Obóz zagłady przy warszawskim dworcu? Po kilkudziesięciu latach w końcu rozwiązali zagadkę

Tajemnica tuneli przy Dworcu Zachodnim rozwiązana. Jak przekonuje historyk Zygmunt Walkowski podczas II wojny światowej obok Dworca Zachodniego nie było komory gazowej.

Sprawa KL Warschau od lat wzbudza emocje. Wiadomo nie od dzisiaj, że podczas II wojny światowej w okolicach Dworca Zachodniego Niemcy zbudowali obóz dla więźniów.

Spór dotyczył tego, czy był to jeden z obozów zagłady czy też obóz pracy. Historyk Zygmunt Walkowski przekonuje, że poznał odpowiedź na to pytanie.

Tunel był przejezdny

- Podczas II wojny światowej obok Dworca Zachodniego nie było komory gazowej - powiedział Walkowski podczas konferencji prasowej w Archiwum Akt Nowych, która odbyła się w ostatni wtorek. Badacz dowiódł, że główną część obozu koncentracyjnego zlokalizowano przy ul. Gęsiej, czyli przy obecnej ul. Anielewicza. Przetrzymywano tam greckich i węgierskich Żydów.

- Podstawą badań były niemieckie zdjęcia lotnicze robione podczas wojny przez Luftwaffe. Dzięki wizycie w Stanach Zjednoczonych udało mi się przywieźć z tamtejszego archiwum do kraju kilka tysięcy skanów tych fotografii - tłumaczył Walkowski. Dzięki tym zdjęciom historyk oszacował wysokość komina jedynego krematorium w Warszawie (położonego przy ul. Karmelickiej 17a) na 15 metrów wysokości.

Wskazał jednak, że na obszarze przylegającym do Dworca Zachodniego (w pobliżu ronda Zesłańców Syberyjskich, a jeszcze dokładniej przy ulicy Bema) nie było żadnej niemieckiej infrastruktury obozowej. Tunel był przejezdny przez cały okres II wojny światowej. Udowodnił też, że teren Lasku na Kole nie był częścią obozu niemieckiego. Mieszkali tam pracownicy instytucji komunalnych w Warszawie.

- Ta ekspertyza będzie brzemienna w skutkach. Sądzę, że dzięki niej w Instytucie Pamięci Narodowej powstanie dokument, który będzie stanowił wytyczną i pozwoli upamiętnić ofiary - podkreślał varsavianista.

Spór trwał przez lata

Kontrowersje wokół KL Warschau narastają od lat 70 - tych ubiegłego wieku. Kiedy w tunelu odnaleziono urządzenia nawiewne, wielu ekspertów przekonywało, że musi być to niemiecki system wtłaczania cyjanowodru z Cyklonu B.

W 2008 roku doktor Bogusław Kopka z Instytutu Pamięci Narodowej przekonywał, że nie ma żadnych dowodów na istnieje komory. – Niemcy nic nie znaleźli w swoich archiwach na ten temat. Nie istnieją żadne dokumenty – przekonywał. Jego zdaniem obóz nie był tak wielki, jak sądzono jeszcze kilkadziesiąt lat temu.

20 czy 200 tysięcy ofiar?

Z Kopką nie zgadzała się m.in. sędzia z dawnej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich Maria Trzcińska. Kobieta, która nagłośniła sprawę w latach 70 wydała dwie publikacje na temat „KL Warschau”. Jej zdaniem w ciągu dwóch lat działania obozu Niemcy wymordowali ponad 200 tys. więźniów.

„KL Warschau” powstał w lipcu 1943 roku i działał do 5 sierpnia 1944 roku. Zdobyli go powstańcy warszawscy, którym udało się ocalić blisko 400 żydowskich więźniów. Obóz koncentracyjny w różnych okresach jego funkcjonowania zajmował teren więzienia na Pawiaku przy ul. Pawiej, teren nieistniejącego wojskowego więzienia przy Gęsiej i okoliczne ulice. Według zeznań niemieckich oficerów uśmiercano hitlerowcy uśmiercali nawet 400 osób dziennie. Jednak zdaniem ekspertów z IPN to zawyżone dane a, w KL Warschau zginęło w sumie 20 tysięcy ludzi.