PiS alarmuje o "aferze autobusowej" w Warszawie. Chcą iść do prokuratury. Ratusz: Proszę nie kłamać

Sebastian Kaleta zapowiada złożenie wniosku do prokuratury i mówi o "aferze autobusowej". O co chodzi? Warszawscy radni PiS oskarżają Miejskie Zakłady Autobusowe o dawanie kandydatom PO lepszej oferty na przedwyborcze reklamy w komunikacji miejskiej.

Radny Prawa i Sprawiedliwości Sebastian Kaleta poinformował w piątek, że "w związku ze skandalem związanym z gigantycznymi zniżkami dla Koalicji Obywatelskiej za reklamy na miejskich autobusach, przygotowuję zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa". Radny Kaleta twierdzi, że mogło dojść do strat w budżecie miasta, a na dodatek złamania przepisów dotyczących finansowania kampanii wyborczej.

"Afera autobusowa" w Warszawie: Radni KO dostali 80-procent zniżki na reklamy?

Portal Dorzeczy.pl opublikował faktury za umieszczenie w warszawskich autobusach reklam kandydującej do Rady Warszawy przewodniczącej Ewy Malinowskiej-Grupińskiej oraz kandydującego do sejmiku Mazowsza Ludwika Rakowskiego. Oboje zapłacili za nie 1866,67 zł plus podatek VAT.

Radni PiS twierdzą, że im nie zaproponowano tak niskiej opłaty. Okazuje się, że stołeczni radni mogli ubiegać się o 80-procentową zniżkę. Przedstawiciele MZA podkreślają, że mogli się o nie ubiegać politycy wszystkich partii, nie tylko KO. Dodano, że podczas kampanii w pojazdach MZA prezentowane były materiały różnych komitetów wyborczych - w tym Platformy Obywatelskiej, Prawa i Sprawiedliwości, Sojuszu Lewicy Demokratycznej i innych. "Żadnemu komitetowi wyborczemu nie odmówiono wykonania usługi" - podkreśla MZA.

Sebastian Kaleta oraz inny radny PiS Jacek Ozdoba nie są jednak przekonani. Radny Ozdoba pisze na Twitterze, że przed wyborami samorządowymi interesował się kosztem reklamy w miejskich autobusach i wtedy "nikt nie zaproponował mu zniżki". Dodaje, że większość powierzchni reklamowych była już wtedy zarezerwowana.

Radni PiS: Strata setek tysięcy złotych przez "aferę autobusową"

W piątek odbyła się konferencja prasowa radnych PiS dotycząca "afery autobusowej" (tak nazywają całą sprawę). Zdaniem radnego Kalety wątpliwości budzi finansowanie kampanii oraz to, jak zarządza się mieniem spółki MZA. Dodał, że Miejskie Zakłady Autobusowe są spółką miejską, a jej dyrektorem jest radny PO dzielnicy Śródmieście Grzegorz Rugulski, który działał w kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego. - Jako dyrektor w MZA odpowiedzialny za reklamę sprzedawał te usługi z rabatem 80 proc. swoim kolegom z partii - powiedział Sebastian Kaleta. Teraz radny PiS chce złożyć do prokuratury wniosek o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chce również, aby MZA i PO przedstawiły dokumenty dotyczące zakupu reklam przedwyborczych.

Radny Paweł Lisiecki (PiS) mówił na konferencji, że jeśli doszło do nadużycia, to taki układ mógł doprowadzić do straty "setek tysięcy złotych" dla budżetu miasta i MZA. Dodał, że nie wierzy również w tłumaczenie MZA o 80-procentowych zniżkach dla każdego. Z jego informacji wynika, że kandydatom SLD zaproponowano tylko 40-procentową zniżkę.

Rafał Trzaskowski: Trzeba było po prostu mieć taką wolę

Do zarzutów radnych PiS odniósł się zarówno rzecznik stołecznego ratusza Kamil Dąbrowa, jak i sam Rafał Trzaskowski. Prezydent miasta Warszawa powtórzył informacje przekazane przez MZA: każdy komitety wyborczy miał możliwość skorzystania ze zniżki, a z jego wiedzy wynika, że skorzystały z nich cztery komitety - KO, SLD oraz komitet wyborczy Jana Śpiewaka i Bezpartyjni Samorządowcy. - Trzeba było po prostu mieć taką wolę - powiedział Trzaskowski.

Panie Sebastianie Kaleto, trzeba się w końcu pogodzić z tym, że kandydat PiS przegrał z kretesem wybory w Warszawie. Zniżki były dostępne dla wszystkich komitetów i wie pan o tym. Proszę nie kłamać i nie wprowadzać opinii publicznej w błąd. Niepotrzebnie się Pan kompromituje

- napisał rzecznik Kamil Dąbrowa na Twitterze do radnego Sebastiana Kalety.

Radny w odpowiedzi zażądał dowodów na to, że zniżki faktycznie były oferowane wszystkim komitetom. "Proszę nie imputować mi kłamstw, gdyż to Pana dzisiaj na nim złapano - dodał.

W kolejnym wpisie Kamil Dąbrowa poinformował, że zniżki 80-procentowe dotyczyły reklam na ekranach autobusowych, a cena full-backu, czyli reklamy na tylnej części autobusu, kosztowała 400 złotych. Rzecznik ratusza podkreśla, że takie same ceny obowiązywały wszystkie komitety wyborcze.