Oświadczenie Lechosława Kwiatkowskiego w sprawie incydentu w siłowni McFit 4.02.2016

Uważnie zapoznałem się z treścią Państwa Oświadczenia. Poniżej pozwolę sobie się do niego ustosunkować oraz zadać Państwu kilka pytań - wydaje mi się, że z racji bardzo szerokiego odzewu na artykuł Metro i mój, opisujący sytuację post na FB, odpowiedzi na nie mogą zainteresować także innych.

Jak się Państwo domyślacie, w 100% nie zgadzam się z prezentowanymi w oświadczeniu wnioskami odnośnie przebiegu zdarzenia. Są po prostu nieprawdziwe lub w najlepszym przypadku absolutnie jednostronne. Mimo tego, że próbujecie Państwo stworzyć wrażenie, że są one wynikiem jakiegoś "dochodzenia" po prostu prezentujecie najkorzystniejszą dla Was i dla sprawcy wersję wydarzeń. Myślę, że nie tylko dla mnie jest jasne, że i w Waszym i w jego interesie jest jej się trzymać.

Uważam, że dyskusja na temat samego przebiegu napaści powinna odbyć się tam gdzie jej miejsce - na sali sądowej, nie na forum publicznym. Dlatego w moim oryginalnym poście i w tekście "Metro" samo zdarzenie potraktowałem dość zdawkowo, bez wchodzenia w szczegóły. Te zostawiam dla sędziego i biegłych. Także osoby, na które się powołujecie staną się świadkami z prawdziwego zdarzenia dopiero w momencie, gdy staną przed sądem i zostaną pouczone o konsekwencjach składnia nieprawdziwych zeznań.

Dlatego także w tej odpowiedzi nie będę się zajmował samym zdarzeniem, a skupię na rzeczach, które w tej publicznej dyskusji są moim zdaniem ważniejsze.

Z zaprezentowanym przez Państwa stanowiskiem nie zgadzam się także dlatego, że póki co nikt z McFit nie skontaktował się ze mną, aby usłyszeć moją, szczegółową relację. Czyli to, co mówicie, mówicie wyłącznie w oparciu o to, co usłyszeliście od sprawcy i jego towarzyszki.  Bo sprawca tego zdarzenia był TYLKO jeden: ten, który naruszył nietykalność cielesną. Użycie w liczba mnoga w pierwszym zdaniu: "Odnosząc się do incydentu z dnia 3.02.2016 r. wywołanego przez klientów McFit " jest kłującą w oczy manipulacją, która nadaje ton całej reszcie Państwa Oświadczenia.

Meritum mojego postu i wynikłego z na niego tekstu "Metro", było nie zajście, ale zachowanie pracowników McFit. Tu Państwa Oświadczenie bardzo mnie cieszy, gdyż potwierdza moje stanowisko: ani szeregowy pracownik Państwa firmy, ani kierownictwo nie zrobiło nic. W świetle Państwa Oświadczenia, takie zachowanie jest jak najbardziej OK i w zgodzie z polityką firmy: z poszkodowanym klientem przez telefon rozmawiać nie warto (kierownik studia i Pani Halszka N. z centrali), rozmawiać w cztery oczy też nie ma po co, a jak już się taki impertynent do centrali przywlecze, to zjechać windą do lobby szkoda czasu, a do biura zaprosić nie mam mowy. Od biedy można przez telefon pogadać - niech sobie delikwent przewieszony przez blat recepcji na dole leży i pouczeń słucha.

Cieszę się, że tak otwarcie przyznajecie, że mędrkowanie przez telefon to wszystko na co McFit w takiej sytuacji stać i że właśnie pod takim poziomem usług oficjalnie się podpisujecie. Mam nadzieję, że dla wielu osób będzie to istotna wiadomość, którą odczytają podobnie jak ja: to jest standard obsługi klienta, który dla McFit jest  wystarczający.

Nie jest żadnym nadużyciem pisać o wesołości Państwa pracownicy - Pani Halszki N. Tak właśnie było. Najpierw powiedziała pracownicy studia przy Świętokrzyskiej 3, że rozmawiać ze mną przez telefon nie będzie, a potem gdy w końcu udało mi się z nią porozmawiać z lobby Państwa siedziby, śmiała się oj śmiała, gdy opowiadałem jej o przebiegu zdarzenia.

Leszek dopytuje również: - Skąd wiecie Państwo, że [pracowniczka, red.] nie rechotała? Czy jest nagranie tej rozmowy? Czy w konfliktowej sytuacji klient - pracownik po prostu stajecie murem "za swoim", bo dzięki temu możecie się upierać przy korzystniejszej dla siebie wersji zdarzeń?

Kolejne moje pytanie dotyczy zdania: "Pan Lechosław K. nie miał żadnych widocznych śladów zranienia, obrażeń ani zniszczonego ubrania i w pierwszej ocenie pracownika recepcji Pan Lechosław K. nie  wymagał wezwania pogotowia ratunkowego, pomocy ambulatoryjnej ani hospitalizacji."

Czy Państwa pracownicy są merytorycznie przygotowani do dokonania tego rodzaju ewaluacji? Mają wykształcenie medyczny? Dysponują metodami diagnostycznymi, które pozwalają im ustalić skalę obrażeń nie rozmawiając nawet z poszkodowanym? Jeśli wierzycie Państwo, że tak jest, to muszę Was rozczarować - opinia lekarska po zdarzeniu (na piśmie, a jakże) jasno mówi o widocznych na szyi zadrapaniach. Ich obecność potwierdził także przybył na miejsce patrol Policji.

Gdyby ktoś z Państwa pofatygował się na miejsce, w czasie gdy patrol tam był (siedzibę przy Jasnej i studio przy Świętokrzyskiej 3 dzieli, według Google Maps, siedem minut piechotą), nie musielibyście w swoim Oświadczeniu polegać na opisach osób trzecich. Bo te często służą ochronie własnych interesów, a nie zaprezentowaniu prawdy.

Następne pytanie wynika z tego samego cytatu. Gdzie jest "próg bólu" powyżej którego McFit czuje się zobowiązany do podjęcia działania? Rozumiem, trzymając się  Państwa wersji zdarzeń, "impulsywne popychanie" tego nie wymaga. Z cytowanego powyżej zdania wnioskuję, że podarte ubranie już by do jakiegoś działania zmuszało. Co jeszcze? Czy macie Państwo listę/tabelkę, która mówi w wypadku jak mocnego poszkodowania klienta Państwa pracownicy mają obowiązek zapytać czy czegoś nie trzeba? Rozbity nos - tak, dusznie - nie? Podcinanie - tak, popychanie - nie? Złamanie - tak, zwichnięcie nie?.... Bardzo proszę o jasne wyjaśnienie, przez co należy w Państwa klubie przejść, byście uznali, że sprawa jest na tyle istotna, by na przykład zjechać windą i zaszczycić swoim zainteresowaniem.

Ostatnie pytanie. Dlaczego traktujecie Państwo jako "odgrażanie się" moją deklarację, że opiszę sprawę w mediach? Co innego może zrobić klient, który w konfrontacji z arogancją/lenistwem/brakiem kompetencji (?) pracowników swojego usługodawcy czuje się kompletnie bezradny i zostawiony z problemem sam sobie?

Czy macie Państwo tyle do ukrycia, że obietnicę, niepłaconej przez Państwa dział marketingu i PR, obecności w mediach odbieracie jako groźbę? Może wytłumaczycie, jakie Waszym zdaniem zachowanie byłoby w takiej sytuacji tym właściwym?

I wreszcie na koniec prośba: powstrzymajcie się Państwo od wypisywania takich dyrdymałów: " rozumiemy subiektywne, powstałe pod wpływem emocji i wzburzenia widzenie zdarzeń przez Pana Lechosława K ", bo przecież nie macie zielonego pojęcia o tym, w jakim stanie ducha pisałem mój post i komentarz do sprawy. Pisząc takie rzeczy dajecie Państwa wyłącznie kolejny dowód na to, że Oświadczenie, z którym polemizuję zbudowane jest tylko z trzech elementów: opinii sprawcy, który ma powody by kłamać, wyobraźni PR'owców, których stronniczość raczej nie podlega dyskusji i wreszcie myślenia życzeniowego.

Oczywiście, że mój opis jest subiektywny. Ale jeśli chodzi o rzekome "emocje i wzburzenie", które jak rozumiem z Państwa Oświadczenie, musiały sprawić, że wszystko mi się w głowie pomieszało, pragnę zapewnić, że nic takiego nie miało miejsca. Moja, napisana dzień po zdarzeniu relacja, pisana była na chłodno ze skupieniem na faktach związanych z postępowaniem pracowników McFit. I tych, przedstawionych przeze mnie faktów będę się trzymał.

Na końcu pisze: - Ponieważ wiele osób, które ten temat zainteresował może mieć problem w czyją wersję wydarzeń wierzyć, a ja nie lubię być posądzany o kłamstwo, chamstwo i mataczenie, będę zabiegał o to, by jak najwięcej materiałów związanych z tą sprawą zostało, we właściwym czasie upublicznionych. I nie, nie jest to odgrażanie się. Nie jest w moim interesie szkodzenie Państwa opinii - nie mam udziałów w konkurencyjnej sieci klubów fitness i mieć ich nie planuję, nie zostałem też przez nikogo wynajęty, by robić McFit czarny PR.

Zdecydowałem się zabrać głos na publicznym forum, nie jako poszkodowany w możliwym przestępstwie, ale jako rozczarowany konsument, który bardzo źle ocenia Państwa usługi i który uważa, że w kryzysowej sytuacji polegliście na obie łopatki. Zatem jeśli uznacie za celowe kontynuowanie tej dyskusji, prosiłbym, abyście skupili się właśnie na tym wątku.

Więcej o: