Seks, narkotyki i kawa, czyli jak się żyje w korporacji. Recenzja książki "...i wyjechać w Bieszczady"

Kto z nas nie powiedział kiedyś "A może by tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?". Zdaje się, że ta pointa dowcipu prześladuje wielu pracowników wielkich korporacji.

Zmęczeni ciągłym ciśnieniem na wyniki i kalendarzami zapełnionymi spotkaniami, podczas których rozmawia się o tym, co trzeba zrobić, zamiast to robić, marzymy o tym, żeby znaleźć swoje Bieszczady...

Jak się pracuje w korporacji?

Autorka kryjąca się pod pseudonimem Sara Taylor od lat pracuje w jednej z warszawskich korporacji. Zna to życie od podszewki i postanowiła podzielić się swoimi spostrzeżeniami. Tak powstało “...i wyjechać w Bieszczady. Thriller z Domaniewskiej”.

Ten tytułowy “thriller” może być mylący. Jeśli spodziewacie się wartkiej fabuły z warszawską korporacją w tle, muszę was rozczarować. To wnikliwa analiza wszystkiego, co korporacyjne i okołokorporacyjne - zaczynając od zarobków i umów, przez życie towarzyskie i prywatne po wizyty na kozetce psychoanalityka. Co swoją drogą również może przyprawić niektórych o ciarki na skórze.

Sex, drugs and… kawa

Pomimo że książka to w zasadzie para-naukowa analiza różnych aspektów życia korpoludków, to czyta się ją bardzo szybko. Wystarczy zarezerwować sobie jeden wieczór. Pierwsze partie co prawda nie zachęcają - zwłaszcza kogoś, kto już zetknął się z korporacją. Wszyscy wiemy przecież, że nie wszyscy zarabiają po 10 tysięcy złotych miesięcznie i nie wszyscy mają umowy o pracę. Potem robi się jednak ciekawiej.

Sara Taylor pochyla się bowiem nad życiem towarzyskim i osobistym korpoludków. Pomimo że sprawy, które omawia (alkohol, narkotyki, seks, kult ciała, podróże, wszechobecny wegetarianizm, kawa z sieciówek…), nie są czymś, o czym słyszymy po raz pierwszy, wciągają. To dlatego, że zaczynają działać na zasadzie lustra, w którym można się przejrzeć i skonfrontować.

“Tacy jesteśmy”

Najmocniej jest w najkrótszym rozdziale książki, bo tam musimy przeczytać o tym, jacy jesteśmy. “Egoiści”, “wieczne dzieci”, zblazowani”, “na kozetce u psychologa”...

Sara Taylor pisze o tym, że korpoludki nie potrafią wziąć na siebie odpowiedzialności i chcieliby nigdy nie dorastać. 35-latek zazwyczaj nie wiele różni się od 20-latka. Pomimo że na pierwszy rzut oka zdaje się, że nie mają problemów, nie radzą sobie ze stresem, samotnością, czasem depresją czy uzależnieniem. Więc ostatecznie lądują u psychologa.

***

Sara Taylor już na samym początku książki zapowiada, że niedługo przyjdzie również czas na napisanie powieści o życiu korpoludków. Na razie pracuje nad powieścią obyczajową “Tamte wakacje” o Marcie, która rzuca w pracę w korporacji i zaczyna nowe życie. Książka trafi do księgarni za kilka tygodni. Na razie nie pozostaje więc nic innego, jak zastanowić się, czy nie rzucić tego wszystkiego “...i wyjechać w Bieszczady”.

W których państwach pracuje się najdłużej? Polska poza pierwszą piątką