Ciasne, ale własne? Tak się mieszka na 14 m kw. "Jestem zmuszona siadać bokiem na sedesie"

Kawalerka do 20 metrów kwadratowych. Nietrudno zgadnąć, dlaczego zdaniem wielu to przepis na katastrofę. Są jednak warszawiacy, którzy pomimo wielu ograniczeń, znaleźli "swoje miejsce" na tak małej przestrzeni.

Przypominamy nasz tekst z sierpnia w ramach "Najlepsze w 2017 w metrowarszawa.pl"

Jedni się dziwią, jak można z własnej woli wybrać najmniejsze lokum w stolicy. Drudzy - najczęściej ci, którzy są zmuszeni odkładać grosz do grosza - są w stanie wymienić całą listę zalet małej kawalerki.

Kto z własnej woli zamyka się w więzieniu? – pyta mnie Marcin 
Jeśli 14 metrów to za mało, polecam sobie wszystko wizualizować. Łukasz Jakóbiak świetnie sobie poradził z wizualizacją, możesz i Ty - śmieje się Bartek
Super sprawa. Jak w zimie suszysz pranie, to nie trzeba na saunę chodzić - ironizuje Artur
Takie kawalerki są nie do użytku. Zazwyczaj są kupowane przez sąsiadów zza ściany, którzy po zakupie ścianę wywalają i robią sobie z niej mały pokoik - tłumaczy Tomasz
Nie przepłacam, nie tracę czasu na przemieszczanie się z kąta w kąt, jest miło i przytulnie - śmieje się internautka, Ala
Jak jest dobrze zaplanowana, jest odpowiednio dużo szaf/schowków, to da się mieszkać. Moja ma 23 metry i dużo miejsca się marnuje przez źle dobrane meble -pisze Natalia

Ale my postanowiliśmy porozmawiać z osobami, które mieszkają nie na 28, nie 23, ale na 16, a nawet 13 m kw. 

Blaski i cienie małej kawalerki

Nasza pierwsza rozmówczyni, 31-letnia Marysia dostała kawalerkę w spadku. Do swojej dyspozycji ma 16 metrów kwadratowych i piwnicę. Przez trzy lata dziewczyna zdążyła poznać blaski i cienie mieszkania na tak małym metrażu. Z uśmiechem mówi jednak, że na tę chwilę nie wyobraża sobie innego rozwiązania.

- Bez trudu znajdę plusy. Przede wszystkim nie mogę narzekać, bo nie muszę martwić się o kredyty czy hipotekę. Mam fantastyczną lokalizację. Mieszkam na Starym Muranowie, czyli w zasadzie w samym centrum stolicy. Mam okno z widokiem na podwórze, gdzie jest zielono. Mam bezproblemowych sąsiadów. No i nie muszę się tym mieszkaniem z nikim dzielić - mówi w rozmowie z Metrowarszawa.pl.

Jak tłumaczy, minusem jest oczywiście brak przestrzeni życiowej.

Czasem się męczę -przyznaje dziewczyna i dodaje: - Traktuję to mieszkanie jak większy pokój. Niekiedy brakuje mi jakiegoś gabinetu, większej kuchni albo balkonu. Nie mam wielkich wygód. Jestem np. zmuszona siadać bokiem na sedesie. Jeśli przebywam tutaj z inną osobą, musi być zachowana całkowita symbioza. Nie da się wykonywać kilku rzeczy jednocześnie - mówi 31-latka.

"Grunt to dobre zagospodarowanie przestrzeni"

Marysia - z zawodu menadżerka kultury - od czasu do czasu tańczy. W mieszkaniu na kilkunastu metrach nie ma możliwości porządnie się porozciągać.

Dziewczyna jest jednak zdania, że o ile tylko umiejętnie poukłada się swoje rzeczy, a nie ma się ich dużo, nie ma powodu do narzekania. - Powiem więcej - mieszkałam tutaj kiedyś z chłopakiem. To były tylko cztery miesiące i dzisiaj nie wyobrażam już sobie takiego rozwiązania, ale wtedy było nam dobrze - podkreśla Marysia.

Jak mówi dalej, w mieszkaniu tuż po wojnie mieszkały trzy dorosłe osoby. Rodzeństwo. Warunki były naprawdę trudne, bo nie mieli nawet prysznica. Marysia wraz z mamą zrobiła remont, podczas którego m.in. powiększyła łazienkę o prysznic. Teraz planuje wyburzyć ścianę w kuchni, aby zrobić aneks. - Sprzęty mam wszystkie, poza piekarnikiem. Ale w tej chwili kuchnia jest tak mała, że nie mam ochoty gotować - dopowiada.

A jak jest z imprezami?

Przyjmuję gości i to całkiem często. Często też nocują tu trzy, cztery koleżanki. Zazwyczaj są to "aftery" po jakiejś większej imprezie. Nikt nigdy nie narzekał. Zawsze uprzedzam moich znajomych, że za chwilę zobaczą najmniejsze mieszkanie w stolicy. Ku mojemu zaskoczeniu mówili mi, że wcale nie jest takie małe i że jest bardzo przytulne - opowiada Marysia.

Przyzwyczajona do wielkiej przestrzeni, wybrała mały kącik 

31-latka niewiele mówi o niewygodach, mimo, że wcześniej mieszkała w dużych metrażach (np. z pięcioma osobami na 200 metrach kwadratowych) zazwyczaj z kilkoma współlokatorami.

Mieszkanie, w którym jestem teraz, nie jest moim docelowym miejscem, ale na razie nie planuję kupować większego. Jest dobrze tak, jak jest - mówi Marysia. Czy gdyby mogła za darmo zamieszkać z kimś obcym, w oddzielnych pokojach w dużym mieszkaniu, oddałaby swoje 16 metrów? - Nie. Jestem już na takim etapie swojego życia, że chcę mieszkać sama - odpowiada Marysia. 

W podobnym tonie wypowiada się nasza kolejna rozmówczyni, 23-letnia Livia. Wynajem małego metrażu rekompensowała dziewczynie lokalizacja i cena. - Za 13 metrów kwadratowych (plus coś na rodzaj balkonu - duże okno, które dało się uchylić) płaciłam za wszystko 890 zł. Mieszkałam na ul. Smoczej, na Woli. 

"Płacimy za wolność i święty spokój" 

W mieszkaniu był aneks kuchenny. Właściciel szybko doniósł też mikrofalówkę, toster i czajnik elektryczny. - Kupiłam sobie łóżko z Ikei - rozkładaną kanapę i szafę. Nic więcej nie było mi potrzebne, a i nic więcej by się nie zmieściło - mówi 23-latka.

Dla niej - po wielu przejściach ze współlokatorami i właścicielami (ciche pretensje, brudne talerze, hałasy oraz nachodzenie i zmiana wysokości czynszu) - najważniejszy był święty spokój. - Płaciłam przede wszystkim za niezależność. Oczywiście, że cenię sobie duże przestrzenie. Dla kogoś, kto pracuje całe dnie i wraca do swojej „sypialni”, małe mieszkanie nie stanowi jednak aż tak wielkiego problemu - przekonuje dziewczyna.

Livia jest zdania, że małe triki aranżacyjne mogą optycznie zwiększyć metraż, co znacznie wpływa na komfort życia. - Jest mnóstwo inspiracji w internecie. U mnie sprawdziły się pudełka - czy te ustawiane bezpośrednio w dole szafy, czy te pionowo w rogu pokoju. W nich było wszystko, co potrzebne. Miały odpowiednie etykiety, co ułatwiało mi znalezienie danych rzeczy. Pudełka oszczędzały miejsce, dzięki czemu pokój wydawał się pusty i optycznie większy.

Trudno zapomnieć o małej kawalerce

Inną dobrą opcją na powiększenie wnętrza, jak mówi Livia, jest powieszenie luster na ścianach. Według niej, ważny jest też kolor ścian - na korzyść pomieszczenia mają działać też jasne, pastelowe barwy.

Dzisiaj 23-latka mieszka z narzeczonym w dwa razy większym lokum. Wspomnienie o małej kawalerce wciąż jednak jest żywe. - Moja łazienka ma tyle, co moje poprzednie mieszkanie. Czasami wchodząc do wanny rozglądam się jeszcze za szafą - śmieje się Livia.

Na 18 metrach kwadratowych od dwóch miesięcy mieszka Ania.

Płacę 900 zł za kawalerkę na Bemowie. Za taką cenę ludzie wynajmują pokój. Kończę 26 lat, więc potrzebuję więcej prywatności. Nawet kosztem standardu. Poza tym, ja tam praktycznie tylko śpię – przyznaje dziewczyna.

"Na mojej wersalce mogą spać nawet trzy osoby"

Największe niedogodności, z jakimi musi sobie radzić Ania, to brak zlewu w kuchni (korzysta z umywalki w łazience) i wspólna pralka w pomieszczeniu socjalnym. Dla 25-letniej Magdaleny problemem jest to, że nie ma gdzie wstawić roweru. Dziewczyna wynajmuje kawalerkę - 18 metrów kwadratowych na Ochocie. Bez mediów (opłata za prąd i wodę) płaci 1200 zł.

- Tak naprawdę wszystko zależy od konkretnego mieszkania. Ja mam naprawdę dużą wersalkę, na której mogłyby spać nawet trzy osoby. Mam też ładną łazienkę. Nawet koleżanka, która posiada dwa razy większe mieszkanie stwierdziła, że jej łazienka jest skromniejsza - mówi Magdalena.

Okazuje się, że do braku wygód można przywyknąć, zaakceptować je, a nawet polubić. Podziwiam. Mnie zabrakłoby powietrza.

Mieszkasz w mikroskopijnym mieszkaniu lub w pokoju z kilkoma osobami? Podziel się z nami swoim doświadczeniem: metrowarszawa@agora.pl