Czarnoskóry wyproszony z autobusu. Przewoźnik się broni: Pasażer był agresywny

Kierowca autobusu nie wpuścił do pojazdu obywatela Togo, bo ten jego zdaniem "był niebezpieczny i miał nóż". Tak wynika z relacji żony obcokrajowca. Przewoźnik: Pasażer był agresywny.

O czarnoskórym mężczyźnie z Togo, który nie został wpuszczony do autobusu relacji Warszawa-Berlin, pisaliśmy w sobotę. 12 czerwca udało nam się wysłuchać relacji jego żony, siostry Ludwiki Włodek, która opisała całą sytuację na Facebooku.

Kłótnia o bagaż?

Jak mówi w rozmowie z Metrowarszawa.pl, o zdarzeniu opowiedział jej mąż, ale i osoba, którą mąż wezwał na miejsce do pomocy przy tłumaczeniu z j. rosyjskiego - kierowca miał mówić wyłącznie w języku rosyjskim. Udało jej się również porozmawiać z jednym z pasażerów autobusu, który chce pozostać anonimowy.

Według relacji przedstawiciela Togo oraz świadków, kierowca podniósł głos na obcokrajowca. Podkreślał, że mężczyzna nie może wejść do autobusu, bo ma nadprogramowy bagaż. Zażądał od czarnoskórego uiszczenia dodatkowej opłaty. 

- Mąż nie miał problemu z uiszczeniem opłaty za przejazd - mówi pani Matylda, żona poszkodowanego. - Chciał tylko, żeby mu pokazać w regulaminie, gdzie jest mowa o dodatkowych kosztach. Zdenerwował się, zaczął krzyczeć. Bronił się - mówi nam pani Matylda.

Kierowca nie słuchał nikogo?

Wezwana na miejsce ochrona miała wstawić się za pasażerem. W tym momencie kierowca miał powiedzieć, że obywatel Togo jest niebezpieczny i ma przy sobie nóż. - To mój mąż wezwał policję. Funkcjonariusze też przekonywali kierowcę, żeby wpuścił go do autobusu. Ten jednak nie słuchał nikogo - dodaje pani Matylda.

Jak mówi, interweniowali również pasażerowie. Obsługa miała jednak zamknąć ich w autokarze i nakazała zachować spokój. - Ludzie mówili nawet, że złożą się na ten nadbagaż. Albo, że ktoś weźmie go jako swój - opowiada pani Matylda.

Kobieta wyznaje, że jej mąż mieszka w Polsce od czterech lat. Nieraz spotkał się z rasistowskimi komentarzami kierowanymi w jego stronę. - Ludzie się na niego patrzą, odsuwają od niego, wytykają palcami - mówi.

Doszło do awantury

Asp. szt. Tomasz Oleszczuk z sekcji prasowej KSP przyznaje, że policja otrzymała wezwanie do interwencji na Dworcu Zachodnim. - Z relacji zawiadamiającego wynika, że miało dojść do awantury jednego z pasażerów z obsługą autobusu - mówi w rozmowie z Metrowarszawa.pl Oleszczuk. Podkreśla, że gdy policjanci przyjechali na miejsce, osoby biorące udział w kłótni były już spokojne.

Funkcjonariusze w rozmowach ze świadkami awantury mieli ustalić, że najprawdopodobniej powodem scysji był fakt, że pasażer posiadał ze sobą zbyt dużą ilość bagażu. W związku z tym miała wywiązać się sprzeczka z obsługą autobusu.

- W czasie awantury pasażer miał grozić kierowcom, ci odmówili mu przejazdu, argumentując to obawą o bezpieczeństwo swoje i innych pasażerów - informuje rzecznik prasowy policji.

„Pasażer stwarzał zagrożenie dla innych”

O komentarz zapytaliśmy również firmę Ecolines. Jej przedstawiciele przekonują, że pasażera nie przyjęto na pokład autobusu, bo nie zastosował się do ogólnych warunków przewozu bagażu.

- Nie wyraził zgody na uiszczenie opłaty za przewóz ponadwymiarowego bagażu - czytamy w oświadczeniu. Ecolines dodaje, że pasażer zachowywał się agresywnie, stwarzał zagrożenie dla innych i utrudniał wykonywanie obowiązków służbowych załodze obsługującej odprawę autobusu.

- Później pasażer uniemożliwiał odjazd autobusu poprzez blokowanie drzwi, co zadecydowało o wezwaniu przez załogę ochrony dworca autobusowego, a następnie policji - dodają przedstawiciele firmy.

"Smoluchu" i "Możemy cię pobić". Sprawdziliśmy, czy Polacy reagują na przemoc na tle rasowym. Jest źle

Więcej o: