Pojednanie w Cafe Foksal? Po głośnej awanturze o rozmowę o Żydach wypili razem wódeczkę

Dziennikarz Mikołaj Lizut oraz były polski ambasador USA odwiedzili wczoraj lokal Cafe Foksal, którego obsługa oskarżana była o antysemityzm. Przywdziali symboliczne jarmułki i poszli na wódeczkę. Właścicielka kawiarni dołączyła do toastu i sama postawiła kolejkę.

 - To nie ma być prowokacja, chcemy wypić pojednawczą wódeczkę - mówił Mikołaj Lizut przed organizowanym przez Ryszarda Schnepfa, byłego polskiego ambasadora w USA, spotkaniem w jarmułkach w Cafe Foksal. 

Wyproszenie za rozmowę o Żydach

Pomysł na spotkanie to konsekwencja głośnej sprawy, którą opisała na swoim blogu Gburrek - Karolina. Miała być wraz ze znajomymi wyrzucona przez ekipę lokalu za rozmowę o Żydach. Sprawa była o tyle śliska, że nie sposób było dociec, kto kogo tak naprawdę obrażał - obsługa lokalu twierdziła, że to goście wyrażali się w sposób nieodpowiedni o katolikach, klienci twierdzili, że to barmanka nie życzyła sobie rozmowy w jej lokalu na tematy żydowskie.

Ryszard Schnepf postanowił nie roztrząsać sprawy i po prostu - zainicjował wyjście do Cafe Foksal w czwartek o godzinie 20 w jarmułkach. Mikołaj Lizut podchwycił pomysł. Właścicielka Cafe Foksal, jak się okazało - również.

Wszystko nas złączy

- Bardzo miły wieczór w towarzystwie kilkudziesięciu wspaniałych mężczyzn w kipach oraz wspaniałych kobiet. Dzięki za fajną inicjatywę i wbrew tym, którzy chcieli nas skłócić. Pozdrawiamy i mamy nadzieje, że wszystko nas złączy - komentuje wczorajszy wieczór w Cafe Foksal.

Chce ratować swój wizerunek

O swojej racji przekonana jest jednak Karolina, autorka wpisu, który rozpętał burzę. W kolejnym wpisie odnosi się do relacji anonimowego świadka, który wypowiedział się na Portalu Warszawskim. Z jego opisu wynika, że goście Cafe Foksal mieli nazwać "Najświętszą panienkę kobietą lekkich obyczajów" i rzucać kuflami w obsługę.

- Nie wstydzę się tego, co napisałam, bo napisałam prawdę i fałszywe oświadczenia drugiej strony, która chce ratować swój wizerunek tego nie zmienią. (...) Właścicielka mówi, że używaliśmy niecenzuralnych słów na temat Matki Boskiej, ale nie wie jakich konkretnie. W tym samym wywiadzie twierdzi, że to personel restauracji wezwał policję. Policja jednak temu zaprzecza i potwierdza, że dzwoniłam ja i mój partner, nie personel.
Jasne, że tak. Bo na policję dzwonią osoby zagrożone, nie zagrażające - pisze w oświadczeniu na swoim Facebooku.