"To skandal. Nikt nie zapytał mieszkańców o zdanie". Kto zapłaci za zmianę nazw ulic w Warszawie?

- To nie koniec walki - mówi radny Jarosław Szostakowski o decyzji wojewody w sprawie nazw ulic w Warszawie. Tymczasem zaniepokojeni mieszkańcy pytają, ile to ich będzie kosztować. Sprawdzamy.

"Zmiana patrona ulicy, niezależnie od tego kim ów patron był i kogo proponuje się w zamian, to przede wszystkim duży problem dla osób przy tejże ulicy zamieszkałych lub prowadzących przy niej działalność gospodarczą" - pisze do Metrowarszawa.pl pan Piotr.

Czytaj więcej: Al. Lecha Kaczyńskiego w Warszawie. Decyzją wojewody zastąpi al. Armii Ludowej

Absolutnie niesłusznie nałożona danina

Jak zauważa, zmiana patrona ulicy wiąże się dla tych osób z koniecznością wymiany szeregu dokumentów oraz powiadomienia przynajmniej kliku ważnych instytucji jak też partnerów biznesowych czy, jak podkreśla, zwykłych znajomych.

"Pomijając już czas konieczny do załatwienia owych formalności nasuwa się pytanie, kto miałby za to wszystko zapłacić. Jeśli wszelkie koszty z tym związane miałyby zostać pokryte przez samych mieszkańców-przedsiębiorców wówczas stanowiłoby to rodzaj odgórnie, moim zdaniem absolutnie niesłusznie, nałożonej daniny. Jeśli zaś owe koszty miałby by zostać pokryte przez samorząd to uważam, że byłoby to czyste zmarnowanie środków, które w normalnych okolicznościach mogłyby zostać przeznaczone na zdecydowanie ważniejsze potrzeby" - żali się.

Kto za to zapłaci?

W rozmowie z Metrowarszawa.pl Agnieszka Kłąb, rzeczniczka stołecznego ratusza, wyjaśnia, kto poniesie koszty dekomunizacji ulic. - Jeśli chodzi o tablice z nazwami ulic oraz numerami na budynkach, te koszty poniosą zarządcy lub właściciele budynków. Za wymianę tablic informacyjnych z nazwami w systemie MSI odpowiedzialne będzie miasto (Zarząd Dróg Miejskich), jak również za wszystkie zmiany w ramach komunikacji miejskiej, m.in. nazwy przystanków, nazwy na mapach (po stronie Zarządu Transportu Miejskiego - wyjaśnia Kłąb.

Jak podkreśla, największe koszty dekomunizacji poniosą właściciele firm oraz osoby prowadzące przy danej ulicy, której nazwa ulegnie zmianie, działalność gospodarczą. - Są to koszty wpisu do ewidencji, wymiany pieczątek czy papieru firmowego - wymienia rzeczniczka.

Jak dodaje, zgodnie z ustawą dekomunizacyjną mieszkańcy nie zapłacą za wymianę dokumentów. - Dokumenty, takie jak prawo jazdy czy dowód osobisty, będą obowiązywać aż do utraty przez nich daty ważności - mówi. Rzeczniczka przyznaje jednak, że wszyscy mieszkańcy, którzy płacą w Warszawie podatki, poniosą koszty dekomunizacji. Ile dokładnie to będzie? - Analiza finansowa jeszcze przed nami - mówi Kłąb.

Ostateczna lista zdekomunizowanych ulic

Na mapie można dokładnie sprawdzić, nazwy których ulic mogą zostać zmienione. 

Oczywiście najwięcej emocji budzi zmiana nazwy al. Armii Ludowej na ul. Lecha Kaczyńskiego. Oraz ulic Dąbrowszczaków, o którą jej mieszkańcy walczyli przez wiele tygodni, tworząc petycję czy organizując manifestacje.

Czytaj więcej: Co sądzą mieszkańcy Pragi o zmianie nazwy ulicy Dąbrowszczaków? "Okropna głupota" [WIDEO]

Miasto Jest Nasze wymienia również takie ulice, jak ul. Stanisława Tołwińskiego, drugiego powojennego prezydenta Warszawy oraz prof. Sylwestra Kaliskiego - wybitnego polskiego naukowca.

Mieszkańcy Warszawy w komentarzach piszą, że większe kontrowersje budzi nazwa ulicy Lecha Kaczyńskiego niż Armii Ludowej. - To przecież byli żołnierze, komu oni zawinili, walczyli tam, gdzie musieli - pisze pan Grzegorz. 

Do zmiany jest aż 47 nazw. Czy to już ostateczna lista? Jak mówi radny Jarosław Szostakowski, to nie koniec batalii o dekomunizację. - Rada Warszawy powinna odwołać się od decyzji wojewody. Na najbliższej sesji będzie głosować w sprawie odwołania się do sądu administracyjnego ws zmian nazw ulic al. Armii Ludowej i ul. Dąbrowszczaków. Na kolejnej sesji będziemy rozmawiać na temat pozostałych ulic. Ostateczną decyzję podejmie niezależny sąd - wyjaśnia radny.

Wojewoda dodaje sobie ulice według własnego uznania 

Jak podkreśla, Rada Warszawy na samym początku przedstawiła wojewodzie zaledwie 6 ulic, które zdaniem członków powinny zostać zmienione. - A Zbigniew Sipiera wymienił 47. I okazuje się, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa w tej sprawie - mówi Szostakowski.

Jak dodaje, wojewoda według ustawy ma prawo zmienić nazwy wyłącznie tych ulic, które symbolizują komunizm lub system totalitarny. - Nawet liście stworzonej przez IPN nie pojawiło się kilka ulic, które w piątek wymienił wojewoda. W naszym odczuciu nie miał prawa tego robić - dodaje Szostakowski.

Jak mówi, w przypadku innych ulic nazwy zostały dobrane nieszczęśliwie. - Oprócz złożenia odwołania w sprawie al. Armii Ludowej oraz ulicy Dąbrowszczaków, będziemy zastanawiać się nad zmianą nazw niektórych ulic na jeszcze inne niż zaproponował wojewoda - przekonuje radny.

Na koniec mówi, że to, co zrobił wojewoda, to po prostu skandal. - Nie było żadnych konsultacji z mieszkańcami ani z organami samorządu terytorialnego, część nazw w ogóle nie pojawiła się w dokumentach IPN-u. Lista została rozszerzona. Wyniki konsultacji, które przeprowadziło miasto, w ogóle nie zostały wzięte pod uwagę - stwierdza Szostakowski.

embed