Uprawiają seks w miejscach publicznych. "Takich miejsc jest w Warszawie kilkadziesiąt"

Wielkie miasta na całym świecie mają tzw. pikiety, czyli miejsca, gdzie geje umawiają się na seks. Również Warszawa. Okazuje się, że nie tylko homoseksualistów kręci taka "zabawa w plenerze".

Warszawskie pikiety mają po kilkadziesiąt lat, ale dopiero teraz zaczęli przyglądać się im warszawscy radni. 

Czytaj więcej: "Homoseksualna prostytucja" w Parku Skaryszewskim? Radny wysyła pismo wraz z danymi osobowymi

Poznałem na pikiecie partnera

Andrzej ma 47 lat. Urodził się i mieszka w Warszawie. Naszą korespondencję prowadzimy na portalu z anonsami towarzyskimi.

- Pierwszy raz na pikietę poszedłem w wieku 22 lat. To była plaża na Błotach w dzielnicy Wawer. Pamiętam to dokładnie, bo czułem ogromne podniecenie na samą myśl, że pierwszy raz dotknę innego mężczyznę. Tak też się stało. Od tamtego momentu chodzę regularnie na pikiety - opowiada. Dlaczego nie umówi się na spotkanie w kawiarni czy do klubu? - Nie moja bajka - odpowiada krótko Andrzej.

O pikietach wie wszystko. Mówi, że jest ich w Warszawie kilkadziesiąt i był na każdej. Jak podkreśla, ma też swoje ulubione miejsca. - Lubię odwiedzić plażę za Centrum Olimpijskim na Żoliborzu, gdzie w każdy weekend jest nas naprawdę dużo – dodaje.

Mężczyzna zaznacza, że choć dla wielu seks w plenerze to zboczenie, dla gejów z jego pokolenia była to normalność. - A gdzie mieliśmy chodzić? - pyta. - Nie było klubów gejowskich, nie było internetu, a jedyna możliwość spotkania partnera była m.in. na pikiecie — mówi warszawiak. I dodaje: - Sam poznałem w ciągu 25 lat kilku partnerów, z niektórymi tworzyłem nawet wieloletnie związki.

Zenek: Pikiety były zawsze

Fakt, pikiety w stolicy istnieją od dekad. Mówią o nich nie tylko warszawiacy, stołeczni geje, ale wspominali o nich także artyści. Pisarz Jerzy Nasierowski w latach 80. o zdarzeniu w Parku Rydza-Śmigłego pisał tak:

”Drzewa, krzaki wyraźnie udawały, że nie pamiętają, co się pod nimi działo tej nocy. Pewnie każdej? Też tu parę razy grzeszyłem. W rozkosznym lęku... Każdy z przemykających mrocznymi alejkami cieni mógł być bandziorem z nożem w spodniach, oprócz tego, że księciem z marzeń Kopciuszka-pedała... Był! Oparty o drzewo, młody, dość owszem, niestety w typie Latynosa (kocham blondynów). Podszedłem z wahaniem, mimo grzecznego uśmiechu faceta. W rannym słońcu miał moją metrykę na dłoni. Ale znacząco wywrócił oczami i rzekł przeciągle: Dzień dobry. Zeszliśmy schodkami przy parkanie grodzącym Muzeum Wojska, do parku. Żadna kępa jaśminu nie miała dość gęstych liści.”

Opisywany przez Nasierowskiego park, to miejsce znane ze spotkań stołecznych miłośników seksu w plenerze. Jaką dziś funkcję pełnią pikiety? Według Zenka, warszawiaka i stałego bywalca pikiet, nic się nie zmienia od dekad. - Jaką rolę odgrywają pikiety dziś? Taką samą jak przed 30, 40 laty. Zawsze chodzi o poznanie kogoś – przekonuje. Jak dodaje, pikiety stały się nieodłączną częścią warszawskiej kultury gejowskiej. - Możemy udawać, że ich nie ma, ale to nieprawda, to kawał historii tego miasta - mówi 55-latek.

Jak zaznacza, choć po wielu pikietach nie ma śladu, to powstają nowe. I tak było zawsze. - Nie ma słynnej toalety na placu Trzech Krzyży, która kształtem przypominała grzybek. Wszyscy wiedzieli, o co chodzi z "grzybkiem". W PRL-u było to miejsce, gdzie umawiali się geje na seks. Ale są nowe miejsca, jak toalety w galeriach handlowych – opowiada.

Kabiny

Prócz tzw. plenerów w Warszawie funkcjonuje kilkanaście toalet publicznych, które pełnią również funkcję pikiet. Stałym bywalcem takich miejsc jest Łukasz, 30-latek z Ochoty, który na jednym z portali umawia się konkretnie - na seks w toaletach. - Seks w kiblu mnie podnieca - mówi szczerze chłopak.

Pikieta na jednej z ulic w Śródmieściu to najpopularniejszy szalet miejski dla bywalców pikiet. Wchodzi się do niego od ulicy Widok i schodzi w dół. Po prawej pisuary, na lewo kabiny. W ostatniej z nich dziura na tzw. gloryhole, czyli seks oralny.

Łukasz przyznaje, że spotyka się na seks w toaletach już od czasów liceum. To jego fetysz, a przygodny seks po prostu go kręci. - To już się stało moją obsesją - wyznaje warszawiak. - Zawsze jak jestem w metrze, to odwiedzam toalety na stacjach i sprawdzam, czy jest szansa na zabawę - opowiada.

30-latek dodaje też, że geje mają upatrzone toalety w metrze. - Politechnika czy Stadion Narodowy to miejsca, gdzie spotykają się geje - wyznaje Łukasz. - Myślę, że wielu ludzi o tym wie, łącznie z obsługą metra, ale machają ręką, bo stało się to powszechne i oczywiste - opowiada.

Tomek: Wziął mnie za głowę i uderzył o drzewo

Nie wszystkie spotkania na pikiecie kończą się jednak dobrze. 20-letni Tomek z Rembertowa podkreśla, że nigdy więcej tego nie zrobi.

- To było za Centrum Olimpijskim. Dochodziła godzina 23:00, a ja byłem praktycznie sam. W dali, pod jednym z drzew ujrzałem mężczyznę. Było jednak zbyt ciemno, by określić, czy był w moim typie - opowiada.

20-latek postanowił jednak przespacerować się między drzewami. Nagle podszedł do niego ten mężczyzna. - Stanął za mną i chwycił mnie za biodra, jednak od razu poczułem, że nie mam na to ochoty - wyjaśnia.

Mężczyzna nie znał sprzeciwu. - Podciągnąłem spodnie, by dać mu do zrozumienia, że wcale nie mam ochoty na seks z nim. To strasznie go zdenerwowało. Próbował mi je ściągnąć na siłę. Zacząłem się wyrywać, ale on jeszcze mocniej mnie złapał. Powiedział wtedy: Co k***wa, teraz nie chcesz?! Tak bardzo się przestraszyłem, że zacząłem krzyczeć. Wtedy chwycił mnie za głowę rękami i uderzył nią o drzewo. Od razu uciekł – wyznaje.

Tomek zaznacza, że gdyby nie jego mocny opór, pewnie uderzenie byłoby wystarczająco mocne. - Do dziś nie wiem, czy chciał mnie tylko nastraszyć, czy pozbawić przytomności. I nie chcę wiedzieć. Wiem tylko, że nigdy nie pójdę na pikietę – przekonuje.

Mam żonę, nie chcę by mnie ktoś rozpoznał

Marek ma 37 lat i mieszka na Włochach. Ma żonę i dzieci. Przed rodziną ukrywa, że pociągają go mężczyźni. To, że lubi seks z facetami, wyjawia dopiero na portalach z anonsami. - Szukam na dziś wieczór, okolice Muzeum Narodowego. Żonaty, bi, chętnie zabawię się z młodszym - tak anonsuje się Marek.

- Na pikiety chodzi wielu żonatych - przyznaje. - Niektórych to nawet kręci, że będą zabawiać się z żonatym - dodaje. Na pytanie, dlaczego żonaci wybierają pikiety, Marek odpowiada: - Chodzi o tzw. dyskrecję, czyli zachowanie absolutnej anonimowości. Wieczorami, szczególnie w miejscach zalesionych, jak parki, praktycznie nie widać twarzy.

Marek dodaje, że wieczorami można go spotkać na Żoliborzu. - Jeżdżę tam od kilku lat i zawsze znajdzie się ktoś chętny na zabawę - mówi i przekonuje, że na pikietach spotkać można nie tylko gejów. - Przychodzą biseksualiści, przychodzą hetero. Są wszyscy, bo to nie jest kwestia tego, jakiej orientacji jesteś, ale co lubisz. Seks w plenerze to fetysz i dotyczy wszystkich - kwituje.

Hetero przyznają: Też mamy swoje pikiety

Wszyscy nasi rozmówcy podkreślają, że tzw. pikiety to kilkadziesiąt lat historii i nieodłączny element warszawskiego środowiska gejów. Mówią też, że nie widzą w tym nic złego, a pikiety są na całym świecie. Sprzeciwiają się natomiast straszeniu pikietami warszawiaków. - To było zawsze i jak do tej pory nikomu nic się nie stało — mówi Zenek. Łukasz z kolei dodaje, że seks w plenerze to nie domena gejów, a korzystają z tego także hetero.

Ania i jej mąż przyznają, że faktycznie pikiety odwiedzają także osoby hetero. - Nie powiem, gdzie konkretnie, ale przy jednej z plaż po prawej stronie Wisły jest dziki parking, na którym wieczorami roi się od aut z parami mieszanymi – opowiada Ania.

Podkreśla, że wybiera się miejsce znane i popularne, bo jest po prostu bezpiecznie: Policja je zna i przymyka na to oko, a my, zamiast jechać w głuszę, wolimy takie sprawdzone rejony. Wszystkie strony są zadowolone.

Radni niech zajmą się ważnymi sprawami

Ja wiem, że radni Pragi odkryli ostatnio, że w Skaryszaku jest miejsce spotkań gejów, ale muszę ich zasmucić. W Warszawie hetero też mają swoje pikiety - ironizuje Łukasz.

I dodaje: Gdzie? Proszę pojechać autem pod Centrum Olimpijskie i zobaczyć, jak panowie z młodymi dziewczynami wjeżdżają w krzaki. Albo młode pary, które podjeżdżają autami, by uprawiać tam seks. Czasami kilka aut stoi i we wszystkich odbywają się stosunki.

Na pytanie, czy stołeczni politycy powinni likwidować pikiety, Anna odpowiada: - Taka prawda, że nie można uprawiać seksu publicznie, ale ja bym radziła radnym zająć się prawdziwymi problemami, jak reprywatyzacją, biedą i patologią, której w Warszawie jest dużo, a nie zaglądać warszawiakom w majtki.

embed