Kierowcy nagminnie usuwają filtry z aut i trują powietrze? Policja jest bezradna

Usuwanie filtrów cząstek stałych z silników Diesla jest na porządku dziennym. Serwisanci świadczący takie usługi przekonują, że auta bez filtra wcale nie muszą truć powietrza. Policja ma na ten temat inne zdanie. Co mówią badania?

Filtry cząstek stałych są standardowym elementem silników Diesla. Montowanie ich to obowiązek producenta. Bez nich auta tego typu nie spełniają rygorystycznej normy emisji spalin Euro 4 ustalonej przez Unię Europejską. 

Po co filtr?

Filtr ma dwa zasadnicze zadania. Po pierwsze zatrzymać sadzę oraz popioły ze spalin silnikowych, po drugie, gdy będzie ich już wystarczająco dużo - wypalić je. Z tym drugim elementem kierowcy mają największy problem.

Jeśli auto jeździ jedynie po mieście, do całkowitego dopalenia nigdy nie dochodzi i zaczynają się problemy. Filtr cząstek stałych po pewnym czasie zapycha się i trzeba go wymienić. To koszt od ok. 1 tys. do 4 tys. złotych (w zależności od modelu samochodu).

Można się wkurzyć

Usunięcie filtra DFP w Polsce to nie problem. Wystarczy proste wyszukiwanie w internecie i wyskakuje nam cała lista zakładów, które oferują tę usługę. Koszt zależy od modelu samochodu, wynosi między 500 a 1500 złotych. 

Pracownik jednego z warszawskich serwisów samochodowych zdradza, że zgłaszają się do niego nawet autoryzowane serwisy samochodowe, które w imieniu klienta proszą o usunięcie filtra. 

- Jeśli posiadacz np. subaru z silnikiem Diesla wydał już w serwisie 4 tysiące na nowy filtr, a po roku okazuje się, że znowu musi go wymienić, to chyba nic dziwnego, że w końcu się wkurza i chce go usunąć? - mówi. 

Jak wyjaśnia mł. asp. Antoni Rzeczkowski z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji, nie jest to również usługa nielegalna. Wykroczeniem jest wyłącznie poruszanie się pojazdem pozbawionym filtra (jego brak powoduje niespełnienie norm emisji wg homologacji, czyli jest tak samo nielegalne jak zdjęcie zderzaków czy wycięcie pasów bezpieczeństwa, przyp. red.). Niezgodne z prawem jest również przekraczanie norm emisji spalin.

Czy auto bez filtra cząstek stałych truje powietrze? Tu zdania są podzielone.

Jest sposób?

Wszystko, jak tłumaczy nam inny pracownik serwisu samochodowego, zależy od metody usuwania filtra. Przekonuje, że filtr to jedynie "wymysł producentów, żeby zarobić więcej pieniędzy".

Przyznaje, że zna sposób usunięcia go, tak aby samochód nie zanieczyszczał powietrza i przechodził wszystkie testy. Jaki? Tego nie chciał nam zdradzić. - Nie będę uczył innych, jak wykonywać swoją pracę - ucina. Serwisanci zapewniają, że wyjmują wkłady tylko pod warunkiem, że po ich usunięciu auto nadal spełnia normy ekologiczne.

Marcin Lewandowski, inżynier, dziennikarz motoryzacyjny i absolwent kierunku "budowa samochodów" przekonuje, że serwisanci kłamią. "Usunięciu filtra towarzyszy emulator udający, że filtr jest i działa oraz że nigdy nie jest zapchany. Nie ma metody zastępującej działanie filtra. Mechanik myli dymienie z emisją sadzy. To nie jest tożsame" - wyjaśnia w liście do metrowarszawa.pl.

Czytaj więcej: Serwisy samochodowe usuwają filtry z aut. "Tu już nawet maski antysmogowe nie pomogą" [LIST]

Rzeczkowski również przekonuje, że większość samochodów pozbawionych filtrów to "truciciele". - Auto z silnikiem Diesla, z którego całkowicie wycięto filtr zanieczyszcza powietrze 10 razy bardziej niż zwykły samochód - mówi. Na tym przekonaniu jednak się kończy, bo policja właściwie nie jest w stanie sprawdzić, czy samochody filtr mają, czy kierowcy już się go pozbyli.

Jak informuje, poruszanie się pojazdem, który nie spełnia norm ekologicznych może skutkować zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego, a więc niedopuszczeniem do ruchu drogowego. - Kierowca może zostać ukarany mandatem do 500 zł, jeśli pojazd będzie naruszał wymagania ochrony środowiska - tłumaczy Rzeczkowski.

Jest filtr czy go nie ma, to nieistotne 

Wydział Ruchu Drogowego wyposażony w specjalne dymomierze i analizatory spalin, nie jest w stanie za ich pomocą wykryć, czy filtr cząstek stałych jest czy go w aucie nie ma. Można to stwierdzić dopiero po dokładnym badaniu technicznym u diagnosty.

Jak informuje policja z Sekcji Kontroli Ruchu Drogowego w Warszawie, urządzenia pokazują jedynie poziom zadymienia spalin, nie obecność filtra. Jeśli wszystkie pomiary są w porządku i mieszczą się w ustalonych normach, nie mamy podstaw, aby podejrzewać, że filtr został wycięty.

Jak naprawdę szkodliwe są substancje, które wydziela silnik bez Diesla? "Stołeczna" przytacza badanie przeprowadzone przez naukowców w PIMOT na Żeraniu.

Spalinami z pandy potraktowano ludzkie komórki (badania in vitro), a także zwierzęta laboratoryjne (badania in vivo). Następnie zbadano ich stan zdrowia po upływie jednego i czterech tygodni. Wstępne wyniki pokazały, że wyraźnie wzrosła podatność zwierząt na stany zapalne, wykazano zmiany poziomu hormonów.

Udowodniono również, że filtr redukuje do zera poziom toksycznych węglowodorów w emisjach silnika.

Co myślisz o takiej praktyce mechaników? Podziel się swoją opinią. Napisz do nas na metrowarszawa@agora.pl lub w wiadomości prywatnej na Facebooku. 

embed

Honda ostro skręca, wjeżdża na chodnik i uderza prosto w dwie kobiety. Nie zdołały uciec