Rozebrała się i nago przeszła przez całe biuro. "Wilk z Wall Street" w warszawskiej firmie

10 tys. zł za przejście przez biuro pełne ludzi. W samych botkach i okularach. Tak bawią się szefowie warszawskich "kotłowni" - firm zajmujących się pseudopośrednictwem finansowym. O ich rzeczywistości pisze portal money.pl.

"Kotłownie" to firmy mieszczące się w nowoczesnych biurowcach w samym centrum Warszawy. W teorii zajmują się doradztwem finansowym, tak naprawdę, jak czytamy w reportażu Mateusza Ratajczaka w money.pl, chodzi o to, by "wcisnąć klientowi inwestycję, której nie rozumie".

"Tu klientem trzeba gardzić. Gdy straci cały majątek, najlepiej go wyśmiać" - pisze Ratajczak. Przytacza historię, w której jednemu z pracowników udało się telefonicznie nakłonić niepełnosprawnego klienta do zastawienia swojego wózka inwalidzkiego.

Po prostu "czelendż"

Szefowie firm nie ustępują Jordanowi Belfortowi z "Wilka z Wall Street" także w kwestii imprezowania. Jeden z nich zaproponował 10 tys. zł temu, kto odważy przejść nago przez biuro pełne ludzi.

Zdecydowała się jedna z pracownic, a filmik z wydarzenia stał się biurowym hitem. Słychać na nim krzyki, piski i dopingowanie. "Ja pier***ę, człowieku, nie wierzę!" - wyrywa się komuś. A naga kobieta wystawia środkowy palec. Jak zdradza informator, to po prostu taki "czelendż".

Inny z menedżerów zaoferował premię za zgolenie całej głowy. Zrobiła to samotna matka z dwójką dzieci. - Dla szefa to przecież były jakieś grosze - mówi informator Ratajczaka. Jeszcze inny rzucał w powietrze banknoty - kto złapał, miał "bon świąteczny".

Firmami, prowadzonym najczęściej przez obcokrajowców i zarejestrowanymi w rajach podatkowych, interesują się służby. Zarzut? Najczęściej to "wykonywanie usług maklerskich bez zezwolenia". Ale zwykle kończy się na umorzeniu.

Więcej w reportażu na money.pl.

embed