Starszy pan codziennie rano jeździ z Warszawy do Lublina na grób żony. Poruszający apel

W marcu pani Karolina zauważyła, że pewien starszy pan codziennie siedzi w poczekalni na Dworcu Warszawa Wschodnia i szuka kogoś, kto pojedzie z nim do Lublina. Tam jest grób jego żony. Postanowiła napisać apel.

Przypominamy nasz tekst z marca w ramach "Najlepsze w 2017 w metrowarszawa.pl".

Pani Karolina umieściła na Facebooku wyjątkowy post. Zauważyła, że na Dworcu Warszawa Wschodnia codziennie siedzi w poczekalni starszy pan.

Jeździ na grób swojej żony

"Schludnie ubrany, chociaż beżowy płaszczyk potrzebuje odświeżenia" - pisze. Mężczyzna zapytał Karolinę, czy przypadkiem jedzie do Lublina. Dziewczyna dowiedziała się, że staruszek codziennie jeździ z Warszawy do Lublina, ponieważ jest tam pochowana jego żona.

Jak dodaje, mężczyzna nie może podróżować za bardzo sam - przysługuje mu zniżka oraz asystent. Ale musi go sobie znaleźć sam.

Pani Karolina zaapelowała więc podróżnych na tej trasie - rozejrzyjcie się i zabierzcie go ze sobą do Lublina.

"To się nazywa miłość"

Post udostępniony został ponad 1400 razy. Pod historią Karoliny znalazły się same pozytywne komentarze.

Karola, masz duszę pomagacza i wielkie serducho
Jesteś wspaniałą osobą
To się nazywa miłość

Pani Karolina również jest zaskoczona tym, jak szeroko rozniósł się jej post. Ma nadzieję, że wszyscy, którzy go udostępnili pojadą ze starszym panem do Lublina.

Jeśli wszyscy, którzy polubili wczoraj post lub/i go udostępnili pojadą ze starszym Panem do Lublina, cały rok jest obsadzony asystentami. A kolejka na Wschodnim będzie długa, bynajmniej nie do kas. Dziękuję Wszystkim. Miłego dnia kochani – napisała dziś pani Karolina.

Ojciec polityka

Dziś wyszło na jaw, że starszy pan jest ojcem byłego posła Artura Zawiszy. Jak mówił w rozmowie z portalem Wawalove.pl, jego 89-letni ojciec ma uprawnienia, by jeździć za darmo pociągami, nie potrzebuje więc żadnych zniżek. Szuka czegoś innego - towarzysza podróży.

Jak mówił Zawisza, jego tata ma problemy kardiologiczne, dlatego nie może podróżować sam. Jego żona zmarła w 1983 roku. Chorowała na nowotwór. W sierpniu 1981 roku, tuż przed jej operacją jej mąż ślubował jej, że nie weźmie nigdy alkoholu do ust. Kobieta zmarła półtora roku później. Ojciec, jak mówi Zawisza, został wierny złożonej przysiędze. Do tej pory nie ruszył alkoholu.

Od śmierci żony, ojciec Artura Zawiszy stara się być jak najczęściej na grobie. Jak podkreślił Zawisza, gdyby mógł, byłby tam codziennie.

Byłeś świadkiem jakiejś poruszającej sytuacji? Wzbudziła w Tobie silne emocje? Napisz do nas: metrowarszawa@agora.pl

Był pewien, że policjanci wlepią bezdomnemu mandat. Bardzo się pomylił. "Jestem w ciężkim szoku"