83-letnia staruszka codziennie rozdaje ulotki pod sądem. Nam opowiedziała swoją historię

83-latka z Pragi codziennie 6 godzin stoi pod sądami przy al. Solidarności w Warszawie. Rozdaje ulotki jednej z kancelarii. Twierdzi, że niczego jej nie brak. - Zupełnie wystarczy mi moja praca i emerytura - mówi w rozmowie z nami.

83-letnia staruszka dzień w dzień stoi pod sądami przy al. Solidarności na Woli. Rozdaje tam ulotki jednej z kancelarii prawnych. Głośno o niej zrobiło się, gdy jej historię na Facebooku przedstawiła pani Liana.

Warszawianka zauważyła staruszkę rozdającą ulotki. To, co od niej usłyszała, łamie serce

Porozmawialiśmy chwilę z panią, która mimo wszystko pragnie pozostać anonimowa. Boi się, że ewentualna krytyka pracodawcy może spowodować jej zwolnienie. A ona chce dalej pracować. Dlatego też nie życzy sobie żadnych zdjęć.

Niestraszny wiatr, upał czy mróz

Jesteśmy pod Sądem Okręgowym nieco po 9, już z daleka widać małą, zgarbioną kobietę. Stoi tu sama. Choć zimno dziś nie jest, doskwiera dość silny wiatr. - Jak jest za duży, uciekam na górę - mówi, wskazując na osłonięte wejście do sądu.

83-latka pracuje w ten sposób już od 12 lat po sześć godzin dziennie - od 9 do 15, od poniedziałku do piątku. Z jedną półgodzinną przerwą. Dorabia w ten sposób do emerytury. - Będę pracować - zarzeka się i dodaje, że robi to z własnej nieprzymuszonej woli. Między innymi dla swoich psów - Skubiego i Reksia.

Bez kontaktu z rodziną

Czekają na nią w mieszkaniu na Starej Pradze. 83-latka spaceruje z nimi dwa razy dziennie - rano przed wyjściem do pracy i po powrocie. - Wieczorem nie wychodzę, bo mieszkam w takiej dzielnicy, że można w łeb dostać. Bandziorów pełno, pijaków, będę szła z psami, żeby mi który psa kopnął - mówi.

Psy w wieku 14 i 8 lat zastępują jej rodzinę. - Mam dwoje dzieci, ale nie utrzymuję z nimi kontaktu - zwierza się. Dlaczego? - Córka chciała, żebym oddała psy - wyjaśnia 83-latka.

"Nie narzekam"

Da się tak pracować? - Jakoś stoję, widzi pan, nie narzekam - odpowiada staruszka. I faktycznie, kondycji można jej tylko pozazdrościć.

Wcześniej 35 lat przepracowała w Zakładach Wytwórczych Lamp Elektrycznych im. Róży Luksemburg przy niedalekiej Karolkowej. To dla odmiany była siedząca praca, przy montażu lamp elektronowych.

Jak jej idzie teraz? - Biorą zainteresowane osoby, ja nie wpycham ulotek - zaznacza kobieta. - Po co mam śmietniki zapełniać? Pies z kulawą nogą nie przyjdzie do kancelarii - mówi.

Zebrali dla niej 11 tys. zł

Kobieta jest zadłużona. Jak się dowiadujemy, to przez poprzedniego pracodawcę - również prawnika, którego kancelarii ulotki rozdawała wcześniej. Na swoje nazwisko wzięła na raty sprzęt dla kancelarii. Ale mecenas miał trafić do więzienia i rat nie ma kto spłacać.

Teraz jej sytuacja może się zmienić, bo zbiórkę na spłatę długów kobiety zorganizował serwis Natemat.pl. W kilka godzin udało się zebrać prawie 11 tys. zł (celem były niecałe 4 tys.).

"Wystarczy mi moja praca i emerytura"

Ale 83-latce nie podoba się cały szum wokół niej po publikacji filmu na Facebooku. - Mnie obfotografowali, ja sobie wcale tego nie życzę - podkreśla. - Przyszła baba w zeszłym tygodniu, narobiła tego całego kramu. Stałam sobie spokojnie, pracowałam i nikt się mnie nie czepiał. Wczoraj to uciekałam przed reporterami - dodaje.

Kobieta nie chce bowiem żadnej pomocy. - Wystarczy mi moja praca i emerytura. Zupełnie mi wystarczy - powtarza. Zbywa lekceważeniem uwagę, że jest wytrwała. - Wolę tutaj stać niż siedzieć w domu - mówi. Tam jej się nudzi. Tu może porozmawiać z ludźmi? - O tyle, o ile - ucina.

Co sądzicie o osobach pracujących w podeszłym wieku? Piszcie na listy_do_metrowarszawa@agora.pl.

Był pewien, że policjanci wlepią bezdomnemu mandat. Bardzo się pomylił. "Jestem w ciężkim szoku"

Więcej o: