Wiceprezydent Warszawy wstrzymuje likwidację zielonych strzałek. "To absurdalny argument"

Jeszcze dziś informowaliśmy o tym, że zielone strzałki na około 300 skrzyżowaniach w Warszawie zostaną zlikwidowane. Miasto argumentowało to dużą liczbą kolizji, do jakich dochodzi na pasach z udziałem pieszych z winy kierowców. Dziś wiceprezydent Warszawy ogłosił, że likwidacja zielonych strzałek zostaje wstrzymana. - Argument przeciw strzałkom jest absurdalny. Piesi mają czerwone światło, gdy samochód skręca w prawo na zielonej strzałce - wyjaśnia.

Spodobało ci się? Polub nas

Dyskusja na temat strzałek jest burzliwa, a problem, jak się okazuje, dość zawiły. Jeszcze dziś rozmawialiśmy z Tomaszem Kunertem z zespołu prasowego stołecznego ratusza, który przekonywał, że zielone strzałki mogą być przyczyną dużej liczby wypadków na pasach z udziałem pieszych. Podkreślał, że strzałki będą sukcesywnie likwidowane.

- Według raportu drogowego z 2015 roku, kolizja pieszego z samochodem, z winy kierowcy, to druga po kolizji samochód-samochód najczęstsza przyczyna wypadków drogowych. Ponadto, w ubiegłym roku na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną doszło do prawie takiej samej liczby wypadków z udziałem pieszych (92), co na skrzyżowaniach bez sygnalizacji świetlnej (108) - tłumaczył.

Mimo że nie ma danych na temat tego, czy przyczyną tych wypadków była obecność zielonej strzałki umożliwiającej skręt w prawo, Inżynier Ruchu uznał, że lepiej dmuchać na zimne. - Gdy kierowcy widzą zieloną strzałkę, po prostu jadą. Jeżeli możemy zrobić coś, co sprawi, że piesi będą mogli poczuć się bezpieczniej, tak właśnie zrobimy - mówił Kunert.

Inżynierowi Ruchu chodziło o przejścia dla pieszych, które znajdują się na skrzyżowaniu tuż przed samochodem zatrzymującym się na zielonej strzałce. Gdy pojawia się zielona strzałka, piesi i rowerzyści mają wciąż zielone światło.

Zielona strzałkaZielona strzałka Twitter Twitter

Wiceprezydent Warszawy Jacek Wojciechowicz uznał jednak, że to absurdalne, że kierowca, który przecież zanim ruszy na zielonej strzałce, musi się zatrzymać, nie zobaczy ludzi przechodzących przez pasy. - Kierowca wg przepisów musi zatrzymać się przed zieloną strzałką, nawet jeżeli już się ona pali. Jeżeli kierowca wjedzie na pieszego lub rowerzystę, który znajduje się trzy metry przed jego maską, to raczej w ogóle nie powinien siadać za kierownicą. Argument dotyczący przejścia prostopadłego do samochodów korzystających z zielonej strzałki jest moim zdaniem absurdalny - mówi.

Czytając komentarze pod postem na Twitterze Jacka Wojciechowicza, można jednak dojść do wniosku, że nie dla wszystkich sytuacja na drodze oraz to, kiedy kierowca czy pieszy ma czerwone, a kiedy zielone światło, jest jasna i przejrzysta. Najważniejsze, że jasna jest dla tego, kto decyduje ostatecznie o być albo nie być zielonych strzałek na skrzyżowaniach Warszawy. - Gdy samochód wjeżdża na skrzyżowanie po prawej stronie, piesi mają jeszcze czerwone światło, więc teoretycznie do żadnej kolizji dojść nie powinno - mówi Wojciechowicz.

- Skonsultowaliśmy wszystkie przypadki z Inżynierem Ruchu i podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu likwidacji zielonych strzałek - potwierdził rzecznik prasowy miasta, Bartosz Milczarczyk.

Gdyby każdy jeździł przepisowo, do wypadków nie dochodziłoby prawdopodobnie nigdy. Bo co z kierowcami, którzy wjeżdżają na skrzyżowanie z zieloną strzałką i nie raczą się przed nią zatrzymać?

A oto dowód na to, co naprawdę dzieje się na warszawskich drogach. Na wideo przesłanym przez Warszafka po Stolicy widać, jak kierowcy trąbią na pieszych, którzy przepisowo przechodzą na pasach!

Więcej o: