"1994 Warszawa" - pan Paweł kręci stolicę z poloneza Caro. Po 21 latach robimy to samo

- Po prostu nudziło mi się, wziąłem kamerę i nakręciłem - tak o swoim filmie ?1994 Warszawa? opowiada jego twórca Paweł Giżewski. Właśnie mija 21 lat od jego powstania. 10-minutowe wideo to obraz stolicy z początku lat 90-tych. Film był kręcony z okna samochodu. Widzimy, jak wyglądała wówczas Praga-Północ, most Śląsko-Dąbrowski oraz Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Kilka dni temu przejechaliśmy się tą samą trasą. Warszawa z 2015 roku prezentuje się zupełnie inaczej. Zobacz, co się zmieniło.

Spodobało ci się? Polub nas

21 lat później pokonaliśmy tę samą trasę samochodem i rowerem. Musieliśmy się przesiąść na dwa kółka, bo od kilku lat nie można wjechać z Trasy W-Z ul. Kapucyńską w stronę Krakowskiego Przedmieścia. Zobaczcie, jak bardzo różni się dzisiejsza Warszawa od tej z 1994 roku.

Film "1994 Warszawa" to prawdziwa perełka wśród internetowych zbiorów. Amatorskie wideo zrobione kamerą VHS to 10-minutowy dokument pokazujący, jak wyglądała stolica 21 lat temu. Film był kręcony 31 marca 1994 roku z samochodu. W środku była kamera, która rejestrowała mijane ulice, autobusy, tramwaje, ludzi, budynki, pomniki, kioski i... reklamy, które dodawały koloru szaro-burej Warszawie. Zaskakuje bardzo szerokie Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat - obie ulice miały wówczas po dwa pasy ruchu w każdą stronę i można tu było wówczas wjechać samochodem. Dziś to niemożliwe, bo jeżdżą tędy tylko autobusy, taksówki i auta ze specjalnymi identyfikatorami dla mieszkańców. Także ul. Wybrzeże Szczecińskie w niczym nie przypomina dzisiejszej. Zamiast wąskiej ulicy wzdłuż Wisły po praskiej stronie, mamy szeroką arterię ze ścieżką rowerową i chodnikiem po obu stronach jezdni. Nie zobaczymy też już dziś słynnych "parówek" - tramwajów, które przez 50 lat woziły warszawiaków, ani wspominanych z nostalgią nieodżałowanych ikarusów - nieśmiertelnych autobusów, które w latach 90. opanowały stołeczne ulice. Rozmowa z twórcą filmu "1994 Warszawa" Pawłem Giżewskim Pana film to niesamowita niespodzianka dla wszystkich, którzy z rozrzewnieniem wspominają lata 90-te i tamtą Warszawę. Takich materiałów wideo jest w Internecie naprawdę niewiele. Można znaleźć sporo zdjęć z tej dekady, ale rzadko kiedy trafiają się tak długie filmy. Myślał pan już wtedy, że to będzie taśma, którą fajnie będzie się oglądało po latach?

Paweł GiżewskiPaweł Giżewski Fot. archiwum prywatne

Paweł Giżewski: Zupełnie tak nie myślałem. Byłem wtedy amatorem filmowcem i bawiłem się kamerą od czasu do czasu. Mnie to po prostu fascynowało. Tego dnia wpadłem na pomysł, że przejadę się po mieście i jak będzie jakaś ciekawa sytuacja, to zrobię z tego filmik. Ale nakręcił pan przejazd samochodem. - Jechałem wtedy polonezem caro. Film nakręciłem używaną kamerą Hitachi, którą kolega przywiózł mi z Niemiec. Musiałem trochę przy niej pomajstrować, żeby działała, ale nie był to dla mnie problem, bo jestem elektronikiem. Ciekawie to wyglądało, ponieważ kamerę trzeba było jakoś zamontować. Pamiętam, że była duża i miała wielką metalową, ogumowaną rączkę. Dzięki temu kamera idealnie zmieściła się między podsufitką a zagłówkiem. Musiałem trochę przesunąć fotel, podnieść oparcie, żeby się trzymała. Kamera miała czarno-biały wizjer, przez który mogłem zerknąć, czy wszystko jest w porządku. Zresztą to widać na filmie, że się zatrzymywałem kilka razy po to, by skontrolować obraz i sprawdzić, czy kamera się nie przesunęła. I to są te momenty kiedy w filmie jest przeskok? - Ta kamera była dosyć kapryśna i czasami potrafiła się wyłączyć, stąd ten przeskok. Gdy ją kupiłem, nie miałem oryginalnej baterii i pojechałem specjalnie na Wolumen (potoczna nazwa popularnej giełdy elektronicznej przy ul. Wolumen na Bielanach - przyp. red.). Tam znalazłem jednak inną, która wielkością i parametrami była podobna do oryginału. Potem własnoręcznie zbudowałem prowadnicę pasującą do kamery. Od tej pory mogłem kręcić z ręki i nie byłem już uzależniony od gniazdka. Ile miał pan wtedy lat? - Miałem 25, 26 lat. Już pracowałem. I mieszkał pan na Pradze? - Tak, przy ul. Kłopotowskiego. Zresztą na moim kanale na YouTube jest jeszcze film, na którym widać jak kręcimy panoramę Warszawy z dachu 11-piętrowgo bloku. Miałem wtedy jazdę na robienie takich rzeczy i pomyślałem, że skoro już mam kamerę, to ją wykorzystam. I tak łaziliśmy z chłopakami po dachach, ja filmowałem Warszawę i komentowałem to, co było widać. Potem szliśmy do mnie do domu i oglądaliśmy nagrany materiał. Całkiem fajny film z tego wyszedł.

 

Wszystkie pana filmy to kapitalny obraz Warszawy czasu przemian. Widać miasto, które zaczyna kolejny - barwny, chaotyczny, mocno kiczowaty - etap swojego życia. Komentarze umieszczone pod filmami są z jednej strony bardzo pozytywne dla pana pomysłu, natomiast internauci piszą, że Warszawa, którą oglądają to "wioska" i "bardzo smutne miasto". - Rzeczywiście, Warszawa jest dziś trochę inna, na szczęście nie jest zupełnie inna. Na filmie "1994 Warszawa" widać fragment Portu Praskiego. Choć niewiele się tam zmieniło, to teraz przy ul. Okrzei budują kolejny nowy blok. Na filmie widać też stary rozpadający się budynek przy ul. Krowiej, dziś już go nie ma, stoi za to piękny apartamentowiec. Fajnie wygląda w filmie Wybrzeże Szczecińskie. W 1994 roku to była wąska ulica, bo nie było tam takiego ruchu jak dziś, gdy są po dwa pasy ruchu w każdą stronę. Ale zmiany widać też po lewej stronie Wisły, bo w tym czasie powstało dużo wieżowców. Ale przede wszystkim na pana filmie widać, jak bardzo zmieniło się Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat. Kręcąc kilka dni temu filmik na tej samej trasie musiałem przesiąść się z samochodu na rower. Dziś nie wjadę tam osobówką, piesi mają szerokie chodniki, jezdnie zostały mocno zwężone, nie ma tylu samochodów. Wtedy skręcał pan z Nowego Światu w ul. Foksal. Dziś jest to niemożliwe, jeśli jedzie się autem. - Też to zauważyłem. Podobnie jest ze zjazdem z Trasy W-Z w ul. Kapucyńską. Wówczas można było tym skrótem dojechać na Miodową, dziś mogą to zrobić tylko rowerzyści. Ilekroć jestem w Warszawie przyglądam się zmianom i widzę, że to bardzo szybko następuje. Dlaczego wybrał pan taką trasę? - Pomyślałem, że zrobię sobie taką pętlę: z Pragi przez centrum i znów na Pragę. Jak byłem młodszy, to bardzo dużo jeździłem na rowerze. Nie było wtedy jeszcze ścieżek rowerowych, a ja często wybierałem trasę przez most Śląsko-Dąbrowski na Stare i Nowe Miasto i do domu wracałem Mostem Gdańskim. Czasem z Trasy W-Z skręcałem w drugą stronę na Krakowskie Przedmieście i dalej Nowym Światem w stronę mostu Poniatowskiego. Ta trasa z filmu to taki ukłon w stronę moich wspomnień z dzieciństwa. Internauci pytają czemu nie ma zarejestrowanego przejazdu mostem Syreny, którego dziś już nie ma, bo w jego miejscu wybudowano most Świętokrzyski. - Zepsuła mi się kamera: albo spadła albo się wyłączyła. Podejrzewam, że to się stało tuż przed wjazdem na most Syreny, a nie mogłem się przecież na nim zatrzymać, bo to było niezgodne z przepisami ruchu drogowego. Ustawiłem już kamerę przy Wybrzeżu Szczecińskim, co widać zresztą, bo tam jest ciąg dalszy mojej przejażdżki. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę, że na samym końcu filmu widać, jak skręcam z ul. Okrzei w Panieńską. Stoi tam stary autobus z obcą rejestracją, jakich w okolicy w tamtym czasie było bardzo dużo. Parkowały tam autokary z ludźmi z byłych republik radzieckich, którzy handlowali na stadionie X-lecia. Obok mojego bloku bardzo często można było spotkać samochody osobowe - moskwicze, łady, zaporożce, zapełnione do granic możliwości, z ludźmi w środku, a na dachu stały przywiązane sznurkami kanistry z paliwem. Nocą spali na osiedlowych parkingach, a rano ruszali w stronę Jarmarku Europa, Jeszcze obok, na ul. Kłopotowskiego, do dzisiaj stoi budynek, w którym w tamtym czasie był hotel, gdzie bardzo wielu Rosjan wynajmowało wtedy pokoje. Zobacz w 4. minucie most Syreny:

 

Co się stało, że zdecydował się pan upublicznić ten filmik? - Mam ogromny sentyment do tego miasta. Wyprowadziłem się stąd w 1999 roku. Teraz mieszkam w górach z rodziną. W Warszawie się urodziłem, tu mam wielu znajomych, których chętnie odwiedzam. Tęsknię za tym miastem i to spowodowało, że wrzuciłem filmiki. Zrobiłem to także dlatego, bo widziałem, że inni też umieszczają podobne rzeczy w sieci. Ale przyzna pan, że takich filmów jest naprawdę mało. - No tak, kamery wtedy były bardzo drogie i nie każdy mógł sobie pozwolić na taki zakup. Także technika nie była wówczas tak rozwinięta, jak teraz, gdy każdy może sobie komórką nakręcić film. Wrzucił pan film w 2013 roku. Czy wtedy po raz pierwszy obejrzał pan ten film po latach? - Nie oglądałem wcześniej swoich materiałów wideo. Któregoś dnia postanowiłem je przejrzeć i zrobić z nimi w końcu porządek. Okazało się, że mam filmiki nie tylko pokazujące Warszawę, ale też wideo z wielu imprez ze znajomymi, które nie nadawały się do wrzucenia na YouTube'a (śmiech). Poza tym nie chciałem nikomu robić obciachu ani prezentować wizerunku przyjaciół bez ich zgody, chociaż pewnie by się ucieszyli, gdybym im zrobił prywatny pokaz. Jeśli chodzi o film o Warszawie, to pomyślałem że wrzucenie na YouTube'a to dobry sposób archiwizacji starych materiałów wideo i może to być fajna pamiątka i dla mnie i dla potomnych. Natomiast kasety VHS z technicznego punktu widzenia mogą się zestarzeć i być może zapis będzie już nie do odzyskania. Jest też coraz mniej sprawnych magnetowidów i odtwarzaczy VHS. Dlatego pomyślałem, że to dobry moment, aby te materiały zgrać do komputera. Potem trochę je przemontowałem i wrzuciłem na swój kanał na YouTube'a. Teraz widzę, że dobrze zrobiłem, bo ktoś to ogląda, komentuje i zwraca uwagę na różne niuanse. To mnie też cieszy. Gdy robiłem ten film, to naprawdę nie było dla mnie nic nadzwyczajnego. Po prostu nudziło mi się, wziąłem kamerę i nakręciłem. I w sumie jest 5 filmików. Czy będą kolejne pokazujące Warszawę? - Niestety, nie mam już chyba więcej materiałów, gdzie widać ulice, ludzi, autobusy i po prostu miasto.

 

Czy planuje pan nakręcić film pokazujący stolicę dziś? Za 20 lat może być on równie ciekawy, jak ten z 1994 roku. - Miałem taki pomysł, żeby przejechać się tą samą trasą i nakręcić to zwykłym rejestratorem cyfrowym. Ale skoro pan to zrobił, to chwilowo odstąpię od tego pomysłu, natomiast mam kilka starych zdjęć z Pragi, na których jestem z moimi rodzicami i mam plan, by po 40-stu latach wrócić w te same miejsca i spróbować je sfotografować, o ile w ogóle je odnajdę i poznam. Do dziś lubię przeglądać nasze stare rodzinne fotografie. To były lata 70-te. Mam wiele zdjęć z okresu dzieciństwa. Wtedy słońce świeciło jakby mocniej, na ulicach nie było tylu ludzi i samochodów. W nocy ruch na Pradze w ogóle zamierał. Chyba żyło się o wiele spokojniej. Zdjęcia robił mój tata aparatem Zenith-C. Opowiadał mi, że kupił go od pewnego Rosjanina na Starym Mieście. Mam ten aparat do dziś i jest on nadal sprawny.

Paweł Giżewski na drabinkach przy ul. Okrzei, zdjęcie po prawej zostało zrobione 40 lat po fotografii umieszczonej z lewej stronyPaweł Giżewski na drabinkach przy ul. Okrzei, zdjęcie po prawej zostało zrobione 40 lat po fotografii umieszczonej z lewej strony Fot. archiwum prywatne

Paweł Giżewski na drabinkach przy ul. Okrzei, zdjęcie po prawej zostało zrobione 40 lat po fotografii umieszczonej z lewej strony, fot. archiwum prywatne

Więcej o: