wrócić do domu i położyć się.

Policjant odparł, że nie ma takiej możliwości i że moja koleżanka może pójść do sklepu i kupić mi kanapkę. W pewnym momencie poczułem, że policjanci mnie gdzieś prowadzą. Zapytałem "dokąd?", odpowiedzieli, że do policyjnego samochodu
Zerwali mi plecak i saszetkę z najważniejszymi rzeczami, wyrwali laskę i wepchnęli do policyjnej suki. Nie skuli mnie jednak kajdankami, bo jak powiedzieli: "ślepy nie ucieknie"

- opisuje pan Damian. W policyjnym radiowozie przewieziono go do Grodziska Mazowieckiego, gdzie trafiali wszyscy zatrzymani po proteście przedsiębiorców. Nie było z nim opiekunki, która zazwyczaj pomaga mu w poruszaniu się po mieście. Jeden z innych zatrzymanych zgodził się nim zaopiekować i oświadczył policji, że się nim zajmie.

Po wyjściu z komisariatu mężczyzna musiał wrócić do Warszawy na własną rękę. Policja poinformowała sanepid, że swoją obecnością powodował zagrożenie epidemiologiczne, za co grozi nawet 30 tys złotych grzywny. - A to przecież policja stworzyła takie zagrożenie, bo skłębili nas wszystkich ciasno - mówi mężczyzna.

Policja powołuje się na obowiązujący w Polsce zakaz zgromadzeń i potwierdza, że doszło do zatrzymania niepełnosprawnego mężczyzny. - Pragnę podkreślić, że podstawą do wszelkich działań policji było łamanie prawa. Nic nie zwalnia z jego przestrzegania, nawet niepełnosprawność. - powiedział w rozmowie z tvnwarszawa.pl rzecznik KSP Sylwester Marczak. Jak dodał, w trakcie czynności policjanci pytali mężczyznę, czy potrzebuje pomocy lekarza. - Stwierdził, że nie - kwituje rzecznik. 

Zobacz wideo Kontrola policyjna a obowiązek noszenia maseczek. Co się zmieniło?
Więcej o: