Jan Śpiewak: Deweloperzy rządzą Warszawą. Nie może być tak, że ogon merda psem

Jan Śpiewak, jeden z bardziej wyrazistych warszawskich radnych, twórca stowarzyszenia Miasto Jest Nasze opuścił swoją organizację. Zapowiada stworzenie ruchu politycznego.

Ewa Jankowska, Metrowarszawa.pl: Jak się czujesz?

Jan Śpiewak: Czuję się wolny.

Zostawiasz swoje „dziecko”. Duża zmiana.

- Tak, wiesz, trzydziestka na karku. (śmiech)

Masz siłę na nowy etap?

- Mam.

Twoje odejście nie było wielkim zaskoczeniem. To pokłosie wydarzeń z końca ubiegłego roku.

- W listopadzie zrezygnowałem ze startowania w wyborach, przestałem być prezesem Miasto Jest Nasze. Mieliśmy umowę, że odbędzie się dyskusja na temat tego, w jakim kierunku ma pójść stowarzyszenie. Decyzja miała zostać podjęta w marcu. I podczas walnego zgromadzenia wszystko się wyjaśniło. Za moją wizją było 56 głosów, 58 osób przeciwko. Uznałem, że nie ma co forsować na siłę swojego.

Stylu działania? W oświadczeniu mówiłeś, że działalność społeczna nie może być grzeczna. Czyli oni chcą grzecznej, ty nie?

- Zawsze byłem zwolennikiem z jednej strony silnego przywództwa, z drugiej podejścia bezkompromisowego. I to, i to budziło kontrowersje.

Wśród członków?

- Też.

Dziwi cię to?

- Nie. Jedni mają ochotę walczyć z mafią reprywatyzacyjną, dla niektórych te tematy są zbyt mocne. Też się czasem zastanawiam, czy to, co robię, jest bezpieczne. Ojciec robił mi ostatnio wymówki o to, że mam za dużo wrogów. Ale moim zdaniem działalność społeczna wymaga odwagi. Jak jest problem, to trzeba go nazwać wprost. Tak było w przypadku afery reprywatyzacyjnej, tak było ze smogiem. Jak nie masz odwagi, żeby wskazać problem i nie bierzesz za to odpowiedzialności, to nigdy nie zmienisz status quo.

Twój styl działania jest agresywny.

- Wobec kogo? Deweloperów?

Posługujesz się językiem populistycznym. To świadome?

- Tak. Pamiętasz zapewne publikację Stołecznej na temat reprywatyzacji. Mimo że artykuł ujawniał bulwersujące sprawy, znów pojawiła się obawa, że nic się w tej kwestii nie zmieni.

Głośno się o nim zrobiło dopiero w sierpniu. A jeszcze w maju w Radzie Miasta wszyscy udawali, że nic się nie dzieje i że problem nie istnieje. Trzeba było znów zaostrzyć kurs, żeby temat nie zniknął.

Wtedy padło z moich ust to mocne stwierdzenie - że w Warszawie działa mafia reprywatyzacyjna. Wskazywaliśmy bardzo zdecydowanie na nieprawidłowości wokół zwrotu Chmielnej 70. Zaczęliśmy ostro krytykować Grzegorza Majewskiego, który był beneficjentem zwrotu, a jednocześnie wtedy szefem Rady Adwokackiej.

Powstał mem z Majewskim w roli głównej. Padło tam hasło, że z jednej strony „przytula” wartą 100 mln zł działkę na pl. Defilad w ramach dzikiej reprywatyzacji, a z drugiej wykłada etykę adwokacką dla aplikantów. Wysłał nam pismo przedprocesowe i wniosek o zabezpieczenie powództwa do sądu. Chciał, żebyśmy usunęli mem i przestali mieć prawo wypowiadania się na jego temat. I w stowarzyszeniu wybuchł konflikt – czy ściągnąć mem czy nie. Zdecydowaliśmy się nie ulec i co? Do procesu nigdy nie doszło. Wielu takie wyraziste, zdecydowane działanie się po prostu nie podobało.

Ty uważasz, że to jedyny sposób na zmianę sytuacji?

- Tak. Może byłoby inaczej, jakbyśmy mieszkali w normalnym demokratycznym kraju, gdzie oczywiste jest, że prezydent, który jest zamieszany w aferę reprywatyzacyjną, którego podwładny trafił do aresztu za korupcję, podaje się do dymisji. Gdyby tu było normalnie, PO już nic nie miałaby do powiedzenia w tym mieście. Mija prawie rok od wybuchu największej afery w historii warszawskiego samorządu, a wszyscy się zachowują tak, jakby nic się nie stało.

Głowy w ratuszu poleciały.

- Ale zachowanie tych, które zostały, nie zmieniło się wcale. Kilka dni przed powrotem Chmielnej 70 do skarbu państwa, HGW w odpowiedzi na raport kontrolny CBA napisała, że jest zbyt wcześnie, żeby mówić o tym, czy doszło do nadużyć. Nieprawdopodobne. Wniosek? Nic się nie zmieniło.

Ci, którzy polecieli, to zwykła „kosmetyka”. To powinien być dopiero początek. Czasami chciałoby się powiedzieć - mniej kradnijcie! Można by nawet zażartować, że w warszawskim ratuszu to już spokojnie mogliby wywiesić oficjalny cennik łapówek.

Afera reprywatyzacyjna to jedno. Druga sprawa – niszczenie zabytków – straciliśmy Supersam, straciliśmy Smyka, Emilię i Feminę. Trzecia - pozwalanie deweloperom na samowolkę, czwarta – masowa wycinka drzew, smog i degradacja środowiska naturalnego, piąta - brak mieszkań komunalnych. Mógłbym wymieniać długo.

Jest projekt budowy mieszkań.

- Projektów jest dużo. Jest też projekt miliona drzew. Ale są też drogie mieszkania, lawinowo rosnąca liczba samochodów. A wszystko sprowadza się do jednego mianownika - deweloperzy rządzą tym miastem.

Naprawdę Hanna Gronkiewicz-Waltz nie zrobiła nic dobrego?

- Jest świetną księgową... Pani prezydent na pewno dobrze wykorzystała boom gospodarczy ostatnich lat. Umiała pozyskać fundusze unijne, ale poza tym przyzwalała na korupcję, zakładając oczywiście, że nie brała w niej udziału. To, co zrobiła w przypadku kamienicy przy Noakowskiego 16, która była w rękach jej krewnych, na Zachodzie by nie przeszło. Dała przyzwolenie na reprywatyzację i tym samym na pozbawienie dachu nad głową wielu rodzin. Jesteśmy jeszcze daleko na „wschodzie” – standardy panujące w polskiej polityce są rodem z Moskwy Putina.

I nagle przychodzi ktoś, kto na głos mówi, że to złodziejstwo. Wiadomo, że to kontrowersyjne. Ale, jak się okazuje, od początku miałem rację. Wytoczono mi osiem procesów, żadnego nie przegrałem. Zawsze opieram się na dowodach, przyznaję, jest w tym dużo publicystyki, ale w takich żyjemy czasach.

Mówisz, że chcesz być głosem mieszkańców. Wiesz, czego chcą mieszkańcy? Wszyscy mieszkańcy?

- Wiem, czego nie chcą. Nie chcą, żeby pięć metrów od ich okien wyrastał kolejny blok. Nie chcą, żeby od listopada do lutego nie dało się wyjść z domu bez maski antysmogowej. Nie chcą mieszkać na osiedlach, gdzie nie ma sklepów, żłobków, szkół.

Warszawa jest na tyle zamożnym miastem, że powinna to swoim mieszkańcom zapewnić. To nie są rzeczy niemożliwe, tylko trzeba chcieć przeznaczyć pieniądze na to, a nie na budowę trasy Świętokrzyskiej czy mostu Krasińskiego, który wyłącznie warszawiaków dzieli, a na koniec skorzystałby na nim najbardziej deweloper. Chodzi o priorytety i równe zasady gry. Rozumiem, że deweloperzy są ważnym elementem życia każdego miasta, ale nie może być tak, że "ogon merda psem".

Miasto pozwala na budowanie osiedli w szczerym polu, ale nie pomyśli o tym, że trzeba tam doprowadzić wodę. I nagle okazuje się, że w mieszkaniach na Białołęce nie ma wody o 8 rano. Deweloper zbudował, kasę wziął, a miasto ma problem. I kto za to zapłaci? My. Bo deweloper już dawno sobie poszedł z zyskiem.

Co z ustawą warszawską PiS?

- To, co zaproponował PiS na stronie dotyczącej konsultacji, to śmiech na sali. Ustawa metropolitalna jest potrzebna, ale tak jak wszystko – trzeba to robić z głową. Potrzebna jest centralna rada metropolitalna, która miałaby większą kontrolę nad tym, co dzieje się w podwarszawskich gminach.

W Warszawie jest korupcja, ale w niektórych podwarszawskich gminach jest znacznie gorzej. Osiedla budowane są bez sensu - nie ma komunikacji, szkół, przestrzeni publicznych. Więc co robią ludzie? Jadą do stolicy. I parkują pod naszymi domami. Nie może być tak, że podwarszawskie gminy „wiszą” na stolicy, bo to jest zwykłe pasożytnictwo.

Z drugiej strony też potrzebują wsparcia, chociażby w kwestii walki z zanieczyszczeniem środowiska - wymiana pieców jest tu kluczowa, czy sprawnej zintegrowanej z miejskim transportem komunikacji publicznej. Gminy podwarszawskie powinny mieć jakąś autonomię, ale w skali makro decyzje podejmowałaby centralna rada.

To co teraz? Z tobą? Wspominałeś o koalicji. Będzie nowa partia?

- Raczej ruch obywatelski.

Masz z kim działać?

- Bardzo dużo osób się do mnie odezwało po moim odejściu z MJN. Chciałbym stworzyć ruch silnie polityczny, który ma być wyrazisty i odważny. Z silnym liderem na czele. Ludzie głosują na twarz. Dlatego pomysł z zarządem rotacyjnym MJN do mnie zupełnie nie przemawia.

Dziś ludzie oczekują od polityków brania odpowiedzialności. Deklarujesz coś, to znaczy, że bierzesz za to odpowiedzialność i liczysz się z tym, że będziesz potem z tego rozliczany. Ta odpowiedzialność w stowarzyszeniu się rozmywa.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mamy duży kryzys, nie tylko związany z tym, co robi PiS, ale szerszy – kryzys demokracji. Widać to nie tylko w Polsce.

Z kim w tym mieście warto współpracować?

- Z wieloma osobami. Są ruchy miejskie w prawie każdej dzielnicy Warszawy: na Ochocie, w Wilanowie, Rembertowie i we Włochach. Są fajni ludzie w Inicjatywie Polska, w PiS-ie też - jest Oskar Hejka, bardzo sensowny facet. Widzę więcej rozsądnych ludzi w centrolewicy niż na prawicy, ale sprawy miejskie nie są ani prawicowe, ani lewicowe. Są po prostu miejskie, bo wszyscy chcemy czystego powietrza, taniej dobrej komunikacji, przyjaznego dla ludzi miasta. Nikt nie godzi się na korupcję, niszczenie zabytków i stawianie wszędzie "szklanych klocków". Nikt nie godzi się na to, żeby ludzie byli wyrzucani ze swoich mieszkań. Czy to, co mówię to populizm? Raczej humanizm.

Będziesz kandydował na prezydenta Warszawy?

- Nie, nie mam takich ambicji na dzień dzisiejszy.

A w przyszłości.

(Uśmiech)

 

Więcej o:
Komentarze (52)
Jan Śpiewak: Deweloperzy rządzą Warszawą. Nie może być tak, że ogon merda psem
Zaloguj się
  • pis_cie_kocha

    Oceniono 23 razy 7

    Czyli co, teraz PiS przepisze ustawę metropolitalną we "współpracy" ze Śpiewakiem, który w tym układzie odegra rolę "głosu wdzięcznego suwerena"? Potem wybory, Śpiewak odbierze 7-10% Platformie, dzięki czemu PiS elegancko wjedzie na upatrzone stołki. A potem będzie płacz, że polityczna prostytucja a'la Kukiz'15 powtórzyła się pod własnym domem. Doskonały plan, zamlaskał prezes.

  • walenty_kowadlo

    Oceniono 27 razy 7

    "Silne przywództwo", "bezkompromisowość" i jeszcze do tego silne poczucie misji - wniosek nasuwa się jeden - tego gościa trzeba trzymać jak najdalej od spraw publicznych.

  • comentarista

    Oceniono 8 razy 6

    Zgadzam się z nim w wielu punktach, ale fragment o niszczeniu zabytków jest co najmniej nietrafiony. Losy Smyka i Emilii nie są jeszcze przesądzone, Femina nigdy nie była zabytkiem. Gdyby pan Śpiewak choć raz poszedł do tego kina, wiedziałby, że od ponad 20 lat był to współczesny czterosalowy multipleks z systemem dolby surround, popcornem i komercyjnym repertuarem w 3D. Nie było w nim nic zabytkowego poza przedwojenną nazwą. Z tej listy szkoda tylko Supersamu, to był budynek legenda (największy na świecie dach podwieszany na linach).

  • wkkr

    Oceniono 14 razy 6

    Spie...j. Otwock nigdy w Warszawie nie będzie.
    Związek metropolitalny na zasadzie partnerstwa tylko z zachowanie odrębności jednostek samorządowych jest do zaakceptowania. Żadnej mega rady a tym bardziej zarządzania z Warszawy. Gdy staniemy się peryferyjną częścią Mega Warszawy stracimy jakąkolwiek szansę na sensowny rozwój bo nasze problemy znikną z pola widzenia jakiejkolwiek władzy.
    PS
    Kogo w Warszawie będzie obchodził krzywy chodnik na Staszica, dziury w jedni na Warszawskiej czy niedokończona budowa galerii w centrum Otwocka????
    Pan Śpiewak zapewne nie wie o czym mówię i to jest sendo problemu.
    Samorząd ma być samorządem. Samorząd z Warszawy nie będzie naszym samorządem.

  • zraluk7

    Oceniono 27 razy 5

    Kolejny pożyteczny idiota PISu czyli Kremla.

  • andrzej2310

    Oceniono 38 razy 4

    Kolejny karierowicz w stylu Guziała. Żenada....

  • roro1000000

    Oceniono 6 razy 4

    z jednej strony ok a z drugiej to 'silne przywództwo' troche mnie martwi..żeby w bolszewizm nie wpaść..

  • kniazwitold

    Oceniono 33 razy 3

    Debil w stylu kukiza.

    Reprezentuje siebie i swoją karierę - dużo szumu i wrzasku - nic konkretnego.

  • endgame222

    Oceniono 37 razy 3

    Ma ciąg do koryta...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX