Awaryjne lądowanie na Lotnisku Chopina. Rzecznik LOT: Lądowanie zostało wykonane perfekcyjnie

W środę wieczorem na Lotnisku Chopina doszło do awaryjnego lądowania. Jak informuje rzecznik lotniska, nikomu nic się nie stało. Pasażerowie, którzy nie wylecieli, proszeni są o kontakt z przewoźnikiem.

- W samolocie było 59 pasażerów i czterech członków załogi, wszystkie osoby zostały przewiezione do salonu VIP oraz otoczone opieką. Sytuacja jest pod kontrolą - mówi Hubert Wojciechowski. Jak informuje rzecznik Lotniska Chopina, nikomu nic się nie stało.

Instruuje również, co powinni zrobić pasażerowie, których loty zostały odwołane. - Na pewno do 23:30 żadne samoloty nie będą ani startowały, ani lądowały na lotnisku. Wszyscy pasażerowie, którzy mieli do tego czasu wylecieć, powinni skontaktować się z przewoźnikami odpowiedzialnymi za lot i poprosić o informację, co mają robić - informuje rzecznik.

Samoloty, które miały wieczorem lądować na Okęciu, zostały przekierowane na inne lotniska, m.in. do Rzeszowa, Poznania, Katowic czy Budapesztu.

AKTUALIZACJA: O 23:10 otwarta została główna droga startowa. Pierwszy samolot, jaki wylądował na Lotnisku Chopina, to samolot z Brukseli. Ze względu na zdarzenie, kilkanaście lotów się nie odbyło - informuje rzecznik Lotniska Chopina.

Samolot uderzył kadłubem o pas

Przed godz. 20 lot nr LO3924 z Krakowa do Warszawy lądował awaryjnie na Okęciu.  

Oświadczenie po zdarzeniu wydał również LOT, do którego należy maszyna. Przewoźnik poinformował, że to Bombardier Dash Q400. - Po lądowaniu nie zablokowała się przednia część podwozia, w efekcie ono się złożyło, a samolot uderzył kadłubem o pas startowy - mówi w rozmowie z metrowarszawa.pl rzecznik przewoźnika Adrian Kubicki.

Jak precyzuje, doszło do usterki technicznej przedniej goleni podwozia. - Podwozie, które się wysunęło, nie zasygnalizowało poprawnego zablokowania. Po przyziemieniu przednia część schowała się w głąb kadłuba. Piloci wiedzieli, że podczas lądowania może dojść do złożenia się przedniej goleni, czego skutkiem mogło być właśnie to, co się wydarzyło - wyjaśnia.

Jak dodaje, w związku z tym, że samolot zasygnalizował tę usterkę, załoga mogła przygotować się do lądowania. - Lądowanie zostało wykonane perfekcyjnie. Dzięki czemu możemy dziś mówić o tym, że nikomu nic się nie stało. Jedyny techniczny problem, który pozostał, to udrożnienie lotniska, żeby przywrócić mu standardowe funkcjonowanie. Na pewno potrwa to do 23:30, ale może i dłużej, czas nie jest najlepszym doradcą. Na bieżąco będziemy informować o ewentualnych zmianach - mówi rzecznik.

Trwa akcja usuwania samolotu

Jak podkreśla, pasażerowie, którzy przebywają na lotnisku, otrzymali wodę oraz kanapki. - Ci, którzy zgłoszą taką potrzebę, zostaną zakwaterowani w hotelu - mówi Kubicki. 

Jak dodaje, akcja nie należała do poważnych. - Niezależnie od skali zagrożenia służby lotniskowe - straż pożarna, pogotowie - muszą zapewnić pomoc. Tutaj nie było takiej potrzeby. Pasażerowie opuścili pokład o własnych siłach, w pełni sprawnych. W takich procedurach najważniejsze jest, aby zapewnić największe bezpieczeństwo - mówi Kubicki. W tej chwili samolot jest usuwany z pasa.

Na lotnisku pracuje Państwowa Komisja

Ekspert Michał Setlak, publicysta lotniczy, w rozmowie z tvn24.pl mówił, że najprawdopodobniej doszło do awarii mechanicznej. Na razie zbyt mało wiadomo, żeby ocenić, jaka była przyczyna awaryjnego lądowania.

Na lotnisko Chopina przybyła Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Ma się również pojawić minister infrastruktury Andrzej Adamczyk.