Niezwykłe odkrycie w warszawskiej kamienicy. Pod podłogą znaleziono przedwojenny list miłosny

Podczas remontu starej kamienicy w centrum Warszawy robotnicy znaleźli schowany pod podłogą list. "Jako nagrodę Książątko otrzyma najnowszą moją fotografię" - pisze jego autorka. Przetrwał blisko 80 lat!

Kartka została napisana miesiąc przed wybuchem II wojny światowej. Znaleziskiem pochwalił się znany dziennikarz Bartosz Węglarczyk.

Poszukiwacze skarbów

- Jedna kartka zapisana obustronnie ładnym, równym pismem przez niepodpisaną panią trafiła do mnie, za co bardzo dziękuję szefowi ekipy budowlanej - wyjaśnia. Nie zdradza jednak, w którym budynku została znaleziona. 

Ekipa nie chce, żeby pisać, w którym budynku to zostało znalezione. Boją się poszukiwaczy skarbów - wyjaśnia w rozmowie z metrowarszawa.pl Bartosz Węglarczyk.

"List od Książątka" 

Autorka listu włożyła w niego wiele serca. Mężczyznę, do którego pisze nazywa "Książątkiem" i nie szczędzi mu czułych słów. 

Piękną karteczkę z Ciechocinka otrzymałam, po której poczułam świeże zamiłowanie do automoblizmu. List ostatni Książątka wymaga specjalnego podziękowania, słowa zawarte w nim są tak serdeczne i miłe, że naprawdę mnie wzruszyły, jako nagrodę za nie otrzyma Książątko najnowszą moją fotografię.

Tragedia "syna p. Mrozowskiej"

Co zdradza przedwojenny list? Jego autorka opisuje katastrofę drogową, do której doszło między stacjami w podwarszawskim Powsinie i Klarysewie. Zderzyły się tam czołowo kolejki. W wypadku zginęło osiem osób, a 250 zostało rannych. 

Trzeba było pracować w największym pośpiechu, bo pożar ogarniać już zaczął ten wagon, w którym biedaczka była uwięziona. Syn napróżno usiłował wyciągnąć matkę, która przygnieciona, ze słowami modlitwy na ustach z rezygnacją czekała śmierci - czytamy w liście datowanym na 18 lipca 1939 roku.

Z wiadomości możemy się też dowiedzieć, że "syn p. Mrozowskiej", wyszedł z wypadku bez uszczerbku, ale nie udało mu się wydobyć z wagonu przygniecionej i ciężko rannej matki.

Kim była autorka listu - nie wiadomo. - List był jednak wystarczająco ważny, by schować go pod podłogą, zapewne w obliczu wchodzących do miasta wojsk niemieckich - mówi Bartosz Węglarczyk. Dziennikarz chciałby zidentyfikować autorkę dokumentu. I przyznaje, że znalezisko niezwykle go wzruszyło. - Ech, kiedyś ludzie to potrafili do siebie tak cudnie pisać... Piękny list, piękny, choć i okrutny kawałek historii Warszawy - mówi. 

A TERAZ PRZECZYTAJ: "Homofob w moim kinie?" Widzowie nie chcą Wojciecha Cejrowskiego i protestują