"1985" Nowy album Rasmentalism: "Pamiętaj, że twój hajs, wiek i adres, to są tylko cyfry" [WYWIAD]

Po dwóch tygodniach od premiery, album "1985" znalazł się na pierwszym miejscu Oficjalnej Listy Sprzedaży, wyprzedzając m.in. nową płytę O.S.T.R. Jako jeden z nielicznych dziennikarzy w Polsce, słuchałem "1985" zanim album trafił na sklepowe półki. Ciary mnie przeszły i nie puszczały z każdym kolejnym utworem. Od tego dnia minęło już trochę czasu, a ja nie mogę przestać, katuję ją i za każdym razem słyszę nowe dźwięki, a przekaz układa się w jedną całość. To album kompletny, dopięty na ostatni guzik, szczery do bólu, osobisty i prawdziwy. Docenili to też inni fani muzyki, nie tylko rapu. Płyta "1985" sprzedaje się najlepiej w Polsce, a zespół już koncertuje. Już 8 maja wystąpi na Warsaw Challenge, na Placu Defilad. A tymczasem mi udało się porozmawiać z Rasem, wokalistą Rasmentalism.

Minęło kilkanaście dni od premiery "1985". Jak przyjęcie płyty?

Nie czytałem jeszcze żadnych komentarzy.

Nie są dla ciebie ważne?

Staram się siebie przekonać, że nie, że się już z tego wyleczyłem, ale nie zaglądam też pewnie dlatego, że nie chcę się rozczarować. To jak płyta zostanie przyjęta, zdefiniuje tryb naszego życia przez najbliższy rok.

(ktoś bez przerwy próbuje się dodzwonić, Ras wyłącza telefon)

 

Gorący telefon. Dużo wywiadów?

Jesteś trzecim dziennikarzem, z którym rozmawiam o tej płycie. Podjęliśmy decyzję, żeby nie udzielać miliona wywiadów. To nic nie wnosi. Blogerzy i dziennikarze ciągle zadają te same pytania.

Tych dwóch dziennikarzy przede mną pewnie już cię o to pytało. Dlaczego nagraliście taką rozliczeniową, podsumowującą płytę?

Ciekawe. Od innych dowiaduję się tego co miałem na myśli. Każdy ją odbiera swoją miarą i ze swojej perspektywy.

Już w intro mówisz: to ostatni raz się otwieram tak.

No i?

To tak jakbyś się żegnał?

Hehe... Musiałbym uskutecznić jakąś terapię, żeby wiedzieć, co miałem na myśli, pisząc te słowa.

A może właśnie nagranie płyty jest dla ciebie rodzajem terapii?

Jest. Myślę, że osoby piszące, które zazwyczaj mają nie do końca równo pod sufitem dzięki pisaniu, mają ujście. Mes nagrał taki wers: chodzę do studia zamiast do spowiedzi. I to trochę tak jest, trzeba się wystrzelać czasem.

Mówiłeś też, że płyta "1985" jest podsumowaniem ostatniego roku. Co się takiego wydarzyło?

Wszystko. Mam intensywne życie, poznaję mnóstwo ludzi, doznaję setki bodźców wewnętrznych i zewnętrznych. W zeszłym roku zagrałem 63 koncerty i imprezy, co znaczy, że przynajmniej raz w tygodniu byłem gdzieś poza domem. Za każdym razem widziałem kilkaset osób, a z kilkudziesięcioma rozmawiałem. Ta intensywność spowodowała, że tak szybko nagraliśmy tę płytę. Planowaliśmy nagrywać rok, a wyszło w pół. Za dużo w nas siedziało, żeby to tak długo trzymać.

Trochę się wymigujesz od odpowiedzi. To był trudy rok?

Nie wymiguję się, nie zdradzam kulis. W pewnym sensie był trudny, ale raperzy mają tendencję do dramatyzowania, trzeba by to było na chłodno ocenić. Parę osób umarło, kilka się urodziło, zrobiłem trochę głupot, trochę fajnych rzeczy. Bomba emocjonalna...

To słychać.

No tak, kiedy piszesz o tym, jak żyjesz i żyjesz tak, jak piszesz, potrzeba tylko zapalnika w formie zdolnego producenta, żeby to z ciebie wyszło. To wspólna płyta, moja i Mentosa, w całości zrobiona w studiu, każdy dźwięk i każde słowo powstało w obecności nas obu.

RasmentalismRasmentalism fot. Ania Bystrowska fot. Ania Bystrowska

Nie twierdzę, że płyta jest smutna, ale ten charakterystyczny dla Rasmentalism Weltschmerz (ból świata red.) słychać w każdym kawałku.

On się unosi cały czas.

Jesteś smutasem?

Bywam, miewam dłuższe okresy smutku.

Co cię boli?

Nie zastanawiam się nad tym, to nie jest sprecyzowane uczucie. To siedzi, kumuluje się i wychodzi w trakcie pisania tekstów.

A później wychodzisz na scenę, przed tobą kilkuset małolatów, a ty jesteś wk*****y...

Na scenie nigdy nie jestem wk******y. Scena działa jak przełącznik, to trwa pięć sekund. Od zawsze mam ogromną tremę, jestem zdenerwowany, bywam niemiły i nieuprzejmy bezpośrednio przed wejściem na scenę. Po pięciu sekundach od pierwszego wersu mam wyłączoną głowę, jestem skupiony. Chyba że na widowni jest pięćdziesiąt osób, z czego trzydzieści ma nas w dupie. Wtedy nie ma przyjemności z grania.

Najmniejszy koncert, który zagraliście?

Mój pierwszy koncert w 2002 roku w Tomaszowie Lubelskim. Było jakieś 11 osób. Wracałem busem do domu do Zamościa, rozładował mi się telefon i nie miałem z nikim kontaktu. Z Rasmentalismem bywa, że gramy dla 80-100 osób i często jest fajnie, ale bywa też tak, że po pół godziny już bym chciał skończyć, bo nic nie czuję.

Co musisz czuć?

Energię zwrotną. My na koncertach dajemy z siebie wszystko, wylewamy hektolitry potu. Po każdym z nich ważę 3-4 kg mniej. Kiedy jest energia, to nie czuję zmęczenia. Kiedy nie sprzęga, to nie ma tej adrenaliny.

RasmentalismRasmentalism fot. Piotr Pytel fot. Piotr Pytel

Co trenujesz? Na wywiad umówiłeś się ze mną po jakimś treningu.

Boks. Zawsze tego chciałem, przez 12 lat trenowałem piłkę nożną, więc nie miałem czasu. Później zajmowałem się główne tyciem, później poszedłem na MMA, ale to przytulanie to za dużo dla mnie. Od czerwca 2013 roku trenuję boks. W domu od zawsze się oglądało walki Michalczewskiego, Gołoty. Wcześniej chodziłem z ojcem na Hetmana Zamość, mieli pierwszą ligę bokserską.

Z fejsa się dowiedziałem, że byłeś na walce Tomasza Adamka z Erikiem Moliną.

Z ojcem i z bratem. To był nasz pierwszy męski wypad.

Ojciec jest dumny z ciebie?

Tak, daje mi to odczuć, choć jesteśmy raczej zamkniętymi ludźmi. Ciężko mi się nawet z tobą o takich rzeczach rozmawia, bo traktuję je jako część miru domowego, ale rodzice dają mi odczuć, że się cieszą, że wybrałem drogę na przekór standardom.

Co robiłeś, zanim zacząłeś żyć z muzyki?

Skończyłem prawo, pracowałem w kancelarii w Lublinie, później w firmie projektującej street parki, później w budżetówce w urzędzie, wcześniej, podczas studiów, układałem wykładziny, sprzedawałem karty kredytowe, pracowałem w Londynie, w hurtowni spożywczej... Człowiek renesansu.

Jak to jest podpisać kontrakt z taką wytwórnią jak Asfalt Records?

To było moje marzenie. Mam nawet na to dowody na piśmie. W 2004 roku udzieliłem wywiadu w "Ślizgu", dziennikarz zapytał mnie, co bym chciał, gdybym mógł. Odpowiedziałem, że wydawać w Asfalt Records. I jedyne dziewięć lat później się udało.

Żyjesz już tylko z muzyki?

Tak. Trzy miesiące po wydaniu płyty "Za młodzi na Heroda" rzuciłem pracę w Lublinie i przeprowadziłem się do Warszawy.

 

Utwór "Przezroczysta krew" to dla mnie sztos. Rapujesz w nim: To było w czasach, kiedy mogliśmy wszystko mieć. Tylko ci**a i piłka w naszych głowach. Mój dziadek miał od wódki przezroczystą krew. A szkoda, bo serce miał ze złota.

Te wersy jako jedyne powstały poza studiem. Obudziłem się w nocy i zapisałem je w telefonie. Zupełnie nie wiem dlaczego.

Opowiedz o dziadkach.

Spędzałem u nich mnóstwo czasu, wakacje, ferie. Mieszkali 40 km od Zamościa, w osadzie robotniczej obok cukrowni. Byliśmy bardzo zżyci, dostałem od nich dużo miłości i swobody.

Podkradałeś babci Clonazepam? Rapujesz o tym w kawałku.

(Clonazepam - lek o działaniu przeciwlękowym, uspokajającym i przeciwpadaczkowym. Skutkami ubocznymi są, m.in.: haj, upośledzenie sprawności psychofizycznej i zaburzenie funkcji poznawczych. red).

Ja nie, ale historia z klonami jest prawdziwa. Pierwszy papieros to też wakacje u dziadków.

 

W utworze "Wszyscy kłamią" rapujesz: wóda, feta, dziwki, cały nasz wspaniały hip-hop. Niezłe podsumowanie sceny.

Kiedy to pisałem bardzo mi to przeszkadzało, teraz już mniej. Wkurza mnie ten ogólny wizerunek sceny hip-hopowej w Polsce, ale to dlatego, że jestem już chyba na to za stary. To nawet nie jest wkurzenie, raczej zażenowanie. Niewiele rzeczy poza Arsenalem Londyn jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. Ludzie rzadko, odwracam się i idę dalej. Trochę mnie uwiera wizerunek rapera jako baneru reklamowego, artysty podziwianego przez nie do końca rozgarniętą młodzież.

Największe kłamstwo rap gry?

Właśnie ten wizerunek, robienie z rapu coachingu, pouczanie innych i przewaga zdjęć i filmików nad muzyką. Przez cztery lata robisz milion zdjęć i nagrywasz trzy kawałki...

I masz większy fejm niż ktoś, kto przez te cztery lata nagrał cztery świetne płyty, ale nie wystąpił na ściance.

Z tym nie mam problemu. To znak czasu. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że nigdy się w taki sposób nie będziemy bawić.

Czego nie zrobisz dla sławy i pieniędzy?

Jak nie będę miał weny do pisania i nagrywania muzyki, to nie będę jej zastępował wzmożoną aktywnością w mediach społecznościowych i dam sobie spokój.

Urodziłem się w przygranicznym mieście, gdzie przemyt był na porządku dziennym. Kawałek "Co mi zrobisz" jest jak z mojego miasta.

Jest z mojego miasta, z Zamościa.

To prawdziwa historia?

To kumulacja historii, które znam. Historia o domach budowanych na kartonach papierosów, kanistrach przemycanego spirytusu.

Jeździłeś? Przemycałeś?

Na szczęście nie miałem potrzeby ani pomysłu, żeby się tym zająć. Wódka tylko na własne potrzeby, butelka Nemiroffa za 7 zł. Pamiętam taką sytuację. Mój kolega wszedł do przygranicznego sklepu i poprosił o 3 butelki wódki. Ekspedientka zapytała, czy mają być z banderolą, czy bez. On zapytał o różnicę w cenie, ta wynosiła 2 czy 3 złote. Wybrał więc wersję z banderolą. Kobieta postawiła 3 butelki na ladzie, wyjęła z szuflady 3 banderole i przykleiła je do nakrętek. Na osiedlu nikt nie biegał po wódkę do sklepu, tylko na metę po spirytus, który baba lała chochlą z wanny prosto do butelek. W okolicach mojego liceum Ukrainki proponowały: Cemele, spiryt, seks. Papierosy z reklamówki kupowali od nich policjanci, urzędnicy, pijacy i artyści. To był jawny proceder. Teraz wygląda to inaczej, ale chyba nigdy nie zginie.

Jak wspominasz Zamość i siebie z tego okresu?

Moje życie kręciło się wokół piłki nożnej i Hetmana Zamość. Tym żyliśmy. Wychowałem się na osiedlu, chodziłem do dużej osiedlowej szkoły, w której był cały przekrój społeczny. W mojej klatce mieszkali prawnicy, lekarze, alkoholicy, bezrobotni, dozorca i dyrektor szkoły. Pełna socjalizacja.

 

W utworze "Nowa miłość" udało ci się dotknąć kwintesencji relacji męsko-damskich. Mam na myśli słowa: myślałaś, że dotyka twojej duszy, on myślał, że dotyka twojej dupy.

Trochę tak, mamy inne cele i priorytety. Takie życie. Mam nadzieję, że nikt się za te słowa nie obrazi.

Martwisz się tym? Uważasz na słowa w swoich tekstach?

Nie, gdybym się tym martwił, niczego bym nie napisał. Zdarzało mi się na początku kariery starać się zadowolić wszystkich, ale to jest niewykonalne. Wolność to pierwsza rzecz, którą trzeba sobie uświadomić, robiąc coś kreatywnego, co później podlega publicznej ocenie. Trzeba wyłączyć cenzora w sobie i nie próbować zadowolić nikogo oprócz siebie.

Im bardziej szczerze, tym lepiej?

No tak. Już w trakcie pracy nad tym albumem wiedzieliśmy, że pewnie znajdzie mniej odbiorców, ale za to konkretnych, do których ma trafić przesłanie.

Piszesz, że skończyłeś 30 lat i przestałeś być dzieckiem. Co to znaczy?

Ciężko to zdefiniować, to bardzo osobiste, wewnętrzne uczucie.

Związane z wiekiem?

Wątpię, gdyby było związane z wiekiem, nastąpiłoby kilka lat temu. Zawsze myślałem o innych, ale teraz zacząłem to bardziej przejawiać w swoich działaniach, myśleć więcej o rodzinie, odwiedzać dziadków, zadzwonić i nie traktować wszystkiego jak rzecz zagwarantowaną. Uświadomiłem sobie, że wszystko ma swój koniec i nie wiadomo, kiedy on nastąpi, za tydzień, dwa, albo za 50 lat, więc chciałbym, jak najwięcej z życia złapać.

RasRas fot. Ania Bystrowska fot. Ania Bystrowska

A kim jest K?

Kuba, syn mojego brata. W czerwcu skończy dwa lata.

W utworze "K" mówisz do niego jak twój ojciec kiedyś do ciebie?

Trochę tak. Jestem z bratem silnie związany, jego syna emocjonalnie traktuję jak swojego.

Chcesz mieć dzieci? Myślisz o tym?

Myślę, że nie chciałbym ich mieć. Wydaje mi się, że nie do końca nadaję się do tego, żeby być odpowiedzialnym za nowego człowieka. Być może to egoistyczne, bo dobrze mi się żyje w ten sposób, ale wszystko się może zmienić.

To się zmienia.

Pewnie tak.

RasmentalismRasmentalism fot. Piotr Pytel fot. Piotr Pytel

Warszawa cię inspiruje? Dobrze ci tu?

Bardzo, zawsze chciałem i wiedziałem, że będę tu mieszkał.

Co ci daje Warszawa?

Możliwość wyboru. Bardzo to sobie cenię.

Dlaczego wybrałeś Żoliborz?

Przez Mentosa (producenta Rasmentalism red.). Mieszka dwa bloki dalej. Wszystkie płyty nagrywaliśmy w studio RHW na ul. Mickiewicza. Zdjęcia na płytę robiła nam Ania, mieszka na Sadach Żoliborskich. Poza koncertami nie muszę i nie potrzebuję się stąd ruszać. Lubię Żoliborz za zieleń, białe bloki. Trochę Ciechocinek, wychodzisz z domu na zakupy i odpoczywasz.

RasmentalismRasmentalism fot. Ania Bystrowska fot. Ania Bystrowska

Nie jestem muzykiem, ale mam wrażenie, że w refrenie do utworu "1985" fałszujesz.

Na pewno, ja w ogóle nie potrafię śpiewać. Jeżeli Jerzy Stuhr może to ja też.

Kumplujesz się z Taco Hemingwayem?

Rozmawiamy o FIFA i lidze angielskiej.

Nawiązałeś do jego słów, rapując: Mama pyta, czy chcę przelew, mówię nigdy w życiu, palę się ze wstydu, jak wydaję kwit rodziców.

Zaprosiłem go do polemiki.

Polemiki? To jest raczej diss.

Czy ja wiem? Mam inne zdanie, może dlatego, że jestem od niego starszy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale nie wiem, co by się stało, gdyby np. płyta nie wyszła, koncerty nie poszły. Nie wiem, czy palenie ze wstydu powstrzymałoby mnie przed telefonem: Mamo pomóż!

Były takie telefony?

Nie, ale rodzice bardzo mnie wspierali na różnych płaszczyznach. Na szczęście nie rozpieszczali mnie, nie miałem niczego podawanego na tacy, ale nie mówię, że dzwonienie do rodziców po pomoc jest czymś złym. Taka jest rola rodziców, żeby pomagać dzieciom. Ja po prostu mam wewnętrzną blokadę, że nie proszę.

A słoiki od mamy bierzesz?

Nie, bo najczęściej nie ma mnie w domu. Jedzenie od mamy ląduje w zamrażalniku i po roku jest wyrzucane.

Na płycie w ogóle nie ma polityki.

Ja się nią nie interesuję. Wyłączyłem się, nie czytam i nie oglądam wiadomości od 2013 roku. Mamy też takie postanowienie, że nie mieszamy muzyki z polityką.

 

Głosowałeś w ostatnich wyborach?

Nie, chociaż jeśli odbędą się jeszcze jakieś, a to wcale nie jest takie oczywiste, to pewnie zagłosuję. Jestem przerażony sytuacją w Polsce. Teraz, po fakcie.

Czym dokładnie?

Tym, że do władzy dochodzą ludzie, których jedynym celem jest szczucie i dzielenie Polaków.

A może ten podział był zawsze, a teraz tylko został podsycony?

Nie, absolutnie. To politycy i media kreują taką rzeczywistość.

Zgadzasz się z Maleńczukiem, który mówi, że może wojny domowej nie będzie, ale grozi nam bójka domowa?

Nie wiem, czy nie będzie wojny. Dlaczego miałoby nie być? Czym się różni Polska od innych krajów, w których była wojna domowa? Podział to podział. Jak będzie jeszcze więcej benzyny i pojawi się iskra, to wybuchnie wojna. Jest jakaś granica, do której można doprowadzić społeczeństwo.

O co miałaby być ta wojna? O wrak?

To nie jest tak, że tylko jedna okoliczność wpływa na nastroje społeczne. Podziały są już na wszystkich płaszczyznach. Jestem daleko od linii moralnej "prawdziwego obywatela" prezentowanej przez obecną partię rządzącą, ale byłem też daleko od linii prezentowanej przez poprzednią władzę. Daję ludziom prawo do bycia różnymi, a to staje się powoli zakazywane. Więc czekam, kiedy przyjdą po mnie, po ateistę z Zamościa. Może być ciężko.

To mogłoby być dobre dla twojej muzyki. Jak przyjdą, to nagrasz o tym płytę?

Zakazane piosenki.

Więcej o: