Oskarżona o zabójstwo dziecka. "Oglądałam serial 'Na sygnale', skojarzyłam, że chyba nie żyje"

Rozpoczął się proces Izabeli J. z Brwinowa. Kobietę oskarżono o zabójstwo nowonarodzonej córeczki. Grozi jej dożywicie. Podczas rozprawy oskarżona znacznie zmieniła wersję wydarzeń. Ta nie zgadza się jednak z opinią biegłych.
Zobacz wideo

Do tragedii doszło w Brwinowie w styczniu tego roku. Przy jednym z kontenerów na używaną odzież w podwarszawskiej miejscowości znaleziono zwłoki noworodka. Ciało dziewczynki znaleziono w worku na śmieci. O zabójstwo oskarżona została matka. 

Ruszył proces Izabeli J. oskarżonej o morderstwo

Izabeli J. zarzuca się, że w zamiarze bezpośredniego pozbawienia życia zaraz po urodzeniu córki udusiła ją, a następnie wyniosła zwłoki z domu i porzuciła. 

Obrońca Izabeli J. przed rozpoczęciem procesu wnioskował o wyłączenie jawności procesu. Argumentował to obawą o piętnowanie kobiety i jej rodziny przez małą społeczność Brwinowa. Sędzia odrzucił ten wniosek, więc w poniedziałek rozpoczął się jawny proces. Podczas niego oskarżona przedstawiła znacznie inną wersję zdarzeń niż wcześniej. 

Jeszcze w styczniu, Izabela J. przyznała się policjantom, że to ona zabiła córeczkę. Powiedziała również, że to ona wyniosła worek z ciałem dziewczynki na zewnątrz. Swoje działania tłumaczyła trudną sytuacją życiową. Wcześniej urodziła trójkę dzieci - dwójkę odebrała jej opieka społeczna, trzecie kobieta sama oddała do adopcji. Jej mąż jest alkoholikiem i obecnie są w trakcie rozwodu. 

Oskarżona była fanką "Na sygnale"

Podczas poniedziałkowej rozprawy odwołała swoje wcześniejsze zeznania i przedstawiła inną wersję zdarzeń. Jak relacjonuje "Stołeczna", kobieta opowiedziała, że urodziła córkę na podłodze w domu. Poród miał być trudny - wyciągała dziecko za główkę obiema rękami. Gdy było już na świecie, miało ledwo oddychać.

Oglądałam serial "Na sygnale" i widziałam podobne sytuacje. Gdy po kilku minutach przestało oddychać, skojarzyłam, że chyba nie żyje

- mówiła oskarżona. 

Tłumaczyła, że nie miała siły wzywać pomocy. Wtedy miała owinąć ciałko w koc i włożyć je do worka na śmieci, w którym znajdowały się ubrania przeznaczone do oddania. Worek wyniosła potem z domu matka Izabeli J. - nieświadoma, że znajdują się z nim zwłoki dziecka. 

Podczas procesu ustalono również, że matka dziecka działała sama i jest poczytalna. Jej rodzina i mąż mieli nawet nie wiedzieć, że jest w ciąży, ponieważ jak tłumaczono, oskarżona była w stanie ją ukryć, gdyż jest osobą "tęgą". Ojciec nie jest oskarżany o współudział. 

Wersja zdarzeń nie zgadza się z opinią biegłych

Alternatywna wersja zdarzeń przedstawiona we wtorek przez Izabelę J. nie zgadza się z opinią biegłych ekspertów. Zdaniem biegłej Aleksandry Borowskiej-Solonynko dziewczynka urodziła się zdrowa i była w stanie przeżyć poza ciałem matki. Dodała również, że dziecko musiało żyć co najmniej sześć godzin. 

Zdaniem ekspertki przyczyną śmierci dziecka było uduszenie. Nie wyklucza jednak, że mogło do niego dojść z powodu włożenia noworodka do worka na śmieci. 

Kolejne dwie rozprawy zaplanowane są na styczeń. Przesłuchiwani mają być kolejni świadkowie - rodzina i sąsiedzi oskarżonej.