Policjanci z Warszawy ujawniają szczegóły molestowania. "Powiedział, że trzeba uciszyć kobiety"

Kilka tygodni temu poinformowaliśmy o aferze w Komendzie Stołecznej Policji. Wysokiej rangi policjanci mieli dopuszczać się molestowania seksualnego i mobbingu. Wygląda na to, że na nich się nie skończy.

W połowie listopada ujawniono, że jedna z naczelniczek stołecznej komendy złożyła zawiadomienie o tym, że była molestowana przez swojego przełożonego. Oskarżenie dotyczyło jednego z wicekomendantów KSP. W grudniu prokuratura wszczęła w tej sprawie śledztwo. 

Zaledwie kilka tygodni później na jaw wyszła kolejna seksafera, tym razem dotycząca Wydziału Ruchu Drogowego KSP. Pracująca tam policjantka powiadomiła, że jest w pracy "nękana i wykorzystywana seksualnie" przez przełożonego. Tvnwarszawa.pl podawał, że początkowo w WRD nie traktowano oskarżeń kobiety poważnie. Policjanci podejrzewali, że ma z przełożonym romans. W końcu wszczęto wewnętrzne postępowanie.

Czytaj więcej: Skandal w warszawskiej policji. Policjantka ujawnia prawdę o rzekomym romansie z przełożonym

W mediach padały komentarze, że te sprawy, to prawdopodobnie jedynie "wierzchołek góry lodowej". Teraz okazuje się, że może być w tym sporo prawdy. Potwierdzają to funkcjonariusze z Wydziału Ruchu Drogowego KSP, którzy odważyli się z nami porozmawiać. 

"Pan na włościach"

O wysokiej rangi policjancie z Wydziału Ruchu Drogowego, którego podwładna oskarżyła o molestowanie, nasi informatorzy mają nie najlepsze zdanie. Mówią, że dał się im poznać jako "cyniczny człowiek, który nie dba o dobro swoich podwładnych oraz sam dział". Miało mu zależeć na statystykach, nie profesjonalnym działaniu.

- Ma bardzo dużo znajomości. Zachowywał się jak pan na swoich włościach. Wydawało mu się, że może pozwolić sobie na wiele i nie poniesie żadnych konsekwencji, bo ma "plecy" - opowiadają.

Potwierdzają również, że kwestia molestowania nie była w jego przypadku nowością. O tym, że miał molestować, plotkowano już wcześniej. - Słyszeliśmy, że dobiera się do innych kobiet - przyznają. Opowiadają, że gdy robiło się o tym zbyt głośno, nie pokazywał się przez kilka dni i czekał aż wszystko ucichnie.

Wspominają również, że zaskoczeni byli, gdy niektóre pracowniczki przechodziły na wyższą pozycję, podczas gdy inni pracownicy - nie. - Młode, ładne policjantki bez doświadczenia awansowały, a osoby, które były w wydziale od lat, stały w miejscu - mówią.

Oskarżenie przez podwładną

Z oficjalnego komentarza policji dotyczącego sprawy wynika, że pokrzywdzona policjantka osobiście spotkała się z Komendantem Stołecznej Policji, którego poinformowała o problemie. Nasi informatorzy mówią jednak, że zanim do tego doszło, funkcjonariuszka zwróciła się do swojego przełożonego w Wydziale Ruchu Drogowego. Niestety, żadne kroki nie zostały podjęte.

- Gdy uświadomiła sobie, że chcą uciszyć sprawę, poszła wyżej, do Komendanta Stołecznej Policji - mówią.

Z ich relacji wynika, że rozmowa trwała długo. Po wszystkim kobieta wyszła z gabinetu zapłakana, a komendant wściekły. Miał być zgorszony tym, co się wydarzyło, podobno powiedział, że "nie chce widzieć już tego człowieka w mundurze".

- Myśleliśmy, że tym razem mu się nie upiecze. Potem okazało się, że ktoś znowu pociągnął za sznurki. Zamiast go zwolnić, po prostu go przesunęli - mówią.

Co robi teraz?

Z informacji, której udzielił nam wcześniej rzecznik prasowy KSP Sylwester Marczak, wynika, że przełożony, który został oskarżony przez podwładną o molestowanie i mobbing, zgodnie z decyzją szefa KSP został odwołany ze swojej funkcji. Obecnie pracuje w jednej z warszawskich komend rejonowych.

Pracownicy, z którymi rozmawialiśmy, podejrzewają, że przeniesienie, to tylko gra na zwłokę. Mówią, że mężczyzna, wobec którego prowadzone jest wewnętrzne śledztwo, zniknął z WRD, ale nikt nowy nie pojawił się na jego miejsce. Ponadto, nikt z wydziału nie wie również, jaką funkcję pełni w komendzie, do której został przeniesiony. 

- Nadal trzyma stołek. Przeczekają aż wszystko ucichnie i znowu pozwolą mu wrócić – spekuluje jeden z pracowników.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, do której warszawskiej komendy został przeniesiony mężczyzna. Skontaktowaliśmy się z jej rzecznikiem prasowym. Poinformował nas, że sprawą zajmuje się komenda stołeczna i to do niej należy kierować wszystkie pytania. - Nasza komenda jest jednostką podrzędną i nie potrafię powiedzieć nic na ten temat - powiedział rzecznik.

O to, jaką funkcję pełni obecnie funkcjonariusz oraz kto go zastąpi, spytaliśmy również rzecznika prasowego KSP. Nie odniósł się do naszych pytań. Otrzymaliśmy jedynie informację dotyczącą sprawy, którą wysłano do nas kilka dni wcześniej. Ponownie poinformowano nas, że osoba, której dotyczy oskarżenie, zgodnie z decyzją Komendanta Stołecznego Policji pełni obecnie służbę w jednej z komend rejonowych.

Dalsze ustalenia, m.in. prokuratury czy Biura Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji, będą miały znaczenie przy podejmowaniu kolejnych decyzji. - Do zakończenia czynności jest to jedyny komentarz w tej sprawie – dodaje podkomisarz Marczak.

"Ja tu jeszcze wrócę"

Policjanci z WRD opowiedzieli nam również, co wydarzyło się, kiedy sprawa wyszła na jaw i podjęto decyzję o przeniesieniu przełożonego. Mężczyzna, którego policjantka oskarżyła o molestowanie, zorganizował spotkanie z kierownikami i poinstruował ich, że należy teraz "uciszyć kobiety".

- Na odchodne powiedział jeszcze z ironicznym uśmiechem na twarzy "ja jeszcze tu wrócę" – mówi nam jeden z pracowników wydziału.

Wierzchołek góry lodowej? "Tak"

W sprawie molestowania w komendzie stołecznej dziennikarze często powtarzali, że to tylko "wierzchołek góry lodowej". Spytaliśmy o to pracowników WRD. Potwierdzili. Mówią, że w kadrze kierowniczej Wydziału Ruchu Drogowego są jeszcze dwie osoby, wobec których powinno zostać wszczęte wewnętrzne postępowanie. Wobec jednego ze względu na molestowanie, wobec drugiego – o mobbing.

O pierwszym z mężczyzn mówią, że w swoim zachowaniu wobec kobiet jest znacznie bardziej agresywny niż mężczyzna, wobec którego wszczęto już postępowanie wewnętrzne. Opowiadają, że dochodziło do sytuacji, że dzwonił do przełożonego policjantki, która mu się spodobała i żądał, aby kobieta przyjechała do niego na prywatną rozmowę. Miał nigdy nie odpuszczać. - Jego zachowanie nie jest dla nikogo tajemnicą – dodają.

W przypadku drugiego chodzi o złe traktowanie podlegających mu policjantów. W dziale, którym kieruje, funkcjonariuszy jest podobno niewielu, a spraw bardzo dużo. - U niego nie ma, że coś może zostać załatwione jutro, wszystko musi być na dziś - opowiadają. Dodają również, że całe biuro sprzeciwiło się takiemu traktowaniu przez swojego przełożonego. Poinformowali kadrę kierowniczą wydziału, że są mobbingowani. Sprawa miała mieć swoją kontynuację - mężczyzna miał odbyć rozmowę z przełożonymi. Nasi informatorzy nie wiedzą jednak, czy faktycznie do niej doszło.

O potwierdzenie tego, czy istnieją podejrzenia, że w Wydziale Ruchu Drogowego KSP są jeszcze jakieś osoby, które mogły dopuszczać się molestowania lub mobbingu, zwróciliśmy się do rzecznika prasowego KSP. Podkom. Marczak ponownie nie odniósł się do naszego pytania i dodał, że informacja, którą otrzymaliśmy to jedyny komentarz w tej sprawie do czasu zakończenia czynności.

Próbowaliśmy się skontaktować również z Wydziałem Ruchu Drogowego KSP. Zostaliśmy ponownie odesłani do rzecznika prasowego komendy stołecznej. 

Spotkała Cię podobna sytuacja? Podziel się swoją historią. Napisz na metrowarszawa@agora.pl lub w wiadomości prywatnej na Facebooku. 

Był pewien, że policjanci wlepią bezdomnemu mandat. Bardzo się pomylił. "Jestem w ciężkim szoku"