Oburzony mieszkaniec pisze: "Rządowe auta przez cztery godziny stały z włączonymi silnikami pod siedzibą PiS"

Pan Jarosław, który mieszka tuz obok siedziby Prawa i Sprawiedliwości, ma dość parkujących tam na silniku samochodów rządowych. "Cztery godziny na silniku to lekka przesada" - mówi Metrowarszawa.pl.

Na profilu pana Jarosława J. Szczepańskiego pojawiły się zdjęcia 8 listopada, na których widać kilka samochodów rządowych BOR-u zaparkowanych na terenie siedziby Prawa i Sprawiedliwości przy ul. Nowogrodzkiej. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że samochody stały z włączonymi silnikami. Nie 10, nie 20 minut, nawet nie pół godziny. Jak twierdzi mieszkaniec pobliskiego domu pan Jarosław - bite cztery godziny.

Tego wieczoru była duża mgła w Warszawie, więc tym bardziej spotęgowała wrażenie smogu.

Smród jak diabli

"Do kogo - oprócz Prezesa Kaczyńskiego - napisać podanie, żeby te samochody rządowe, które przywożą dostojników na wezwanie do Prezesa na Nowogrodzką 84/86, nie stały na podwórku na włączonych silnikach? Smród jak diabli... trują mieszkańców okolicznych" - pisze na Facebooku pan Jarosław.

Okazuje się, jak informuje serwis naTemat.pl, że tego dnia odbywało się w siedzibie PiS spotkanie na szczycie polityków zjednoczonej prawicy, którzy debatowali nad planowaną rekonstrukcją rządu. Ale, jak mówi pan Jarosław, nie był to pierwszy ani zapewne ostatni raz, kiedy rządowe samochody przyjechały, aby smrodzić pod oknami warszawiaków.

- To ma miejsce zawsze wtedy, gdy dochodzi do tego typu spotkań. Za każdym razem samochody stoją z włączonymi silnikami. Podwórko, na którym parkują, to teren prywatny, należący do spółki Metropol - wyjaśnia. Jak mówi, jeszcze kilka tygodni temu spaliny jakoś się rozchodziły w powietrzu, ale odkąd PiS zbudowało ogrodzenie, to smród jest dużo większy. 

Więcej na ten temat TUTAJ.

Jaki to ma sens?

- Gdy samochody borowskie muszą kogoś ewakuować i czekają w gotowości - to rozumiem, że muszą mieć włączone silniki, ale gdy trwa posiedzenie i wiadomo, że potrwa jakiś czas, to kompletnie nie ma to dla mnie sensu - mówi.

Informację umieścił również na Twitterze Mariusz Gierszewski, dziennikarz Radia Zet. Pod tweetem rozgorzała dyskusja na temat przepisów drogowych oraz o tym, czy samochody uprzywilejowane mają prawo stać z włączonymi silnikami (zgodnie z art. 60. 2. zabrania się kierującemu pozostawiania pracującego silnika podczas postoju na obszarze zabudowanym; nie dotyczy to pojazdu wykonującego czynności na drodze, przyp. red.).

Jak się okazuje - mogą, ponieważ jest to teren prywatny. Straż miejska rozkłada w takich sytuacjach ręce.

Nie ma podstaw prawnych do interwencji

- W ciągu ostatniego miesiąca nie otrzymaliśmy zgłoszenia dotyczącego tej lokalizacji, ale jeśli byśmy je nawet otrzymali, nic nie możemy zrobić. Niestety nie ma podstaw prawnych do podjęcia tam interwencji. To teren prywatny, droga wewnętrzna, a na takiej podstawą do podjęcia interwencji jest wyłącznie niestosowanie się do znaków. A nie ma znaku zakazującego postoju z włączonym silnikiem - informuje Monika Niżniak, rzeczniczka straży miejskiej.

Dlaczego silniki samochodów rządowych muszą być włączone? To pytanie zadaliśmy rzecznikowi BOR-u. Wciąż czekamy na odpowiedź.

Macie podobny problem, byliście świadkami takiej sytuacji? Piszcie na metrowarszawa@agora.pl.

embed