"Jeszcze większy burdel niż zwykle". O metrze i wódce, czyli Pożar w Burdelu rusza na Pragę! [WYWIAD]

27 października odbyła się premiera XIX odcinka Pożaru w Burdelu. W najnowszej odsłonie pt. "East Side Story - Musical o metrze i o wódce" burdel trupa zawędrowała na prawy brzeg Wisły, by tam zgłębiać istotę praskiego undergroundu. W Wytwórni Wódek będzie robić "jeszcze większy burdel niż zwykle" aż do 16 listopada.

Ewa Jankowska: Jaki jest ten najnowszy odcinek?

Michał Walczak: Jeszcze większy burdel niż zwykle. Zaczynamy nowy sezon, otwieramy nowy rozdział, pojawiają się nowe wątki. Chcemy zaskoczyć, wykorzystać nowe elementy. Pojawiają się na przykład lalki. Ale jakie, tego już nie zdradzimy.

Pojawia się temat wyborów samorządowych?

Maciej "Max" Łubieński: Ujawnimy zwycięzcę. (śmiech)

Michał: Ostatni spektakl gramy w dzień wyborów, więc będziemy ma bieżąco komentować. Trudno nam powiedzieć, co się wydarzy.

Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Michał Walczak i Maciej "Max" Łubieński/ fot. Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com Michał Walczak i Maciej "Max" Łubieński/ fot. Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Ewa Jankowska: I wszystko tym razem będzie się działo na Pradze.

Michał Walczak: Dotychczas błąkaliśmy się na lewym brzegu Wisły, więc prędzej czy później musieliśmy na Pragę trafić. Trzy lata temu w Wytwórni Wódek, kiedy działał tam jeszcze Teatr Konsekwentny, realizowałem spektakl "Boski romans". Klimat miejsca i dzielnicy wywarły na mnie ogromne wrażenie. Praskie klimaty sprzyjają takim dzikim, offowym działaniom, których naszym zdaniem w Warszawie jest bardzo mało. Bardzo się cieszymy, że kolejny odcinek odbędzie się w Wytwórni Wódek i, że będzie to musical o metrze i o wódce.

Temat zawsze musi wiązać się z miejscem?

Max: Zawsze staramy się to godzić. Tak samo było w przypadku spektaklu, który graliśmy na zaproszenie Nowego Teatru w dawnej bazie MPO na Mokotowie. Uruchomiliśmy wtedy kontekst śmieciowy. Grając w Koneserze, siłą rzeczy musieliśmy podjąć temat wódki, a także tego, że na drugą stronę Wisły przebiło się metro i niedługo zacznie nas tam wozić. Staramy się tworzyć swoistą kronikę Warszawy.

Trzymacie rękę na pulsie.

Michał: Co nie znaczy, że nie marzy nam się taka sytuacja, w której mamy budżet i tworzymy musical wyłącznie o wódce albo wyłącznie o metrze. Na razie działamy trochę na wariackich papierach, korzystając ze wsparcia różnych ludzi i różnych instytucji. Ma to jednak swoje plusy.

Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Katarzyna Chmura-Cegielkowska / teatralna.com Katarzyna Chmura-Cegielkowska / teatralna.com

Jakie?

Michał: Jako burdel artystyczny możemy pozwolić sobie na tworzenie nieczystych form, które są wyrazem naszych inspiracji i fantazji. Stąd pomysł, żeby połączyć temat modernizacji i rewitalizacji Pragi z wódką oraz marzeniem o warszawskiej bohemie. Czyli tym, czym żywi się nasza wędrująca po Warszawie burdeltrupa. Bez względu na to, na ile ten mit artystycznej Pragi jest prawdziwy, to jest on potrzebny jako alternatywa wobec mainstreamu, komercyjnej stron miasta.

Czy wraz z miejscem zmienia się wasza publiczność? Czy do Wytwórni Wódek przyjdzie ktoś zupełnie inny niż do Muzeum Historii Żydów Polskich?

Max: Mamy już swoją stałą publikę, która liczymy, że nas nie zawiedzie. Ale cały czas chcemy poszerzać naszą "bazę konsumencką". Scena jest duża. Na widowni jest 500 miejsc.

Michał: Staramy się przyciągnąć nowych widzów, ale z drugiej strony utrzymać naszych stałych fanów, którzy towarzyszą nam od Chłodnej. Połączyć teatr popularny i masowy z klubową żywiołowością. Underground z mainstreamem.

Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Czy te światy muszą być wobec siebie w opozycji?

Max: Inspiruje nas i jedno o drugie.

Czy burdeltrupa bardzo ewoluowała od pierwszego odcinka?

Michał: Cały czas ewoluuje. W ciągu dwóch lat pokonaliśmy drogę od Klubu Komediowego Chłodna 25, przez różne teatry, Muzeum Historii Żydów Polskich aż do takich industrialnych przestrzeni jak Wytwórnia Wódek. Burdeltrupa składa się z niesamowicie silnych osobowości, które mają własne kosmosy i zmieniają się, jak zmienia się miasto i widownia. Staramy się uczciwie opowiadać o tych przemianach i czerpać z nich inspiracje.

Jak to możliwe, że udaje wam się utrzymać stały skład. Co trzyma was razem?

Michał: Poza wyjątkami rzeczywiście udało się utrzymać pierwotny skład aktorski, być może dlatego, że nie mamy czasu na kłótnie i teoretyczne dyskusje, a wszystkie napięcia staramy się załatwiać na scenie, w pracy. Teatry instytucjonalne kultywują bardzo stary model funkcjonowania, powolny i zhierarchizowany. U nas też jest podział ról, ale jednocześnie traktujemy się po partnersku, bo do szybkiej, intensywnej pracy potrzeba zaufania. Oparcia w grupie. Działanie w hiperaktywnym zespole ludzi, którzy wytwarzają taką niesamowitą, integrującą energię, daje ogromną satysfakcję.

Dlaczego powstał Pożar w Burdelu?

Michał: Z potrzeby spotkania ludzi, którzy nie mieliby szans na współpracę w żadnym z instytucjonalnych teatrów. Szczęśliwym trafem Klub Komediowy Chłodna oferował możliwość eksperymentowania, skorzystałem z tego i od tego czasu jestem gorącym zwolennikiem przestrzeni twórczych, w których mogliby się spotykać różni ludzie i tworzyć. Sami chcielibyśmy mieć takie miejsce, taki klub. Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Jest Klub Komediowy.

Max: Takich miejsc powinno być nie jedno, ale 50.

Michał: Ważne, żeby miasto nie dbało wyłącznie o kwestie materialne, ale również stymulowało budowanie więzi międzyludzkich.

Czujecie się wspierani?

Michał: Wspierają nas przede wszystkim widzowie, przyjaciele i rodziny, dla których Pożar jest przestrzenią integracji, spotkań, wymiany. W produkcji musicalu praskiego pomógł także Koneser i miasto. Chcielibyśmy docelowo otrzymywać dotację miejską jako grupa niezależna, ale korzystać także ze wsparcia sponsorów.

Jak powstają odcinki?

Michał: Razem z Maxem decydujemy się na jakiś temat, najczęściej związany z miejscem i piszemy scenariusz. I potem w dość krótkim czasie realizujemy spektakl. Ale nasza trupa jest do tego przyzwyczajona.

Max: W przypadku tego odcinka mamy wyjątkowo dużo czasu. Aż tydzień.

Michał: Kluczowa jest rama dramaturgiczna i żywiołowy materiał dla postaci, które eksplodują dzięki temperamentowi aktorów, którzy dorzucają do tekstu własne emocje i obserwacje. Każdy spektakl to niesamowity kop energetyczny. Święto.

Jesteście bardziej kabaretem czy teatrem?

Max: My jesteśmy Pożarem w Burdelu.  Jesteśmy poza tymi kategoriami. Nie uczestniczymy w żadnej dyskusji, jedziemy swoim torem.

Michał: I cały czas będziemy się starać utrudnić odpowiedź na to pytanie.

Ale, podobnie jak tradycyjne kabarety, podejmujecie tematy polityczne.

Michał: Kabaret kojarzy się przede wszystkim z tym, co oglądamy w telewizji, ale powoli zaciera się granica między tym, co wysokie i niskie. Widownia też ciągle szuka czegoś nowego. I tu pojawia się szansa dla form dziwnych, nieczystych, które lubi współczesny teatr Jana Klaty czy Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego.

Poszlibyście do telewizji, gdyby was zaprosiła?

Michał: Mieliśmy takie propozycje, ale odmówiliśmy.

Max: Do niczego nie jest nam to potrzebne. Mamy swoją wizję, którą realizujemy, czujemy się spełnieni.

Nie moglibyście grać dla widowni Michała Żebrowskiego?

Max: Jestem pewny, że takie osoby też do nas przychodzą. Ale nie mamy ambicji grania dla wszystkich.

Dlaczego?

Max: Jest to niemożliwe.

Michał: Michał Żebrowski też nie zaspokoi całej Polski. Tym się różnimy od warszawskich teatrów, że mamy swój własny, oryginalny, lokalny repertuar, który rodzi się z indywidualnych przeżyć, z tego, co tu i teraz.

Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Dlaczego ta perspektywa lokalna jest potrzebna?

Michał: Ludzie szukają oparcia w świecie globalizacji, w tym, co znają, co jest w ich zasięgu, w ludziach, z którymi mogą nawiązać bezpośredni kontakt. Czerpię ogromną satysfakcję z pracy z Maxem, z aktorami. Ekscytuje nas mówienie językiem literatury i dramatu o rzeczach lokalnych, pozornie banalnych. I nagle okazuje się, że poprzez nie jesteśmy w stanie zrozumieć kosmos. Chcemy pisać o tym, w czym MY się zakochujemy i co NAS frustruje. Tworzyć własną baśń, zamiast cytować czyjąś.

Skąd czerpiecie pomysły na scenariusz? Z jakich źródeł korzystacie (media, literatura, itp.)

Michał: Ja czytam "Wróżkę" i "Nieznany świat".

Max: Ja słucham opowieści Michała o tym, co przeczytał we 'Wróżce i w "Nieznanym świecie".

Jesteście z Warszawy?

Max: Ja tak.

Michał: Ja jestem z Sanoka.

Warszawiak vs "słoik". Czy to ma jakieś znaczenie w waszej relacji?

Michał: Mieszkam w Warszawie już bardzo długo. Max zrobił mi obrzęd przejścia i zostałem pasowany na warszawiaka. (śmiech)

Max: Nie ma już wielu warszawiaków z dziada pradziada. Warszawa składa się ze słoików albo ze słoiczków, czyli dzieci słoików. Stolica zawsze zasysała, ale na ten temat zaczęto mówić dopiero niedawno. Dobrym przykładem jest Ursynów. Tam mieszka wielu ludzi, którzy przyjechali do Warszawy, ale ich dzieci czują się jak warszawiacy z dziada pradziada i szydzą z mniej warszawskich mieszkańców Białołęki.

Jak wam się razem pracuje?

Max: Fatalnie.

Michał: Bardzo intensywnie.

Wydajecie się kompletnie różni.

Michał: Musimy się różnić, a jednak ten trening tworzenia dla Burdelu sprawił, że rozumiemy się w lot.

Max: Jest pani pierwszą osobą, która to zauważyła. Na ogół ludzie nas mylą.

Pożar w BurdeluPożar w Burdelu Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com Katarzyna Chmura-Cegielkowska/ teatralna.com

Co was śmieszy?

Michał: Nie wychodzimy od tego, co nas śmieszy, ale tego, co nas interesuje boli, wkurza, zachwyca. Szukając języka dla wyrażenia tych emocji tworzymy burdel form i konwencji językowych, co daje efekt komiczny, absurdalny a czasem - dramatyczny. Tak jak w mieście.

Macie już pomysł na kolejne odcinki?

Michał. Następna będzie szopka w Teatrze WARSawy, a potem zobaczymy.

Więcej o: