Mieszkańcy osiedli nie chcą "obcych" na swoich placach zabaw. "Opaski na rękę jak za okupacji"

Ogrodzone budynki i place zabaw, teren wydzielony tylko dla mieszkańców. To niestety rzeczywistość jednego z warszawskich osiedli.

Place zabaw dla dzieci - kto może z nich korzystać, a kto nie? Które są dostępne dla wszystkich, a które przynależą do danego osiedla i mogą się tam bawić wyłącznie dzieci mieszkające na tym osiedlu? Czy to w porządku, żeby zabraniać innym dzieciom wstępu na teren do zabawy?

Reportera "Gazety Wyborczej" i "Wysokich Obcasów", Wojciecha Staszewskiego, oburzyła informacja, którą umieściła przed jednym z placów zabaw na warszawskim Imielinie spółdzielnia osiedla SMB Imielin. 

"Opaski na rękę jak za okupacji"

„Plac zabaw wyłącznie dla dzieci mieszkańców SMB Imielin” - czytamy na tabliczce. Zdjęcie z tabliczką reporter postanowił umieścić na swoim Facebooku. Ocenił działanie spółdzielni jako "słabe". Otrzymał wiele pochlebnych komentarzy.

Nacjonalizm spółdzielniany...
Opaski na rękę jak za okupacji. Z logiem spółdzielni
Ciekawe, jak sprawdzają. Bramki na wejściu? Żenada
Ten tabliczkowy artefakt stanowi przejaw nie tylko ksenofobii, ale i klasycznego braku szacunku dla ludzi, segregując ich na obywateli kategorii A i B, gdzie są równi i równiejsi

- to zaledwie kilka komentarzy, które pojawiły się w grupie poświęconej mieszkańcom Ursynowa pod postem Staszewskiego.

Dziennikarz w felietonie dla "Wysokich Obcasów" pisze ostro: Ta tabliczka jest głupia. Naprawdę miałbym złapać dziecko za rękę i powiedzieć mu, że nie możemy wejść na ten plac zabaw, tylko poszukamy należącego do miasta lub gminy?

Odpowiedź na zapotrzebowanie mieszkańców

Reporter ubolewa nad tym, jak miasto się zmieniło. Kiedyś, jak pisze, gdy był mały, należało ono do wszystkich. Od lat 90. osiedla zaczęły się grodzić na potęgę.

Jak spółdzielnia SMB Imielin tłumaczy umieszczenie informacji na temat placu zabaw? W oświadczeniu przesłanym nam drogą mejlową pisze, że informacje na tablicach przy placach zabaw o nie zmienionej treści istnieją tam od połowy 2012 roku.

"Tablice były odpowiedzią na zapotrzebowanie mieszkańców Imielina - członków spółdzielni, którzy ponoszą koszty utrzymania (estetyka, bezpieczeństwo - coroczne kontrole i przeglądy, następnie naprawy, uzupełnienia, wymiana urządzeń) placów zabaw. 

Niektórzy nawet podwórka traktują jak swoją własność

Miasto się grodzi, a może warto byłoby powiedzieć inaczej - grodzą się ludzie. Deweloperzy nie dlatego budują grodzone osiedla, ponieważ chcą grodzić ludzie, ale dlatego, że mieszkania na takich osiedlach się lepiej sprzedają (źródło: "Stołeczna"). I nie chodzi nawet o bezpieczeństwo, ale "o to, żeby móc powiedzieć: „Moje”, żeby mieć gwarancję, że bezpośrednie sąsiedztwo pozostanie zadbane i wypielęgnowane jak na wizualizacji".

Pan Jacek, który mieszka na jednym z osiedli na warszawskim Grochowie w rozmowie z Metrowarszawa.pl mówi, że w tej chwili na jego osiedlu prowadzone są rozmowy na temat tego, czy plac zabaw, który ma dopiero powstać, ma być dostępny dla mieszkańców sąsiedniego osiedla czy nie.

- Decyzji formalnej nie ma, bo nie ma na razie placu, ale awantura o to, że na nasze podwórko przychodzą dzieci z bloku obok już była: "To nie jest wasze podwórko, wasze jest tam" - skarżą się - opowiada Jacek. - Wśród argumentów, które pojawiły się podczas dyskusji, są również takie, że: te dzieci nie są stąd, że hałasują bardziej niż "nasze", że niszczą nasadzenia na klombie, do którego "celowo" wrzucają piłkę. Lista jest długa - dodaje i podsumowuje: Tylko jakoś dzieciom to nie przeszkadza w zabawie.

Jackowi wydaje się, że niektórzy nawet podwórko wokół osiedla traktują jak swoją własność. - I nie życzą sobie, aby ktoś obcy - czyli mieszkańcy np. sąsiedniego domu, na nie wchodził - opowiada.

Mówi, że osobiście bardzo nie podoba mu się wydzielanie stref prywatnych - czy to dla dzieci czy dla mieszkańców. Ma tu też na myśli grodzone osiedla. - To zabija przestrzeń i ogranicza kontakty, burzy wspólnotę - kończy.

To dzieli ludzi na lepszych i gorszych

Jan Mencwel ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze jest podobnego zdania. Jeszcze zimą informował na Facebooku o placu z atrakcyjnymi urządzeniami do zabawy, na ekskluzywnym osiedlu Koneser na warszawskiej Pradze-Północ, który dzieci mogą oglądać wyłącznie zza krat. Jest on bowiem dostępny tylko dla mieszkańców osiedla.

- To budzi w dzieciach negatywne emocje. Nie wiem, jak miałbym wytłumaczyć moim dzieciom, jakby mnie spytały, dlaczego nie mogą tam wejść - mówi. - Według mnie to uczenie ich od małego, że na świecie są ludzie lepsi i gorsi, i to ci lepsi mają dostęp do takiego fajnego placu zabaw. A ci gorsi już nie - mówi.

Zamykanie placu zabaw nie jest jedynym rozwiązaniem

Odpiera również argument, że na takim prywatnym placu zabaw mogłoby dochodzić do zniszczeń, gdyby mieli tam wstęp również rodzice z dziećmi spoza osiedla - "nie moje, nie muszę szanować".

- Jest wiele publicznych placów zabaw, na których nie dochodzi to aktów wandalizmu, mam wrażenie, że to szkodliwy stereotyp i uprzedzenia, a nie realny problem - mówi. Jego zdaniem, w ostateczności można zainstalować monitoring, jeśli dochodziło do aktów wandalizmy. - Zamykanie placu zabaw nie jest jedynym rozwiązaniem dla takiego problemu - podkreśla.

Wizualizacja inwestycji Centrum Praskie KoneserWizualizacja inwestycji Centrum Praskie Koneser materiały prasowe

Na końcu mówi, że często przechodzi obok placu zabaw przy Koneserze i nigdy nie widział, żeby ktokolwiek z mieszkańców z niego korzystał. - Innym dać nie chcą, ale sami nie korzystają - jak przysłowiowy "pies ogrodnika" - mówi.

Ma również żal do prezesa BBI Development, który wybudował Osiedle Praskie Koneser, że padały deklaracje z jego strony, że osiedle to będzie otwarte i dostępne nie tylko dla jego mieszkańców. - Słowa nie dotrzymał - mówi Mencwel.

Plac jest współwłasnością mieszkańców

Jak odgrodzenie placu od reszty tłumaczy BBI Development?

"Teren ten jest dostępny tylko dla mieszkańców, ze względu na fakt, iż jest to teren, którego współwłasność mieszkańcy nabyli prawnie i za odpłatnością wraz z zakupem nieruchomości. Poza tym na terenie są obiekty małej architektury oraz nasadzenia, co przekłada się na koszty utrzymania, które pokrywać będą wszyscy mieszkańcy 3 budynków mieszkalnych na terenie projektu" - czytamy w oświadczeniu dewelopera. 

Docelowo współużytkownikami tego terenu będą mieszkańcy trzech budynków mieszkalnych Inwestycji Centrum Praskie Koneser. W tej chwili dwa są już zamieszkałe.

Jedynym spoiwem jest strach

Jak mówi Bohdan Jałowiecki, płot to iluzja bezpieczeństwa, a grodzone osiedle nie poprawi bezpieczeństwa.

„Marzy nam się miasto zamieszkałe przez samych swoich, ludzi sytych i bogatych (...). Próbą takiego zabezpieczenia się jest schronienie się w osiedlach za bramą, dające złudzenie bezpieczeństwa i ochrony przed wrogim otoczeniem. Powstają zatem nowe miejskie społeczności, których głównym, jeżeli nie jedynym, spoiwem jest strach” - pisał prof. Jałowiecki w pracy „Fragmentacja i prywatyzacja przestrzeni” z 2007 r.

Co sądzisz na ten temat? Napisz do nas: listy_do_metrowarszawa@agora.pl.

Pies może uczynić życie nie tylko piękniejszym, ale i dłuższym