Prosił o pieniądze, podając się za powstańca. Ludzie się zaangażowali, w tym dr Ogórek. Teraz to wyszło na jaw

89-letni Zdzisław Pietrzykowski prosił o pomoc, podając się za powstańca warszawskiego. Zorganizowano dwie zbiórki, by pomóc mężczyźnie. Dziś wychodzi na jaw, że pan Zdzisław nie figuruje w bazie kombatantów.

O powstańcu warszawskim, który potrzebuje pomocy, było w ciągu ostatnich dni głośno. Media opisały sprawę cierpiącego na tętniaka Zdzisława Pietrzykowskiego, ps. "Alek". Pojawiła się u niego nawet Magdalena Ogórek. Jednak okazuje się, że 89-letni Pietrzykowski mógł wcale nie uczestniczyć w powstaniu.

Wystarczył jeden post

Wszystko zaczęło się od zdjęcia jednej z kartek, jakie rozwieszał Pietrzykowski. Na mężczyznę natknął się pan Sebastian, który opublikował post wraz ze zdjęciem oraz krótką historią pana Zdzisława.

Pan Zdzisław opisał swoje choroby, m.in. tętniaka. Historia poruszyła wielu. Ludzie zaangażowali się w pomoc. Post pana Sebastiana polubiło ponad 287 osób, 2 636 udostępniło post. Ludzie zaczęli wysyłać pieniądze, prowadzone są aukcje internetowe - na Pomagam.pl w poniedziałek było prawie 6 tys. zł, zbiórka prowadzona jest też na remont jego mieszkania. Sprawę szybko podchwyciły również media. 

"Kategorycznie odmawia spotkania i pomocy"

- W naszej kartotece nie ma takiego - słyszymy w Światowym Związku Żołnierzy Armii Krajowej. - Nie jest naszym powstańcem, nie mamy go w naszej ewidencji - dowiadujemy się także w Związku Powstańców Warszawskich. Żeby tam trafić, najpierw trzeba zarejestrować się w Urzędzie do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Jednak tam również nie ma Pietrzykowskiego. - Nie jest zarejestrowany - słyszymy w urzędzie. Nie słyszeli o nim też w Muzeum Powstania Warszawskiego.

W poniedziałek Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych wydał zresztą oświadczenie w tej sprawie. Czytamy tam, że "pan Zdzisław Pietrzykowski nigdy nie ubiegał się o przyznanie uprawnień kombatanckich z tytułu udziału w Powstaniu Warszawskim, (...) nie figuruje w oficjalnej bazie kombatantów prowadzonej przez Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych".

Pracownicy urzędu "skontaktowali się z Panem Zdzisławem Pietrzykowskim, który kategorycznie odmówił spotkania i przyjęcia jakiejkolwiek pomocy ze strony Urzędu".

Pietrzykowski: Nie chcę jałmużny od powstańców

W poniedziałek Pietrzykowskiego odwiedził nasz reporter Tomasz Golonko. - Powiedział, że nie chce żadnej pomocy od powstańców. Bo nie chce jałmużny - relacjonował. 89-latek potwierdził, że brał udział w powstaniu warszawskim - nosił wtedy ulotki i pocztę.

- Jest uparty. Żona mówi, że powinien przyjąć pomoc od powstańców. Ale on ma swoje zdanie i tyle - dodawał nasz reporter. - Woli żebrać niż prosić powstańców - podkreślał.

"Roznosiłem ulotki i tyle"

- Znam prawdę i to mi wystarczy - mówił Pietrzykowski. Jak dodał, wywiesił kartki z prośbą o pomoc, bo nie ma pieniędzy na jedzenie i leki dla żony. Dlaczego nie ma go w żadnym spisie organizacji zrzeszających powstańców? Roześmiał się na to, mówiąc, że nie chce mówić na ten temat. - Inne pytanie - odpowiadał. I zapowiedział, że nie pójdzie na obchody powstania.

Na miejscu pojawili się też wolontariusze z stowarzyszenia Mohort Pamięci. Pytali, kto dowodził w czasie powstania. - Nazywał się Bartek. Nikt nie przedstawiał się z nazwiska. Łaziło się - opowiadał 89-latek. Podkreślał, że nie jest bohaterem. - Roznosiłem ulotki i tyle - dodał.

"Nie brał on udziału w Powstaniu Warszawskim"

Po spotkaniu stowarzyszenie wydało oświadczenie. Czytamy w nim, że "Pan Pietrzykowski to osoba niewątpliwie potrzebująca pomocy ze względu na stan zdrowia i warunki w jakich funkcjonuje. (...) Po odbytym spotkaniu jesteśmy przekonani, że wydarzenia, o których mówi Pan Pietrzykowski, nie miały miejsca i nie brał on udziału w Powstaniu Warszawskim".

Stowarzyszenie zaznacza, że w trakcie rozmowy nie dowiedziało się o szczegółach rzekomej służby Pietrzykowskiego. "Odnosząc się do filmu udostępnionego w sieci, dotyczącego miejsca, do którego Pan Pietrzykowski dostarczał meldunki, czyli rogu Rakowieckiej i Puławskiej, chcielibyśmy zauważyć, że z posiadanej wiedzy historycznej wynika, że były tam koszary obrony przeciwlotniczej (koszary przedwojenne I pułku lotniczego), obiekt ten nie został zdobyty, Niemcy byli obecni tam do stycznia 1945. W miejscu stacjonowali pancerniacy SS, świetnie uzbrojeni Niemcy w ogromnej sile, były tam też punkty oporu i prowizoryczne więzienie" - czytamy również.

"Po odbytym spotkaniu jesteśmy przekonani, że wydarzenia, o których mówi Pan Pietrzykowski, nie miały miejsca i nie brał on udziału w Powstaniu Warszawskim" - podsumowują członkowie fundacji.

Chcesz widzieć wiadomości z Warszawy na stronie Gazeta.pl ustaw wiadomości lokalne na Warszawę.

fot. Gazeta.plfot. Gazeta.pl Wiadomości warszawskie

Mieszkańcy czekali na to miejsce od dawna. Muzeum, w którym każda rzecz ma swoją historię