"Mieszkam w 30-metrowym mieszkaniu. Nie stać mnie, by wydawać prawie 5 tys. zł na ogrzewanie" [LIST]

- Dlaczego nie mogę mieć ciepło w mieszkaniu, na które codziennie pracuję? Nie stać mnie, by wydawać co roku prawie 5 tys. zł - pisze pani Katarzyna, która rozpoczyna batalię z SM Bródno o horrendalne niedopłaty za ogrzewanie.

W lutym 2016 r. kupiłam 30-metrowe mieszkanie przy ul. Turmonckiej. Nieruchomość była świeżo po remoncie, a co za tym idzie, zamontowano w niej nowe kaloryfery. W lipcu ubiegłego roku pojawił się u mnie pan z firmy Techem (firma zajmująca się konserwacją podzielników i sporządzaniem odczytów zużycia CO). Uświadomił mi, że na kaloryferach powinnam mieć zamontowane podzielniki, bez których spółdzielnia nie jest wstanie odczytać właściwych wartości zużytego przeze mnie ciepła.

Urządzenia zostały zamontowane. Pan uprzedził mnie, że prawdopodobnie za sezon grzewczy 2015/2016 będę musiała sporo dopłacić, ze względu na brak urządzeń pomiarowych. „No nic” – pomyślałam. Za błędy trzeba płacić, a nieznajomość prawa szkodzi.

Faktycznie, do dopłaty miałam 1000 zł. Nie kwestionowałam tej kwoty, bo byłam świadoma, że błąd leżał po mojej stronie. Żyłam sobie w przeświadczeniu, że w tym roku już wszystko będzie ok. Jakie było moje zdziwienie, gdy ze skrzynki pocztowej wyciągnęłam rozliczenie CO, z którego wynika, że mam dopłacić 4126 zł za poprzedni rok rozliczeniowy.

Szok! W akcie desperacji poprosiłam technika z Techem o sprawdzenie prawidłowości działania podzielników. Byłam przekonana, że musiał nastąpić jakiś błąd, że czujniki są wadliwe. Pan pojawił się, sprawdził wszystko i stwierdził, że podzielniki działają bez zarzutu i odczyty są nie do zakwestionowania.

Popłakałam się. Technik nieco speszony powiedział, że mogę się odwoływać i składać reklamację do spółdzielni, ale to raczej niczego nie zmieni i będę musiała zapłacić te 4 tys. zł.

Przez chwilę, pomyślałam, że faktycznie zapłacę rachunek, by nie mieć problemów, ale jego wysokość nie dawała mi spokoju. Pracuję w dwóch miejscach, by zapewnić sobie godziwe warunki życia i uiszczenie takiej należności to dla mnie bardzo poważna sprawa. Zaczęłam szukać w internecie. Okazuje się, że z problem podzielników i niesprawiedliwie naliczanych opłat dotyczy setek tysięcy osób w całym kraju.

Dowiedziałam się również, że w podobnej do mnie sytuacji znajduje się ok. 300 osób z mojego osiedla. W tym momencie przeciwko spółdzielni toczą się dwie sprawy sądowe z powództwa zbiorowego o unieważnienie dwóch regulaminów dotyczących rozliczania kosztów CO i montażu podzielników. Niestety moje rozliczenie powstało na podstawie regulaminu z 2016 r. i tego regulaminu jeszcze nie zakwestionowano.

Po przeczytaniu wyjaśnienia spółdzielni na temat wysokości dopłat, które zostało zawarte w państwa artykule, zdębiałam. Każdemu można zarzucić ogrzewanie w sposób „nieracjonalny i maksymalny”, tylko co to dokładnie znaczy? Mam malutkie mieszkanie i przekręcanie kaloryferów na ful właściwie nie wchodziło w rachubę, gdyż było w nim za ciepło. Wychodząc z domu do pracy, praktycznie zawsze przekręcałam pokrętło termostatu na „3”. Czy to jest nieracjonalne korzystanie z ciepła? Nie wiem…

W tym momencie czekam na rekcję ze strony spółdzielni. Kaloryfery mam zakręcone od ponad miesiąca. Nie wiem, co będzie, gdy przyjdą mrozy. Nie wykluczam, że udam się do sądu.

Dlaczego nie mogę mieć ciepło w mieszkaniu, na które każdego dnia pracuję? No nie… oczywiście, mogę mieć ciepło! Tylko jakim kosztem? Nie stać mnie, by wydawać blisko 5 tys. zł. każdego roku. To są moje dwa miesięczne wynagrodzenia…

- Katarzyna (nazwisko do wiadomości redakcji) 

Zobacz także: Nawet 1,5 tys. zł za ogrzewanie na Bródnie. Mieszkańcy wściekli na spółdzielnię. "To jest chore"

***

Jeśli jest coś, o czym chcesz opowiedzieć albo coś skomentować – pisz na adres: metrowarszawa@agora.pl.