Warszawskie zabytki w rękach PiS. Stołeczny Konserwator traci kompetencje. "Katastrofalny pomysł"

Wojewoda Zdzisław Sipiera z Prawa i Sprawiedliwości 31 lipca wypowiedział miastu porozumienie, na mocy którego Stołecznemu Konserwatorowi Zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie.

Porozumienie Wojewody Mazowieckiego z Prezydentem m.st. Warszawy  zostało podpisane jeszcze za prezydentury Lecha Kaczyńskiego w 2003 roku. Rozwiązanie porozumienia zacznie obowiązywać za 3 miesiące, czyli od początku listopada.

Informację o decyzji wojewody z dnia 31 lipca skomentował Stołeczny Konserwator Zabytków, Michał Krasucki, uważany za jednego z najlepszych Stołecznych Konserwatorów w historii Warszawy.

Co to w praktyce oznacza?

Michał Krasucki wyjaśnia, co oznacza wypowiedzenie porozumienia dla Warszawy. "Na terenie całego miasta wszelkich uzgodnień będzie dokonywał już Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków. I dotyczy to zarówno obiektów wpisanych do rejestru zabytków, jak też tych ujętych w gminnej ewidencji zabytków" - pisze Krasucki.

W rozmowie z Metrowarszawa.pl Michal Krasucki mówi, że jest zaskoczony, że wojewoda podjął taką decyzję własnie teraz. - Ostatnio współpraca między stołecznym a wojewódzkim konserwatorem układała się bardzo dobrze. W czerwcu, po długim czasie, w końcu rozstrzygnięto konkurs na Stołecznego Konserwatora Zabytków. W jury był Jakub Lewicki, wojewódzki konserwator, więc jestem zaskoczony, że podjęto taką decyzję właśnie teraz. Kiedy sytuacja się poprawiła, kiedy udaje nam się w końcu pewne rzeczy zmieniać. To jest podcinanie skrzydeł i powrót do stanu z 2003 roku.

Jak dodaje, z dniem 1 listopada Stołeczny Konserwatora traci większość swoich kompetencji. Te zyskuje wojewódzki konserwator. - Teraz to wojewódzki konserwator będzie podejmował wszystkie decyzje dotyczące miasta, dawał pozwolenia na budowę, uzgadniał warunki zabudowy, prowadził nadzór, kontrolę. My będziemy tylko zakładać ewidencję, prowadzić karty, założymy park kulturowy, będziemy prowadzić działania edukacyjne – wyjaśnia.

Krasucki wyjaśnia, dlaczego wypowiedzenie porozumienia jest złą decyzją. - To niesie ze sobą potężne ryzyko chaosu przestrzennego. Problemem są tu tzw.
"samouzgodnienia". Niektóre decyzje, jakie podejmuje konserwator, trzeba wydać w ciągu 14 dni. Jeśli się ich nie wyda, to one się "samouzgadniają" - mówi.

Jak dodaje, w biurze w Warszawie prowadzonych jest około tysiąc takich postępowań w roku. - I to są ważne postępowania, które wymagają, aby się nad nimi pochylić i wydać odpowiednią - odmowną lub pozytywną decyzję. To są decyzje w kwestii budowy budynków w parkach czy w kwestii wyburzeń cennych zabytków. Więc wyobraźmy sobie sytuację, że do urzędu wojewódzkiego, który będzie obejmował większy obszar niż samą Warszawę, spada nagle tysiąc takich wniosków - mówi Krasucki.

To by była zdrada wobec moich pracowników

Jak dodaje, biuro konserwatora w Warszawie zatrudnia prawie 50 osób. - Wydajemy 5 tys. decyzji rocznie, prowadzimy tysiąc postępowań, wydajemy dwa tysiące zaleceń. Na całym Mazowszu pracuje około 80 osób i wydają o połowę mniej decyzji niż my - wyjaśnia.

Michał Krasucki podkreśla, że od listopada Stołeczny Konserwator Zabytków nie będzie miał nic do powiedzenia w kwestii lokalizacji pomników smoleńskich. Ale nie uważa, aby decyzja wojewody o wypowiedzeniu porozumienia wiązała się z jego obawą o "weto" Stołecznego Konserwatora. - Nawet teraz możemy się jedynie odwołać od decyzji wojewody. Ostateczną decyzję i tak podejmuje Minister Kultury - wyjaśnia Krasucki.

W komentarzach na Facebooku pod postem Krasuckiego pojawiły się sugestie, aby wobec tego Stołeczny Konserwator przeszedł do biura wojewódzkiego konserwatora. Stołeczny Konserwator nie miałby jednak wątpliwości, co odpowiedzieć na takie propozycje. - To by była zdrada wobec moich podwładnych, wobec tego, co razem stworzyliśmy, nad czym pracujemy. Nie mogę ich zostawić. Mogę zapewnić, że będziemy wspierać wojewódzkiego konserwatora i opiniować wydawane przez niego decyzje. To jest to, co mogę teraz zrobić - dodaje.

Jan Mencwel z Miasto Jest Nasze jednoznacznie wypowiedział się o decyzji wojewody.

Podobnie jak rzecznik prasowy miasta, Bartosz Milczarczyk.

Pomniki smoleńskie

Stołeczny Konserwator oraz prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz weszli w konflikt z Wojewodą Mazowieckim w ubiegłym roku. Poszło o lokalizację pomników smoleńskich oraz głazu przedstawiającego Lecha Kaczyńskiego, który nielegalnie (bez porozumienia ze Stołecznym Konserwatorem) stanął w kwietniu 2016 r.

To właśnie wojewoda zamówił tablicę z kontrowersyjnym napisem "poległ w służbie ojczyzny", który negatywnie zaopiniowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Słowo "poległ" jest bowiem zarezerwowane dla żołnierzy, którzy ginęli w boju. Krasucki mówił głośno o tym, że postawienie głazu to samowola. Wnioskował o jego usunięcie.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz wiele razy mówiła, że wybrane przez PiS miejsce na pomniki smoleńskie (Krakowskie Przedmieście) jest nieodpowiednie, gdyż zaburza "zamknięty układ Krakowskiego Przedmieścia". 

Nadal będziemy służyć miastu

"Napór inwestycyjny i ilość spraw są nieporównywalne z tym, co było przed 2003 r. W tej chwili Stołeczny Konserwator tylko w ciągu roku wydaje prawie 5000 decyzji, ok. 1000 postanowień (uzgodnienia w zakresie obiektów ewidencyjnych) i wydaje 2000 zaleceń. To dużo więcej niż na całym Mazowszu razem wziętym. Nierzadko są to sprawy trudne i wymagające dokładnych, rzetelnych analiz" - pisze.

Jednocześnie zaznacza, że wraz z końcem porozumienia nie kończy się jego praca. "W tej chwili już w innej roli, ale nadal będziemy służyć miastu, jego mieszkańcom, a przede wszystkim zabytkom. Teraz nawet jeszcze mocniej!" - zapewnia.