Atak na hostel na Mokotowie. W środku byli cudzoziemcy. Policja wyjaśnia, co się stało

W piątek późnym wieczorem grupa młodych chłopaków zaatakowała hostel na Mokotowie. Wicedyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej, świadek zdarzenia, był przekonany, że to atak na tle rasistowskim. Policja wyjaśnia.

Marcel Andino Velez w sobotę wieczorem opisał na Facebooku, jak grupa nastoletnich chłopaków napadła na hostel przy ul. Kazimierzowskiej na warszawskim Mokotowie.

"Oblężenie i najście"

Pisał, że chłopcy uzbrojeni byli w paralizatory. Zrobili, jak to ujął, "oblężenie i 'najście' na kamienicę zamieszkaną przez studentów różnych wschodnich narodowości". Opisał również wygląd osób zamieszkujących hostel: Azjaci, osoby ze Wschodu, czarnowłosi i śniadzi chłopcy.

Był przekonany, że był to atak na tle rasistowskim. Jak pisał na końcu, nie ma wątpliwości, że wrócą. Reporter "Stołecznej" dotarł do lokatorów kamienicy. Jednak ci nie chcieli mówić zbyt wiele na temat tego, co się stało. Wspomnieli, że usłyszeli dźwięk rozbijanego szkła oraz, że ktoś rzucił butelką w ścianę kamienicy. Kilka osób miało wedrzeć się do środka, niektórzy mieli trzymać w rękach butelki i noże. 

Czytaj więcej: Zaatakowali hostel, w którym mieszkali cudzoziemcy. Mieli w rękach noże

Nie mogę potwierdzić

W sobotę policja była jedynie w stanie powiedzieć, że rzeczywiście interweniowała w hostelu. Nie mogła jednak stwierdzić, jakie były motywy ataku.

Robert Szumiata, rzecznik mokotowskiej komendy, w poniedziałek rano rozwiał wątpliwości. - Nie potwierdzę doniesień, że atak był na tle rasistowskim. Nikt nie słyszał, aby padły w stronę cudzoziemców jakieś obelgi, żeby doszło do pobicia. Nie było również mowy o tym, żeby ktokolwiek miał jakieś narzędzia zbrodni, typu noże czy paralizatory - informuje.

Konflikt

Jak dodaje po rozmowie z zarządcą i administratorem hostelu, młodzi napastnicy mieli jedynie napluć na podłogę przed wejściem do hostelu. Nie zostało również zniszczone mienie. - Nikt nie zdecydował się również na złożenie zawiadomienia, więc sprawa zakończyła się na interwencji - wyjaśnia.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że istnieje konflikt miedzy mieszkańcami a właścicielami hostelu. Często w noclegowni ma bowiem dochodzić do awantur. Podczas interwencji policji jeden z mieszkańców miał wyjść z mieszkania i powiedzieć, że odbywają się w hostelu burdy.

Prawdopodobnie zachowanie młodych ludzi miało związek z konfliktem. Jak informuje Szumiata, policja kilka razy w tym roku interweniowała w hostelu w sprawie zakłócania porządku.

Jak informuje Marcel Andino Velez w rozmowie z metrowarszawa.pl, policja w poniedziałek skontaktowała się z nim i poprosiła o złożenie zeznań. - Jeżeli poczuję, że będzie potrzeba złożenia zawiadomienia, to tak zrobię. Podczas rozmowy z funkcjonariuszami opowiem o tym, że widziałem paralizator w użyciu - przekonuje.

Rasistowski atak na meczet. Ośrodek udostępnił nagranie z monitoringu [WIDEO]