"Nie zdążyłem dziś zjeść śniadania". Rozmawiamy z maszynistą pierwszego pociągu na II linii metra

- Nie było dziś dla mnie żadnych niespodzianek. Po prostu normalny dzień pracy - szczerze przyznaje Łukasz Koczywąs, pierwszy maszynista, który pojechał II linią metra, wioząc na pokładzie m.in. prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz i urzędników ratusza. W Metrze Warszawskim pracuje od ponad 10 lat. Najpierw był maszynistą, teraz jest także instruktorem.

Spodobało ci się? Polub nas

Łukasz Koczywąs: Prowadziłem dziś pociąg numer 75, który wyruszył ze stacji Świętokrzyska w kierunku Dworca Wileńskiego o godzinie 9.40.

Czyli prowadził Pan pierwszy pociąg. Ten, na pokładzie którego była m.in. pani prezydent i jej zastępcy?

- Tak. Nawet osobiście poinformowałem ich o tym, że przejeżdżamy pod dnem Wisły. Był to pierwszy, oficjalny pociąg, z naszymi warszawskimi VIP-ami.

Hanna Gronkiewicz-Waltz właśnie ogłosiła otwarcie II linii metraHanna Gronkiewicz-Waltz właśnie ogłosiła otwarcie II linii metra KUBA ATYS Hanna Gronkiewicz-Waltz razem ze swoimi zastępcami udaje się w pierwszą podróż drugą linią metra. Fot. Kuba Atys

Czy mógł Pan wczoraj zasnąć? Był stres przed dzisiejszym startem, przed pierwszym przejazdem na drugiej linii?

- Delikatny, ale podkreślam, delikatny stres. Ze względu na moje doświadczenie, od ponad 10-ciu lat prowadzę pociągi metra, nie był to dla mnie problem. Na pewno też dzięki mojej rodzinie, kolegom z pracy i kierownictwu było mi łatwiej, miałem wsparcie duchowe, także dużego stresu nie było.

Sobota to był dzień na odpoczynek? Z tego, co słyszałem, to od piątku maszyniści, którzy mieli w dniu otwarcia jeździć na drugiej linii, dostali wolne, by regenerować się. Jak pan wykorzystał ostatnie godziny przed niedzielą?

- Sobotę rzeczywiście miałem wolną. Zająłem się typowymi pracami domowymi: byłem na zakupach, sprzątałem, etc. Nie był to jakoś szczególnie przeze mnie celebrowany dzień. Wiedziałem, że w dniu otwarcia muszę rano wstać, odpalić pociąg i ruszyć z pasażerami. Tyle, że zamiast normalnych pasażerów, miałem na pokładzie VIP-ów.

Czy pan już wczoraj wiedział, że będzie prowadzić ten pierwszy pociąg?

- Tak. Dowiedziałem się o tym w piątek od pana prezesa i od mojego szefa, także był to dla mnie olbrzymi zaszczyt, no i na pewno wyróżnienie.

I naprawdę się pan nie denerwował wczoraj? Tak zupełnie na spokojnie?

- Nie no, trochę mi różnych myśli przeszło przez głowę, np. co by było, gdyby się jednak coś zepsuło. Ale podkreślam, że tu ważne jest doświadczenie, a ja pociągami Inspiro, które obsługują drugą linię, zajmuję się praktycznie od momentu, gdy je do nas dostarczono. Razem z kolegami szkoliłem innych maszynistów od samego początku, także wiem o tych pociągach prawie wszystko. Nie było dziś więc dla mnie żadnych niespodzianek. Po prostu normalny dzień pracy.

Łukasz Koczywąs na stacji metra Dworzec WileńskiŁukasz Koczywąs na stacji metra Dworzec Wileński Fot. Michał Radkowski Łukasz Koczywąs na stacji metra Dworzec Wileński. Fot. Michał Radkowski

Rozumiem, że musiał pan trzymać w tajemnicy dokładną datę i godzinę otwarcia drugiej linii. I dziennikarze i warszawiacy dowiedzieliśmy się dopiero dziś rano, kiedy pani prezydent na Twitterze ogłosiła, że stanie się to o 9.30. Pan to wiedział trochę wcześniej. Rodzina i znajomi - jak się domyślam - pewnie pana dopytywali?

- Niestety musiałem zacisnąć zęby. Tajemnica to tajemnica. Zresztą wiedziałem tylko, że dzisiaj rano będę jechał, ale dokładnej godziny też nie znałem. Dowiedziałem się kiedy i gdzie mam podstawić pociąg dopiero, jak przyszedłem rano do pracy.

O której pan wstał dzisiaj?

- Przed piątą.

Ale tak był budzik nastawiony, czy sam się pan obudził o piątej?

- Sam, bo wstaję bez budzika. To już jest moje przyzwyczajenie. Wstaję tak wcześnie, bo prawie codziennie idę na pierwszą zmianę i to wczesne wstawanie to jak w każdy inny dzień pracy.

O której się pan stawił w metrze?

- Przed szóstą.

Jadł pan obfite śniadanie przed wyjściem z domu, czy wręcz przeciwnie, nic panu nie przeszło przez gardło?

- Jeszcze nie miałem czasu zjeść dziś śniadania.

Naprawdę? Jest prawie dwunasta!

- Musiałem osobiście sprawdzić czy pociąg, którym wyruszę dziś na trasę, jest sprawny. Musiał być przygotowany perfekt. Nie było mowy, żeby była jakaś wpadka. Zresztą, ja tak mam. Muszę spojrzeć na wszystko swoim okiem. Jeszcze udało mi się przetestować pociąg przez wyjazdem na drugą linię i dopiero wtedy podstawić go na stację Świętokrzyska.

Ma pan już swoją ulubioną stację metra na drugiej linii?

- Szczerze mówiąc, wszystkie stacje mi się bardzo podobają. Są kolorowe, nowoczesne, bardzo ładnie wykończone. Mogę powiedzieć, że wszystkie są moimi ulubionymi. Byłem w różnych krajach i widziałem wiele stacji, ale będę chwalił swoje. Nie są one tak smutne jak w krajach skandynawskich.

Albo jak nasza stacja Politechnika na pierwszej linii. Też bardzo smutna i szara...

- To prawda, jest ciemna i już trochę przykurzona. A te stacje są kolorowe, błyszczą i z pewnością jeszcze przez długi czas będą wyglądały super.

W przeciwieństwie do pierwszej linii, mamy tu dwie nowości podczas przejazdu. Między stacją Nowy Świat - Uniwersytet i Centrum Nauki Kopernik jest ostry spadek, a dalej w stronę stacji Stadion Narodowy jedzie się pod Wisłą. Czy to jakiś kłopot dla maszynisty?

- Jazda pociągiem jest praktycznie w całości nadzorowana automatycznie. Ale słusznie pan zauważył. To zresztą robili też wszyscy maszyniści, których szkoliliśmy. Mówili, że podjazd pod górkę, a w drugą stronę zjazd sprawiał im kłopoty, ale już po kilku okrążeniach nikt na to nie zwracał uwagi.

Widok na tunel prowadzący w dół do stacji Centrum Nauki KopernikWidok na tunel prowadzący w dół do stacji Centrum Nauki Kopernik Fot. Michał Radkowski Widok na tunel prowadzący w dół do stacji Centrum Nauki Kopernik. Fot. Michał Radkowski

A odczuwa się przejazd pod Wisłą? Bo ja nawet próbowałem się wsłuchiwać, gdy jechaliśmy w stronę stacji Stadion Narodowy, ale nic wyjątkowego czy niepokojącego nie usłyszałem. Pan czuje jakąś różnicę, gdy wjeżdża pod dno Wisły?

- Nie, tego się nie odczuwa. Jeżeli ktoś wie, gdzie znajdują się stacje Centrum Nauki Kopernik i Stadion Narodowy, to wie, że dzieli je Wisła i siłą sugestii może być wyczulony na tym punkcie, ale tak naprawdę z technicznego punktu widzenia tunel jest na takiej głębokości, że nic złego nie może się stać. Potwierdziły to zresztą testy, które robiliśmy. Zapewniam, wszystko jest ok. Perfekcyjnie się przejeżdża i nie ma żadnego przecieku.

Zauważyłem, że w tunelach metra zapalone są światła. Tego nie ma na pierwszej linii. Czy to jest atrakcja związana z otwarciem, żeby więcej było widać?

- Prawdopodobnie tak. Dziś rzeczywiście zostało włączone w tunelu oświetlenie technologiczne, by pasażerowie mogli przez szybę zobaczyć, co tam się znajduje. Zresztą maszyniści mają dziś nawet specjalnie przykazane, by nie rozpędzali się do maksymalnej prędkości, czyli do 80 km/h. Jadą wolniej, by można było podejrzeć jak wyglądają tunele.

Jest pan też instruktorem. Czym różni się szkolenie maszynistów na drugą linię metra?

- Ci, którzy obsługują pociągi na drugiej linii, są jednymi z najbardziej doświadczonych maszynistów. Pracują minimum ponad 5 lat w zawodzie i to jest - można powiedzieć - nasza elita. Szkolenie jest faktycznie trochę inne, bo na drugiej linii mamy dużo automatyki. Tu maszynista musi wiedzieć, że tylko nadzoruje pracę pociągu, nie wykonuje tylu zadań, co na pierwszej linii, gdzie musi o wszystkim decydować sam. Tu większość systemów jest zautomatyzowana, więc maszynistom jest troszeczkę łatwiej.

Czy było specjalnie szkolenie przed uruchomieniem drugiej linii?

- Wiadomo, że maszynista, który nadzoruje pracę systemu, musi mieć olbrzymią wiedzę. Musieliśmy się naprawdę bardzo dużo nauczyć z dziedziny automatyzacji, czyli całego systemu prowadzenia ruchem, bo to się jednak znacząco różni od tego, co jest na pierwszej linii.

To dopytam w takim razie. Co robi maszynista, a za co odpowiada komputer?

- Na przykład system wyhamowuje pociąg, gdy wjeżdża na stację. Maszynista tylko nadzoruje pracę komputera i dba o bezpieczeństwo wymiany pasażerskiej na stacji, bo tego jednak komputer nie zrobi.

Metro na stacji Nowy Świat - UniwersytetMetro na stacji Nowy Świat - Uniwersytet Fot. Michał Radkowski Metro na stacji Nowy Świat - Uniwersytet. Fot. Michał Radkowski

Czyli komputer otwiera też drzwi w pociągu?

- Tak. Cały proces jazdy jest zautomatyzowany. To dosyć obszerny system zarządzania ruchem, który jest nowinką techniczną w Polsce. W żadnym z pociągów w naszym kraju ruch nie jest prowadzony w ten sposób. Ważne jest więc odpowiednie doświadczenie maszynistów, którzy nadzorują pracę systemu. To my wychwytywaliśmy błędy w czasie testów, a uwagi przekazywaliśmy programistom. Wszystkie poprawki zostały naniesione i teraz jest wszystko ok.

Jak wyglądał ostatni tydzień na drugiej linii przed jej otwarciem? Wiemy, że pociągi jeździły zupełnie normalnie, ale bez pasażerów. Były jakieś problemy?

- Nie. Te jazdy w zasadzie polegały już wyłącznie na - jak my to mówimy - nabiciu kilometrów.

Tych wymaganych 5 tys. km?

- Tak, musieliśmy - kolokwialnie mówiąc - wykręcić te kilometry przy tej liczbie pociągów, która ma obsługiwać drugą linię.

Pasażerowie muszą się przyzwyczaić do pociągów Inspiro, które będą nas wozić na drugiej linii, a które na początku, gdy trafiły na jazdy testowe na pierwszą linię płatały figle. Paliły się, były awarie...

- Od momentu, gdy te pociągi zostały wstrzymane, trwały bardzo intensywne prace, by niwelować błędy i usterki. Teraz zostało wszystko dopracowane i nie można nic zarzucić Inspiro, co by przekreślało ich eksploatację. Wszystko jest na najwyższym poziomie.

Więcej o: