"Ta impreza doprowadza mnie na skraj załamania psychicznego". Mieszkanka Mokotowa pisze list

Mieszkanka osiedla na warszawskim Mokotowie w nocy z soboty na niedzielę przeżywała nie zmrużyła oka. Kilometr dalej odbywała się bowiem głośna impreza. Do 10 rano. O 9 postanowiła napisać do nas list.

"Trwająca od 22 impreza ma się podobno skończyć o 10 rano (!) i doprowadza mnie właśnie na skraj złamania psychicznego" - zaczyna pani Joanna.

"Uporczywe łupanie non stop"

"Mieszkam na Białym Kamieniu i jestem przyzwyczajona do hałasu z Pola. Śpię przy zamkniętych oknach, w zatyczkach. Prawie zawsze to pomaga. Tym razem przeżywamy koszmar. Uporczywe łupanie trwa non stop" - pisze.

Wraz z mężem miała nadzieję, że impreza skończy się po północy. "Nic z tego, jest prawie 9 rano i nic się nie zmieniło. Sprawdziłam rozkład imprez w internecie i na stronie Lost Pool znalazłam informację, że mają imprezę trwającą 12 godzin (!) od 22 do 10 rano" - kontynuuje.

Odległość od osiedla Biały Kamień do klubu Skra - ok. 1 kmOdległość od osiedla Biały Kamień do klubu Skra - ok. 1 km fot. maps.google.pl

Pani Joanna nie wie, "kto pozwolił na zgotowanie mieszkańcom takich tortur". "W nocy nie można spać, rano nie da się odrobić nawet kilku godzin snu. Nie każdy jest studentem, który może odsypiać całe niedzielne popołudnie albo i kolejne dni. Jutro trzeba jak zwykle o 6 wstać do pracy, a z jedną weekendową nocą całkiem nieprzespaną i z szarganymi nerwami ciężko będzie to zrobić" - żali się. Jak dodaje, nie jest przeciwna nocnemu życiu miasta, ale jak pisze: Są pewne granice.

Lost Pool na basenach Skry

Pani Joanna nie jest jedyną osobą, która tej nocy nie mogła zmrużyć oka. Jak informuje policja z komendy na Ochocie, zgłoszeń było kilkanaście. Policja organizatorom głośnej imprezy wypisała mandat na kwotę 500 zł. Sprawa trafi również do sądu. 

Czym ta noc różniła się od innych weekendowych nocy? Na pustych basenach Skry odbywała się impreza z cyklu Lost Pool. Pisaliśmy o niej  - w tym samym kontekście - w ubiegłym roku. O jaki rodzaj muzyki chodzi, można przeczytać (i posłuchać) na stronie projektu.

Jedna z mieszkanek Warszawy po feralnej nocy oceniła imprezę na Facebooku na "1". "Ja rozumiem, że zabawa, że lato. Ale ten koszmar, który zafundowaliście dziś mieszkańcom w promieniu przynajmniej 5 km to gruba przesada. Bawić trzeba się umieć z klasą i w poszanowaniu innych" - pisze Anna.

Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie niezadowolony

W poprzednie lato dyrektor klubu Skra zapewniał, że zadba o to, aby hałas wydobywający się z basenów nie przekraczał normy. Dziś mówi: Zawsze znajdą się dwie, trzy osoby, którym wszystko nie będzie odpowiadać. Impreza, o której rozmawiamy, odbywa się kilka razy w roku, do tego w okresie urlopowym. Nie wiem, jak jeszcze zadowolić mieszkańców.

W końcu wyznaje, że chodzi o jedną, bardzo dotkliwą dla klubu sprawę. - Klub Skra jest w trudnej sytuacji finansowej i nie otrzymuje żadnego wsparcia od miasta. Władz nie obchodzi to, że mamy długi względem pracowników, że aby klub mógł funkcjonować, trzeba ludziom wypłacać pensje. Mieszkańcy osiedli też się nad tym nie zastanawiają. Klub zarabia na takich imprezach, bo na czymś musi. Bardzo bym chciał znaleźć rozwiązanie, które zadowoliłoby wszystkich, ale w obecnej sytuacji, przy takim zaangażowaniu w życie klubu władz miasta, nie jest to możliwe - żali się Cieślak.

Latem na basenach Skry mają się odbyć jeszcze dwie imprezy z cyklu Lost Pool. Cieślak zapewnił jednak, że dołoży wszelkich starań, aby nie powtórzyła się sytuacja z weekendu. - Poinformowałem organizatora, że jeśli będą jakiekolwiek problemy związane z zakłócaniem ciszy przy pierwszej imprezie, nie pozwolę na kolejne - dodaje.

Chodzi o tolerancję i wzajemne zrozumienie

Porozmawialiśmy również z organizatorami. Ci zapewniają, że zadbali o to, aby w tym roku nikomu nie uprzykrzyć życia. Została zmieniona m.in. lokalizacja imprezy.

Kilkanaście zgłoszeń to dużo, impreza do rana w plenerze to nie impreza klubowa do 2, 3 w nocy. Zapytaliśmy, czy po doświadczeniach z ubiegłego i tego roku, organizator nie powinien rozważyć przeniesienia imprezy w inne, oddalone od osiedli mieszkalnych miejsce. 

Ola Bladosz, współorganizatorka imprezy uważa, że dla każdego istnieje miejsce w przestrzeni publicznej. "Tu nie chodzi o to, żeby poszczególne subkultury kierować poza miasto. Koncertów międzynarodowych gwiazd nie organizuje się pod Warszawą, żeby nie przeszkadzać sąsiadom. W dużej mierze chodzi tutaj o tolerancję i wzajemne zrozumienie" - pisze.

Podkreśla, że Lost Pool to nie jest wydarzenie odbywające się co tydzień. "Uważamy, że zarówno fani muzyki elektronicznej, jak i artyści związani z tym kierunkiem zasługują na te dwa wieczory w roku. Każdy z nas jest inny, ale to nie znaczy, że większość ma prawo do wykluczenia mniejszości" - kontynuuje.

Zapewniła również, że formuła kolejnych imprez w tym sezonie z cyklu Lost Pool ma ulec zmianie. Na jaką? Tego nie wyjaśnia. 

Nie wydawaliśmy zgody na imprezę

Organizatorzy zapewnili również, że impreza została zorganizowana w porozumieniu z klubem sportowym SKRA oraz Urzędem Dzielnicy zarówno Mokotów, jak i Ochota.

Urząd Dzielnicy Ochota nic jednak o imprezie Lost Pool nie wiedział. Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka urzędu informuje, że w przypadku takich sytuacji, jak zakłócanie ciszy nocnej przez organizatora imprezy, mieszkańcy mogą zgłaszać skargi do urzędu. Ten jednak jest cokolwiek w stanie zdziałać jedynie w sytuacji, w której "impreza odbywa się na ich terenie, za ich zgodą".

"W tym przypadku tak nie było, a zatem nie mamy innych narzędzi niż przekazanie sprawy do właściwych służb - policji i straży miejskiej, co było wielokrotnie, również w poprzednich latach robione" - wyjaśnia Beuth-Lutyk.

W takiej sytuacji mieszkańcom pozostaje telefonowanie na policję i do straży miejskiej oraz pisanie skarg do organu zezwalającego na imprezę (w tym przypadku klub Skra). Jednym z narzędzi jest również petycja, pod którą można zbierać podpisy.

Klub jest w głębokiej zapaści

Klub Skra to obecnie ruina - nikt nie waha się już użyć takich słów. Miasto pod koniec 2016 roku powołało specjalną grupę, która we współpracy z klubem miała wypracować formy dalszego funkcjonowania (w tej chwili klub zajmuje teren bezumownie) i nakreślić plany na przyszłość.Minęło jednak kilka miesięcy i nic się nie zmieniło.

Prezes Skry Krzysztof Kaliszewski w rozmowie z Metrowarszawa.pl przyznał wtedy, że wiąże duże nadzieje z tymi spotkaniami. Minęło jednak kilka miesięcy i nic się nie zmieniło.

Dziś mówi, że wszystko trwa. - Miasto poprosiło nas o przesłanie pełnej dokumentacji, która potwierdzałaby, że to klub zbudował wszystkie obiekty. Udało się wszystko zebrać i trzy tygodnie temu ją dostarczyliśmy. Trochę czasu nam zajęło, żeby wszystko znaleźć - część dokumentów pochodzi nawet z lat 50. XX wieku - wyjaśnia.

Jak dodaje, klub jest w głębokiej zapaści. - Bardzo ubolewam nad tym, że tyle to trwa, ale mam nadzieję, że w końcu coś się zaczyna zmieniać. Może uda się znaleźć inwestorów i coś im zaoferować. W tej chwili łapiemy każdy grosz, ale to też nie znaczy, że mamy uprzykrzać życie mieszkańcom - dodaje Kaliszewski.