Proboszcz ze Śródmieścia wystosował apel do wiernych: Nie wyrażam zgody na agitację

O. Lech Dorobczyński, proboszcz parafii św. Antoniego z Padwy, na drzwiach kościoła zamieścił ogłoszenie, w którym zachęca wiernych do udziału w wyborach. Ma też apel do wszystkich, którzy wchodzą do świątyni. "Nie wyrażam zgodny na jakąkolwiek polityczną agitację" - pisze duchowny.
Zobacz wideo

Ogłoszenie pojawiło się na drzwiach do kościoła franciszkanów przy ul. Senatorskiej w Warszawie. Proboszcz parafii św. Antoniego z Padwy Lech Dorobczyński zamieścił zdjęcie ogłoszenia na Facebooku. "Z całego serca zachęcam Was do wzięcia udziału w nadchodzących wyborach - z miłości do Ojczyzny. Jednocześnie NIE WYRAŻAM ZGODY na jakąkolwiek polityczną agitację na terenie naszego kościoła" - czytamy. Dalej o. Dorobczyński ostrzega: "Informuję, że wszelkie materiały wyborcze będą usuwane". Duchowny dołączył do wpisu szablon ogłoszenia dla innych proboszczów, którzy chcieliby również zwrócić się do wiernych z takim apelem.

Wpis duchownego zyskał mnóstwo komentarzy i reakcji na Facebooku. Większość komentujących pozytywnie się do tego odniosła. Głos zabrał też inny warszawski duchowny, ks. Piotr Tomasik. "Ale to standard. Znam wiele parafii warszawskich, gdzie ulotkowcy są wypraszani na ulicę. Po co ten lans, jakby Ojciec był jedyny sprawiedliwy?" - stwierdził. 

"Wtedy nie jest Kościół, tylko partia"

We wcześniejszym wpisie O. Dorobczyński odniósł się też do sprawy agitacji przez duchownych. "Wygląda to tak, jakby tylko ci duchowni mieli dostęp do Ewangelii, telewizora, prasy i internetu. I jak by tylko oni mieli dostęp do rozumu, który pomaga im w jedyny słuszny sposób zinterpretować programy wyborcze pod kątem Ewangelii. Nie wiem. Może jestem jakiś dziwny, ale wydaje mi się, że takie traktowanie ludzi jest uderzeniem w ich inteligencję; jest powiedzeniem ludziom: 'Nie musicie myśleć. Ja będę myślał za Was!' - pisał duchowny. "Podtrzymuję moje zdanie, że wprowadzając politykę do świątyń, wykurzamy z nich ludzi. Zostają tylko ci, którzy myślą po „naszemu”. A to już wtedy nie jest Kościół, tylko partia" - przekonywał.